“Dziennik”, nie: “blog”
— 26 sierpnia 2009 | LINK
(…) dlaczego jednak cokolwiek pretensjonalnie brzmiący “dziennik”, zamiast nowoczesnego, profesjonalnego “bloga”? Otóż: właśnie dlatego. I chose not to choose blog: I chose something else. Przyglądam się rozwojowi blogów od co najmniej ośmiu lat, przez niemal siedem prowadziłem własny: i z tej perspektywy blog jako forma wydaje mi się (mocne słowo – ) skompromitowany. Zupełnie nie odpowiadają mi efekty ewolucji tzw. blogosfery i jej (często wręcz komiczna) profesjonalizacja; nie odpowiadają mi wszystkie te przejrzyste rytuały uczestniczenia, komunikacyjne konwencje i pozornie nieskończona różnorodność, nieudolnie skrywająca niemal totalne zglajszachtowanie w ramach takiej albo innej kategorii; nie odpowiada mi nie tak wcale rzadki, a absurdalny autotematyzm, w skrajnych przypadkach ufundowany, jak można podejrzewać, na quasi-religijnej wierze w autoteliczność blogów; nie odpowiada mi wreszcie ta specyficzna odmiana heglowskiego ukąszenia, która zakłada, że tradycyjne media (a później zapewne także inne tradycyjne formy komunikacji) zostaną niebawem – słusznie i zbawiennie – zastąpione przez blogi, mikroblogi i nanoblogi, o ile ktoś zdąży je wymyślić. Wolałbym nie. I, krótko mówiąc: to, czym stały się blogi – w ogóle, jako forma – jest diametralnie różne od tego, co przed laty wydawało mi się w nich (potencjalnie) najbardziej interesujące. I chose not to choose blog: I chose something else. Czym będzie owo something else – pozostaje kwestią otwartą.




