zastanawiam się co powoduje, że jedno moje upojenie alkoholowe na sto kończy się wybuchem słabo kontrolowanej agresji i wyraźnym dążeniem do jej rozładowania poprzez najzwyczajniejsze na świecie mordobicie. oraz co takiego mają w sobie niektóre jednostki, że na ich widok otwiera mi się nóż w kieszeni. sprawa jest istotnie ciekawa, bo kto mnie zna, ten wie, że zazwyczaj jestem mniej więcej zrównoważony.

ładny dzień dzisiaj, mówiąc na marginesie. na przemian jem i rzygam, ponadto łapie mnie chyba gorączka. sylwestra chciałbym spędzić na jakimś balu abstynenta.
30 listopada 2003, 12:26:31 :: komentarze (62)
mówiąc ogólnie: w humanistach czystej wody zabierających głos w dyskusjach związanych w jakiś sposób z internetem drażni mnie to, że bardzo często (powiedziałem bardzo często, a nie zawsze) oszczędzają sobie trudów myślenia analitycznego i poszukiwania źródeł opisywanych zjawisk, poprzestając na wysnuciu wniosków wynikających z ezoterycznych przesłanek. wnioski te początkowo (tzn. w pierwszych zdaniach tekstu) są ostrożne, ale autor rozpędza się z każdym kolejnym akapitem, finiszując w pięknym stylu i prezentując światu z dumą mocno niedojrzałe i robaczywe owoce swoich rozważań. co gorsza te dyskusje humanistów mają często strukturę sztafety rozgałęzionej na kształt reakcji łańcuchowej - umiarkowane idiotyzmy pierwszego podchwytuje drugi i czyni je swoim punktem wyjścia, co oczywiście kończy się gwałtownym rozmnożeniem absurdów i fałszywych tez.

niestety - na miano klasycznego idioty zasłużył właśnie czołowy w opinii rzesz przedstawiciel polskiej literatury, czyli jerzy mocny anioł pilch, który w najnowszej polityce (w sieci jeszcze niedostępnej) wszystkim internautom jak leci imputował dotkliwe matołectwo i skłonność do bełkotu, ponadto zaś obdarzył ich mianem wodzących szponiastymi pazurami po klawiaturze troglodytów i zasugerował, że internet powinien być reglamentowany, najlepiej wydawany po okazaniu świadectwa lekarskiego. o tym, że ich [internautów] językowe ciemności odzwierciedlają jedynie ciemności ich mózgów wspomnieć nawet nie warto.

o co chodzi? ano - mocnemu nie podoba się neologizm (?) nei. nei staje się dla pilcha symbolem degradacji językowej. nei jest dzikie, nei jest złei, nei ma bardzo ostre kłei.

sęk w tym, że pilch zakłada milcząco (iż ignorantem jest), że nei narodziło się w sposób sztuczny - ot, taki wymysł rozwydrzonych bachorów, taka, rzec by można, laska dynamitu wciśnięta w zdrową, gładką i czystą dupę języka ojczystego. i to właśnie założenie pozwala pilchowi wspinać się na wyżyny pień kogucich i uprawiać ulubione i podziwiane od szczecina po białystok z przesiadką w katowicach fellatio stylistyczne.

i wszystko chuj - nei wzięło się po prostu z tego, że osoby piszące przy użyciu dwóch lub czterech palców w momencie ustawienia palca wskazującego prawej ręki nad n odpowiadający mu palec ręki lewej trzymają już nad e, podczas gdy uderzenie w i wymaga ułamka sekundy koniecznego na przestawienie prawej ręki o dwa rzędy wyżej. w efekcie wciśnięcie e minimalnie wyprzedza wciśnięcie i - dostajemy nei zamiast nie, język polski pokrywa się wrzodami, a jerzy pilch cierpi razem z nim.

