Po koncercie
— 31 marca 2010 | LINK
trwamy w przyjemnym poczuciu dobrze wykonanej chałtury, które to określenie jest wprawdzie oksymoronem, ale za to dotyka sedna sprawy. W ciągu dwóch miesięcy musieliśmy zbudować wykon od zera: z ośmiu książek nominowanych autorów wybrać teksty jednocześnie reprezentatywne, zrozumiałe i na tyle uporządkowane formalnie, żeby można je było osadzić w jakiejś strukturze muzycznej; później dla każdego z nich taką strukturę znaleźć (lawirując przy tym między noisem i pop-rockiem i nie ulegając pokusie nadpisywania tekstów muzyką); wreszcie – w ciągu siedmiu czy ośmiu wieczorno-nocnych prób osiągnąć zgranie dzięki któremu dziewięć intrumentów i pięć głosów mogło wchodzić i znikać w ściśle określonych momentach. Chwała ludziom dobrej roboty – pomników za nią nie stawiają, ale uczciwe rzemiosło to też sztuka.





