przede wszystkim zaznaczam, że nie mam żadnej tezy, tylko w czasie rzeczywistym będę sobie próbował racjonalizować pewne rzeczy, które moim zdaniem rozumowej analizy wymagają.
teksty źródłowe to
endo na obcasach, komentarze na
kumplach,
dzieciach i
komiksie oraz wypowiedź nenka cytowana przez
cybercore.
zaczęło się oczywiście od tego, że endo trafiła na okładkę wysokich obcasów i to w dniu wysokonakładowym (ponoć dziesięć do szóstej egzemplarzy w polskę poszło). co spowodowało urwanie chmury i w ciągu jednego tylko dnia na komiksie pojawiło się niemal dwieście rozmaitych komentarzy, przy czym niemal wszystkie można zaliczyć do dwóch kategorii gdyby dać selecta po polu
autor - kategoria numer jeden to panny w wieku lat -nastu wyrażające w sposób mocno niegramatyczny swój zachwyt, informujące o tym, że też prowadzą blogi lub zadające inteligentne pytania typu
jakiego używasz programu do rysowania????????????; kategoria numer dwa to cała reszta, która z racji wieku, aspiracji artystycznych, intelektualnych bądź innych nie czuje takiego respektu jak wzmiankowane panienki, a wręcz przeciwnie - ma za złe. ma za złe endo, że pojawiła się na okładce, że wysokich obcasów, że dodatku do wyborczej, ma za złe, że ubiór, że warszawka, ma za złe, że w paincie, że wtórne, że mało odkrywcze, ma za złe, że to nie oni i nie one.
jestem jedną z ostatnich osób które można podejrzewać o przesadną sympatię dla stołecznego middlehighlife, specjalnym fanem komix.blog.pl także nie jestem - owszem, zasadniczo mi się podoba, czasami nawet bardzo, ale wiadomo, że taki
pvek jako zjawisko wygrywa w cuglach (zresztą z całego naszego okołonetartowego chłamu chyba tylko pvek może w istocie aspirować do miana tworu kultowego [i tutaj
prawo czerskiego dotyczące kultowości: jeżeli w gazecie stoi, że coś jest kultowe, a nie słyszałeś o tym wcześniej od znajomych, to znaczy, że to coś nie jest kultowe, a ty jesteś właśnie manipulowany, jak zwykle], bo teksty pidżyna i kota weszły do języka mówionego i wszyscy dookoła mówią do siebie per
mon, a moja własna dziewczyna rozpoczyna wypowiedzi apostrofą
aj dża mon konkerin lajon), wracając
wylewanie pomyj na endo jest żenujące w swojej polskości pisanej z małej litery, przez którą to polskość rozumieć należy wyjątkowo odrażającą zawiść i stadne gryzienie po kostkach każdego, kto tylko wylazł przed szereg choćby na dwa kroki. prawdziwe intencje ujawnia sama zajadłość ataków - jeżeli komuś po prostu nie spodobały się rysunki na komiksie to zwyczajnie się nie odezwał, albo opinię wyraził powściągliwie; ci, którzy wrzeszczą zaś są jak ta brudna piana na powierzchni rzeki. i tutaj pół-jedynie żartem ogłaszam swoje pełne poparcie dla endo, która mądrze milczy i nie wdaje się w dyskusje.
i chociaż mówiłem o tym już kilka razy to jednak powtórzę i powtarzać będę do znudzenia - krytykanctwo nie jest metodą; jakości słabe należy zwalczać za pomocą tworzenia jakości własnych i we własnym rozumieniu lepszych. stąd też jeżeli zżera kogoś zazdrość z powodu okładki obcasów powinien wymyślić coś, co pozwoli mu umieścić własne oblicze w tym samym bądź zbliżonym miejscu. i nie jest prawdą, że wszyscy są zblatowani ze wszystkimi i się nie da. jasne, że łatwiej o to w warszawie, gdzie towarzystwo prące do rozgłosu wydaje się być nieźle zintegrowane, że już o lokalizacji redakcji poczytnych pism nawet nie wspomnę - ale jak się zasłuży to nie ma obawy, nawet do wejherowa przyjadą przeprowadzić wywiad.
żeby nie było za słodko - po części sama endo winna jest temu, co się dzieje, bo taktyka lawirowania pomiędzy szydzeniem z
obciachów i innych lansów oraz komercyj a robieniem kariery przy użyciu tychże samych elementów jest niestety dosyć czytelna (nawet jeżeli niezamierzona) i tym samym idealnie nadaje się do wykorzystania w charakterze punktu, w który można przywalić. nie pomoże tutaj przekrzykiwanie upiorów na strychu - samo napisanie wielkimi literami
do jasnej komercji nie załatwi sprawy i należy raczej uczciwie powiedzieć
tak, komercja tak albo w ogóle nie mówić nic i nie prowokować. tym bardziej, że (a) tematyka rysunków na komiksie w żaden sposób nie obliguje do prezentowania jakiegokolwiek światopoglądu - powiedzmy umownie - ekonomicznego i (b) rozumowa analiza nie pozwala na stwierdzenie, że bycie komercyjnym (w takim butikowym sensie) jest złe - nawet jeżeli w czyjejś głowie kołaczą się jeszcze resztki wspomnień z okresu buntu młodzieńczego i fascynacji radykalnymi schematami światopoglądowymi.
co miałem zamiar także rozpracować sobie na użytek swój i ku uciesze publiczności (tu właśnie ten nenek w cybercore miał się pojawić), ale zrobię to kiedy indziej, bo druga połowa się zaczęła.