panie jerzy, ja pana proszę - trzymaj się pan swojej branży i pisz pan o wódce.
27 listopada 2003, 19:19:06 :: komentarze (105)
(czyli: piotr czerski czyta cały stos książek poetyckich pożyczonych od michała piotrowskiego, po czym drze na strzępy swój ostatni, niedokończony wiersz, macha ręką i włącza telewizor)

tak czy inaczej sztuka jest tylko formą
kanalizowania popędu seksualnego, więc masz rację mówiąc
że cała ta poezja to jedno wielkie pierdolenie
25 listopada 2003, 11:09:51 :: komentarze (57)
zastanawiam się - a co gdybym siedział na tej sali po drugiej stronie, młodszy o tych sześć, siedem lat, gdybym siedział tam przeniesiony z czasów w których szedłem przez miasto z trzytomowym potopem, nagrodą za pierwsze miejsce w pierwszym konkursie, szedłem i myślałem, że to było złe i że poezji nie powinno się oceniać, że poezja jest święta, że poezję powinno się pisać z ukrycia i incognito

co pomyślałbym o nas - pewnych siebie? stwarzających dystans? o nas, chodzących (demonstracyjnie?) z butelkami w rękach, łapiących za tyłki przechodzące młode dziewczęta, które popiskiwały radośnie, co pomyślałbym o sobie, padającym na kolana i skaczącym po sali, odpalającym papierosa od papierosa, łażącym tam i z powrotem w wielkiej, idiotycznej wełnianej czapce, pijącym tanie wino (które już wyraźnie jest dysonansem) i tak dalej i tak tak dalej. czy gdybym siedział po drugiej stronie nie czułbym się zażenowany, nie potraktowałbym tego jako marnego przedstawienia ze zblazowanymi aktorami w rolach głównych, czy nie wyszedłbym w połowie, pełen goryczy, że tamci poezję rozmieniają na spocone gesty i pijane spojrzenia, czy nie poczułbym się lepszy, bardziej czysty i bliższy prawdy?

zapewne tak. tak by było, zapewne. i musiałbym przeżyć tych sześć, siedem lat, żeby zrozumieć, że to wszystko jest jednak inne, a nie takie, jak się wydaje.
23 listopada 2003, 20:16:56 :: komentarze (41)
no dobrze, już nawet mniej więcej pamiętam co się działo i jak wróciłem do domu - w każdym razie w ogólnych zarysach. w tej chwili siedzę przed komputerem, piję doskonałą wodę mineralną (dawno nic mi tak nie smakowało jak ta woda), słucham smooth and stylish downtempo z internetowego radia i rozkoszuję się umiarkowanym poczuciem wstydu połączonym z wdzięcznością za brak kary w postaci kaca.

za tydzień będzie jeszcze gorzej - wolne miasto gdańsk 2003 w żaku. niestety jakiś idiota wymyślił wejściówki po 15pln dla wszystkich nie-studentów, mówiąc między nami za te pieniądze zdecydowanie nie warto. w ogóle nie warto, poezji nikt nie kuma i co gorsza ów nikt ma rację.

wcześniej nie wspominałem chyba: tutaj jest mój tekst z najnowszego ha!artu sieciowego. tekst jest taki mocno pospieszny, ale napisałem kilka rzeczy które mi się we łbie układają od dłuższego czasu i które próbuję gryźć z różnych stron, licząc na to, że ułożą się wreszcie w spójną całość. przy okazji prostuję: nieszuflada ma dziennie prawie tysiąc odwiedzin, a nie trzysta, jak napisałem.

czy ktoś ma papierosa?
23 listopada 2003, 13:54:46 :: komentarze (2027)
stąd można pobrać jeden z moich ulubionych ostatnio kawałków: veronika dankeschoen - blues. nagranie czynione było na koncercie w wejherowie w warunkach bojowych, w związku z czym bas jest o dwa poziomy za wysoko, główna gitara i perkusja za nisko i tak dalej (o różnych takich małych fałszach nawet nie wspominam), ale tekst pamiętam, że wczoraj kąpałam się w whisky, a dziś nie ma whisky - jest po wszystkim załatwia sprawę. mój żelazny kandydat na składankę the day after - piosenki dla skacowanych.
21 listopada 2003, 00:00:56 :: komentarze (97)

po rocznej przerwie znowu pokazujemy się razem (w niepełnym składzie, ale jednak). zgodnie z dawnym, pięknym planem tournee po niewielkich miastach uderzamy w redzie (którą zna połowa polski, bo leci tamtędy na hel), przy ulicy łąkowej. zapowiada się nieźle, będzie basia piórkowska, wojtek boros, tadzio dąbrowski, jacek kania, adam majewski, empi i ja - w drugiej części imprezy zaś zespół pieśni rockowej i tańca quasierotycznego veronika dankeschoen. przed, po i w trakcie konsumpcja mokrego prowiantu, tańce, hulanka, swawole. możliwość nabycia wydawnictw poetyckich, specjalnej serii znaczków pocztowych, portretów olejnych, płyt cd oraz dewocjonaliów i imponderabiliów. palenie symboli narodowych, marsze milczenia, sonata księżycowa, manifestacje feministyczne, pokazy intymnego fryzjerstwa artystycznego oraz występ chóru poznańskie słowiki kierowanego tymczasowo przez michaela jacksona, drugiego po emanuelu olisadebe białego murzyna.

wszystko to w redzie, w sali miejskiego ośrodka kultury, sportu i rekreacji (sic!) przy ulicy łąkowej numer pięćdziesiąt dziewięć, dnia dwudziestego drugiego zero jedenastego (najbliższa sobota) o godzinie osiemnastej zero zero przecinek wstęp wolny. zapraszamy.
20 listopada 2003, 16:46:49 :: komentarze (41)
pan redaktor w swoich zeznaniach ujawnił nową, niezwykle ważną okoliczność: w czasie swojej rozmowy z panią dyrektor odebrał telefon od pana prezesa który z polecenia pani minister poinformował pana redaktora o stanowisku pana sekretarza zajętym wobec poprawki pani minister wynikającej z uwag pani dyrektor czynionych w obecności pana redaktora w czasie pobytu w gabinecie pana prezesa. w związku z powyższym pan redaktor poinformował pana premiera o konieczności uwzględnienia uwag pani minister (wynikających z uwag pani dyrektor spowodowanych stanowiskiem pana prezesa w gabinecie pana sekretarza) oraz poprawek sugerowanych przez panią dyrektor w odpowiedzi na uwagi pani minister wynikające z sugestii pana sekretarza przedstawionych w czasie spotkania pana redaktora z panem prezesem w obecności pani dyrektor na zapleczu gabinetu pana premiera w przeddzień urodzin pana prezydenta. pan premier wyraził zaniepokojenie propozycjami pani dyrektor, nie mając świadomości, że wynikają one z uwag pani minister powodowanych twardym stanowiskiem zajętym pana prezesa na raucie u pana sekretarza, na pięć dni przed zaakceptowaniem przez pana premiera terminu proponowanego przez panią minister, która nie skonsultowała się wcześniej z panią dyrektor ze względu na sprzeciw pana prezesa i nieobecność pana redaktora, przebywającego czasowo w letniej rezydencji pana prezydenta, odwiedzonej zresztą także przez pana premiera wkrótce po rozmowie z panem sekretarzem.
nowe zeznania pana redaktora zdecydowanie przybliżają nas do momentu rozwikłania zagadki - podkreślił pan poseł.

(polecam także futurystyczną wizję staszewskiego kazimierza)
19 listopada 2003, 16:25:34 :: komentarze (57)
jakiś czas temu wymieniałem z kimś - chyba z kczk - uwagi mailowe. mój rozmówca stwierdził, że coś tam coś, ale to normalne, bo ludzie w środowisku są zawistni i uczuleni na kwestie finansowe i jeżeli ktoś tylko ma więcej pieniędzy albo dostał jakąś finansową nagrodę to natychmiast odreagowują wylewając na delikwenta pokaźny kanister żółci.

nie zgodziłem się z tym, bo pośród licznych przywar brakuje mi zawiści ekonomicznej; na pieniądze umiem patrzeć wyłącznie przez pryzmat dóbr, które można za nie nabyć, a że obce mi jest dążenie do posiadania dla posiadania - pożądam wyłącznie tych dóbr, które są mi w jakiś sposób istotnie potrzebne, co drastycznie redukuje moje potrzeby finansowe. chcę mieć przede wszystkim tyle pieniędzy, żebym mógł bez żadnego problemu zobaczyć się z iwoną, kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota (przypominam, że w tym celu muszę odbyć podróż pociągiem), żebym mógł od czasu do czasu kupić książkę na wyprzedaży (przejście podziemne na stacji skm gdynia wzgórze świętego maksymiliana), zjeść coś kiedy jestem głodny, napić się piwa wtedy, kiedy chcę się go napić, kupić sobie paczkę papierosów raz na dwa dni i zapłacić rachunki telefoniczne. od dłuższego czasu moje dochody idealnie bilansują się z tymi wydatkami, jestem więc człowiekiem szczęśliwym w sensie materialnym. z tej okazji pochopnie ekstrapolowałem sobie ów brak zawiści na całą populację ludzką, tymczasem powinienem chyba zweryfikować poglądy.

z nieznanych mi przyczyn każdy, kto chce mi minimalnie choćby dogryźć w kwestiach związanych w jakikolwiek sposób z pieniędzmi, natychmiast wywleka na tapetę sprawę nagród w konkursach literackich. w ciągu ostatniego półrocza co najmniej kilka razy słyszałem od różnych osób, że to, tamto i owamto, a w ogóle to jestem cwany, bo wygrywam konkursy i za darmo pieniądze dostaję.

w związku z powyższym dokonuję niniejszym publicznego ujawnienia swoich dochodów związanych z zajmowaniem się literaturą: w ciągu siedmiu (chyba) lat otrzymałem więc następujące wartości majątkowe: trzytomowe wydanie potopu ze złoconymi brzegami i w okładce z dermy, dwadzieścia egzemplarzy beznadziejnego almanachu poetyckiego (mimo, że byłem laureatem musiałem zapłacić 200pln), 40pln tytułem honorarium za publikację wierszy w toposie, 50pln jako honorarium za publikację w fa-arcie, 500pln za wyróżnienie w konkursie im. jacka bierezina (chociaż wydaje mi się, że to było 300pln), 2000pln za pierwsze miejsce w czerwonej róży, 1200pln za pierwsze miejsce w olsztyńskim akancie, 300pln za prowadzenie warsztatów poetyckich w koninie, wreszcie - 3000pln stypendium od marszałka województwa pomorskiego (z czego 300pln będę musiał oddać skarbówce jako podatek). ze sprzedaży swojej książki uzyskałem około 250pln (jak przypuszczam, nie liczyłem). innych wpływów aktualnie sobie nie przypominam, mogłem przeoczyć drobne wyróżnienia, ale raczej nie były to kwoty wyższe niż 500pln (razem wzięte). summa summarum na pisaniu zarobiłem więc 7340pln i potop ze złoconymi brzegami - w ciągu siedmiu lat. o, pardon - w toruniu jako zaproszony poeta wypiłem chyba z sześć darmowych piw - czy to też mam doliczyć?

brnąc dalej - napisałem przez tych siedem lat mniej więcej 250 wierszy. zakładając, że czas produkcji jednego wynosił średnio 1.5h (co wydaje mi się wartością zaniżoną) poświęciłem na pisanie wierszy co najmniej 375 roboczogodzin, co przekłada się na przeciętne wynagrodzenie w wysokości 19 złotych i 57 groszy za godzinę. pomijam przy tym wiersze nieukończone, brak dodatku za pracę w trudnych warunkach i dodatku za uszczerbek na zdrowiu, brak przywilejów urlopowych, niemożność zrzeszania się w związkach zawodowych i nieregularne wypłaty.

dwadzieścia złotych za godzinę to nie takie znowu kokosy; zdarzyło mi się ze dwa razy dostać ponad sześćset złotych za ośmiogodzinną pracę w charakterze informatyka. w związku z powyższym składam uprzejmą prośbę o odpierdolenie się od moich dochodów związanych z literaturą. prośbę tę motywuję dodatkowo faktem, że pieniądze otrzymywałem w wyniku publicznych przetargów określonych odpowiednimi przepisami, co oznacza, że każdy - ale to dokładnie każdy - może usiąść, napisać, wysłać, wygrać i zgarnąć kasę. czego życzę wszystkim z całego serca i z góry gratuluję. z poważaniem, piotr czerski.
16 listopada 2003, 15:13:52 :: komentarze (232)
dzisiaj był pogrzeb; policja nadal niczego nie wie: podobno okazało się, że przyczyną śmierci nie było ani pobicie ani utopienie. policja niczego nie wie, za to ludzie wiedzą wszystko: rutkowski już szuka. nie, nie rutkowski wcale, rutkowski dopiero przyjedzie. ale nic nie pomoże, bo to w lesie było i bez świadków. i spłynął rzeką w dół. a skąd! - to było pod kościołem. i zastrzelili go. nieprawda, bo nożem dostał i się wykrwawił. skądże znowu - ciężko pobili. podobnież zmasakrowali głowę kamieniami. no jak to o co chodziło? o haracz, oczywiście. nie, wcale nie o haracz - miał dług i nie oddał. osiem tysięcy. i wiedział, że go zabiją. a skąd tam wiedział, wcale nie wiedział ani trochę. i żaden dług, kochana pani. narkotyki, pani. naaaaaaaaaaaaaaaaaarkotyki.

dziennikarz jednej z lokalnych gazet podaje, że do zdarzenia doszło w poniedziałek. dziennikarz innej używa uparcie określenia denat we wszystkich możliwych formach, dodając do tego jak nieoficjalnie powiedział policjant - walnęli go pałą przez łeb.

oczywiście nie zmienia to faktu, że ludzie generalnie są mądrzy i ładnie pachną.
15 listopada 2003, 01:17:19 :: komentarze (30)
w przedziale poruszenie - podobno idą i sprawdzają bilety, więc każdy szybko wyciąga portfel, klepie się nerwowo po kieszeniach, gmera w torbie; facet obok mnie mówi przepraszam pana, czy ma pan może długopis? - więc proszę, podaję mu długopis, podpisuje blankiet, oddaje, dziękuje (dziękuję), w tym momencie wchodzi kanar o przepisowym wyglądzie rugbisty, bielciki proszszszszsz, ogląda, dziękuję, dziękuję, dziękuję, ja załapałem się nawet na dziękuję panu i skinienie głową, poszedł dalej, a w tej samej chwili wpadł drugi, pociąg właśnie przyspieszał, więc z dodatkowym impetem wleciał, rzucając w biegu standardowe przepraszam, przepraszam, na które się nie odpowiada, tylko przesuwa w bok, ale facet obok mnie odsunął się mówiąc proszę bardzo, kanar w tym przelocie zdążył się zdziwić i wybełkotać dziękuję serdecznie,

a ja poczułem, że kurtuazja właśnie przekroczyła granice absurdu i przez chwilę miałem wrażenie, że występuję w instruktażowym filmie dla dzieci z klas i-iii, zatytułowanym proszę, dziękuję, przepraszam - magiczne słowa z podtytułem i ty możesz zostać harrym potterem(tm),

więc w myślach powiedziałem szybko kurwa, kurwa, ja pierdolę i odzyskałem równowagę.
13 listopada 2003, 13:53:14 :: komentarze (85)
dopalając papierosa ogłaszam zakończenie kolejnego dwudniowego maratonu kodowania. mam dosyć na jakiś czas, ale efekt wynagradza wysiłek - nareszcie czuję się tu jak u siebie, poprzedni szablon zdecydowanie nie spełniał moich wymagań estetycznych. jeżeli komuś nie odpowiada czcionka georgia to może się przełączyć na layout miasto.arial - ja po roku otaczania się sans-serifami wolę jednak zawijasy, wybrzuszenia, nierówne wielkości znaków i inne takie drobiazgi cieszące moje barokowe ostatnio oko.

rss radio czerski nadaje pod następującymi adresami:
http://czerski.art.pl/blog.xml
http://czerski.art.pl/foto.xml
http://czerski.art.pl/ksiazka.xml
http://czerski.art.pl/c-blog.xml
http://czerski.art.pl/news.xml
http://czerski.art.pl/link.xml

adres blog.czerski.art.pl jeszcze działa, ale niedługo zostanie skasowany na rzecz obecnego - czerski.art.pl. poprzednia wersja strony poleciała w niebyt zgodnie z zasadą brzytwy ockhama, od tego momentu centrum jest tutaj.

kończąc (mam nadzieję) serię informacji technicznych dodam, że angelo, który zresztą przez ostatnich kilkanaście dni wydatnie wspomagał mnie w czasie programowania, przymierza się do aplikacji o nazwie RSS_PL. według mojego wstępnego projektu będzie to czytnik rss funkcjonalnie bardzo zbliżony do feedreadera, ale obsługujący w pełni polskie diakrytyki i wyświetlający zawartość feeda w bardziej elegancki niż w oryginale sposób. angelo z kolei, zgodnie ze swoją minimalistyczną filozofią, zdecydował się na zakodowanie programu nie w dotnetowym c#, ale w tradycyjnym c++, dzięki czemu aplikacja będzie zajmować w pamięci tak mało miejsca jak to możliwe. dodatkowe pomysły i życzenia można zgłaszać w komentarzach.
12 listopada 2003, 00:48:33 :: komentarze (52)
jutro - może pojutrze - wszystko w tym miejscu zupełnie się zmieni. nowy layout mieści się w rozdzielczości 800x600 i jest całkowicie inny od obecnego (oczywiście jest to dobra wiadomość). gdyby nagle pojawiła się zamiast bloga jakaś plansza z napisem przerwa to znaczy, że właśnie wszystko montuję.
11 listopada 2003, 01:58:53 :: komentarze (35)
zapaliliśmy znicze, a potem poszliśmy do knajpy. skończył się czas wesel, zaczęła pora pogrzebów.

w naszym mieście coś się zmieniło, nie wiadomo kiedy; w naszym mieście, słynącym dotychczas z fryzjerek zajmujących regularnie wysokie miejsca w ogólnopolskich konkursach i dumnym z restauracji mcdonalds coś się zmieniło. pół roku temu tu niedaleko, za zakrętem, w biały dzień uprowadzono samochód dostawczy, przykładając kierowcy pistolet do głowy; miesiąc temu na sąsiedniej ulicy zatrzymano czterokrotnego mordercę; trzy dni temu ktoś zabił darka. policja szuka świadków, policja prosi o pomoc. mgła była przecież. była mgła. policja prosi o pomoc, ale nikogo to nie dziwi, bo od samego nikt nie liczył na policję. na mieście mówi się, że chłopcy już szukają; a kiedy znajdą - polecą głowy.
nie ma litości dla skurwysynów.
10 listopada 2003, 01:29:44 :: komentarze (140)
...
darka poznałem jeszcze na początku liceum, w pierwszej klasie chyba. siedziałem wtedy na demoscenie, a deekay był organizerem grindersów - w których przez jakiś czas byłem grafikiem - i main editorem magazynów dyskowych - megamaga, a później tankarda.

wtedy cały wolny czas pochłaniała nam scena, trwało to przez dobrych kilka lat. razem jeździliśmy na parties - quast w elblągu, później horizon'99 we wrocławiu, a w międzyczasie były dziesiątki lokalnych imprez w kilkuosobowym składzie, łącznie z niezapomnianym, pijackim rajdem po sopocie, z którego wracaliśmy nad ranem, wymięci po nocy spędzonej w plażowych barach i dyskotekach.

przestaliśmy aktywnie udzielać się na scenie mniej więcej w tym samym czasie; ja poszedłem w literaturę, darek w hip-hop: współpracował z klanem, publikował recenzje w machinie, stworzył od zera serwis hiphopowy portalu hoga.pl, a po jego zamknięciu współtworzył hiphop.buja.pl. zniknął mi na jakiś czas z oczu, spotkaliśmy się przypadkiem rok temu. byliśmy w podobnej sytuacji życiowej i przez kilka dni włóczyliśmy się razem, zaczynając wieczory na markowcowej górze, a później schodząc w nagle bardziej niż zwykle jaskrawe światła miasta.

dwa miesiące temu deekay otworzył w rumi własny pub, który stał się bardzo szybko najbardziej znaną knajpą hiphopową w okolicy i do którego zapraszał mnie przy kazdej okazji - spotkałem go przed tygodniem, namawiał mnie na kolejny koncert w alibi.

wczoraj w rumi była mgła, wyjątkowo gęsta i ciężka. z tej mgły - przyszli? zadzwonili? o wpół do drugiej darek wyszedł z knajpy, ciało znaleziono rano. bezpośrednią przyczyną śmierci było utopienie - wrzucili go do rzeki skatowanego do nieprzytomności. przyszli i zabili.

przyszli i zabili.
07 listopada 2003, 22:53:01
przede wszystkim zaznaczam, że nie mam żadnej tezy, tylko w czasie rzeczywistym będę sobie próbował racjonalizować pewne rzeczy, które moim zdaniem rozumowej analizy wymagają.

teksty źródłowe to endo na obcasach, komentarze na kumplach, dzieciach i komiksie oraz wypowiedź nenka cytowana przez cybercore.

zaczęło się oczywiście od tego, że endo trafiła na okładkę wysokich obcasów i to w dniu wysokonakładowym (ponoć dziesięć do szóstej egzemplarzy w polskę poszło). co spowodowało urwanie chmury i w ciągu jednego tylko dnia na komiksie pojawiło się niemal dwieście rozmaitych komentarzy, przy czym niemal wszystkie można zaliczyć do dwóch kategorii gdyby dać selecta po polu autor - kategoria numer jeden to panny w wieku lat -nastu wyrażające w sposób mocno niegramatyczny swój zachwyt, informujące o tym, że też prowadzą blogi lub zadające inteligentne pytania typu jakiego używasz programu do rysowania????????????; kategoria numer dwa to cała reszta, która z racji wieku, aspiracji artystycznych, intelektualnych bądź innych nie czuje takiego respektu jak wzmiankowane panienki, a wręcz przeciwnie - ma za złe. ma za złe endo, że pojawiła się na okładce, że wysokich obcasów, że dodatku do wyborczej, ma za złe, że ubiór, że warszawka, ma za złe, że w paincie, że wtórne, że mało odkrywcze, ma za złe, że to nie oni i nie one.

jestem jedną z ostatnich osób które można podejrzewać o przesadną sympatię dla stołecznego middlehighlife, specjalnym fanem komix.blog.pl także nie jestem - owszem, zasadniczo mi się podoba, czasami nawet bardzo, ale wiadomo, że taki pvek jako zjawisko wygrywa w cuglach (zresztą z całego naszego okołonetartowego chłamu chyba tylko pvek może w istocie aspirować do miana tworu kultowego [i tutaj prawo czerskiego dotyczące kultowości: jeżeli w gazecie stoi, że coś jest kultowe, a nie słyszałeś o tym wcześniej od znajomych, to znaczy, że to coś nie jest kultowe, a ty jesteś właśnie manipulowany, jak zwykle], bo teksty pidżyna i kota weszły do języka mówionego i wszyscy dookoła mówią do siebie per mon, a moja własna dziewczyna rozpoczyna wypowiedzi apostrofą aj dża mon konkerin lajon), wracając

wylewanie pomyj na endo jest żenujące w swojej polskości pisanej z małej litery, przez którą to polskość rozumieć należy wyjątkowo odrażającą zawiść i stadne gryzienie po kostkach każdego, kto tylko wylazł przed szereg choćby na dwa kroki. prawdziwe intencje ujawnia sama zajadłość ataków - jeżeli komuś po prostu nie spodobały się rysunki na komiksie to zwyczajnie się nie odezwał, albo opinię wyraził powściągliwie; ci, którzy wrzeszczą zaś są jak ta brudna piana na powierzchni rzeki. i tutaj pół-jedynie żartem ogłaszam swoje pełne poparcie dla endo, która mądrze milczy i nie wdaje się w dyskusje.

i chociaż mówiłem o tym już kilka razy to jednak powtórzę i powtarzać będę do znudzenia - krytykanctwo nie jest metodą; jakości słabe należy zwalczać za pomocą tworzenia jakości własnych i we własnym rozumieniu lepszych. stąd też jeżeli zżera kogoś zazdrość z powodu okładki obcasów powinien wymyślić coś, co pozwoli mu umieścić własne oblicze w tym samym bądź zbliżonym miejscu. i nie jest prawdą, że wszyscy są zblatowani ze wszystkimi i się nie da. jasne, że łatwiej o to w warszawie, gdzie towarzystwo prące do rozgłosu wydaje się być nieźle zintegrowane, że już o lokalizacji redakcji poczytnych pism nawet nie wspomnę - ale jak się zasłuży to nie ma obawy, nawet do wejherowa przyjadą przeprowadzić wywiad.

żeby nie było za słodko - po części sama endo winna jest temu, co się dzieje, bo taktyka lawirowania pomiędzy szydzeniem z obciachów i innych lansów oraz komercyj a robieniem kariery przy użyciu tychże samych elementów jest niestety dosyć czytelna (nawet jeżeli niezamierzona) i tym samym idealnie nadaje się do wykorzystania w charakterze punktu, w który można przywalić. nie pomoże tutaj przekrzykiwanie upiorów na strychu - samo napisanie wielkimi literami do jasnej komercji nie załatwi sprawy i należy raczej uczciwie powiedzieć tak, komercja tak albo w ogóle nie mówić nic i nie prowokować. tym bardziej, że (a) tematyka rysunków na komiksie w żaden sposób nie obliguje do prezentowania jakiegokolwiek światopoglądu - powiedzmy umownie - ekonomicznego i (b) rozumowa analiza nie pozwala na stwierdzenie, że bycie komercyjnym (w takim butikowym sensie) jest złe - nawet jeżeli w czyjejś głowie kołaczą się jeszcze resztki wspomnień z okresu buntu młodzieńczego i fascynacji radykalnymi schematami światopoglądowymi.

co miałem zamiar także rozpracować sobie na użytek swój i ku uciesze publiczności (tu właśnie ten nenek w cybercore miał się pojawić), ale zrobię to kiedy indziej, bo druga połowa się zaczęła.
06 listopada 2003, 22:20:16 :: komentarze (131)
więc tak: poszedłem na swoje. ostatnie dni były jakimś morderczym maratonem kodowania, ze trzy razy zmieniała się koncepcja i kilkanaście kilobajtów kodu trafiało do /dev/null, ale ostatecznie wszystko zaczęło działać tak, jak powinno.

instrukcja obsługi: trzy krzyżyki na górze zawsze przenoszą do strony głównej. blogów jest sześć: główny, foto - czyli tak jakby nieco-dziennik (zamknięty wczoraj) od nowa, książka (tytuł nie przejdzie mi przez palce, bo zaraz ktoś powie, że reklamuję produkt przed jego wytworzeniem) - fragmenty oczywiście, c-blog - informacje o rozwoju engine'u, news - co celniejsze wiadomości z kraju i ze świata, nie pozostawiające złudzeń co do tego, że rzeczywistość to kiepski żart, link - bo ostatecznie bywa i tak, że coś mi się podoba.

layoutu proszę nie krytykować, był robiony w warunkach bojowych i zapewne za pewien czas ulegnie zmianie - a ściślej: równolegle pojawi się inny domyślny. jeżeli ktoś się przyzwyczai do tego to też nie ma problemu, będzie mógł korzystać z tego, który bardziej mu odpowiada.

tyle. wszystko tutaj zacznie się 04.11 o 20:16:40.

gdyby ktoś mnie szukał - odsypiam.
04 listopada 2003, 20:16:40 :: komentarze (93)
up