oficjalne rozwiązanie brzmi następująco:

odpowiedź: miała nadzieję, że ten chłopak znowu pojawi się na pogrzebie... jeżeli odpowiedziałeś prawidłowo znaczy to, że rozumujesz jak psychopata!
ten test został stworzony przez słynnego amerykańskiego psychologa i pozwala weryfikować potencjalnych zabójców. wielu seryjnych morderców odpowiedziało prawidłowo na to pytanie. jeżeli odpowiedziałeś błędnie lepiej dla ciebie. jeżeli ktoś z twoich przyjaciół odgadł odpowiedź radzę trzymać się od niego z daleka!


nie wiem, czy wersja o amerykańskim psychologu i weryfikacji zabójców jest prawdziwa - ale zakładam, że może być, przynajmniej częściowo. jedno pytanie oczywiście nie może niczego zweryfikować czy potwierdzić, natomiast sądzę, że ten test może nieźle weryfikować skłonność do stosowania specyficznych schematów myślowych, ponieważ - co zracjonalizowałem sobie z niejakim trudem - odpowiedź nie jest raczej logiczna. w ogóle nie jest logiczna. jest alogiczna w najwyższym stopniu. związek przyczynowo-skutkowy zabójstwa siostry z ponownym ujrzeniem faceta jest bowiem co najmniej dyskusyjny, a jego odkrycie wskazuje na posługiwanie się logiką względną, raczej emocjonalną (co przy odrobinie rozpędu można sobie ekstrapolować na dążenie do osiągnięcia celu w dowolny sposób), niż czysto rozumową.

przy okazji pospiesznego testowania wszystkich w zasięgu wzroku i klawiatury zauważyłem natomiast coś innego - otóż natychmiastowej odpowiedzi na pytanie udzielała mniej więcej połowa ankietowanych. druga połowa albo nie odpowiadała w ogóle, krygując się i obrażając za ponaglenia (kobiety), albo odpowiadała po paru minutach milczenia, przeznaczonych na szybki advanced search w google i sprawdzenie o co chodzi i co zrobić (mężczyźni). gdybym był dziennikarką jednego z kolorowych tygodników pisał(a)bym już teraz jebitnej wielkości artykuł poświęcony pokoleniu, które przyzwyczajone do wszechobecnych testów i ciągłej konkurencji boi się popełnienia najmniejszej choćby pomyłki.
28 lutego 2004, 22:47:59 :: komentarze (68)
przy okazji wałęsania się po sieci bez celu znalazłem dzisiaj ciekawostkę, która być może jest jedynie żartem pozbawionym podstaw naukowych, ale niekoniecznie, jak wykazują wyniki pospiesznych doświadczeń przeprowadzonych na nielosowej próbie statystycznej. punktowanej odpowiedzi na pytanie, które znajduje się niżej, udzieliły jak dotąd tylko dwie osoby (specjalne pozdrowienia dla tej drugiej).

jeżeli ktoś to zna - niech się nie odzywa, żeby nie psuć zabawy. pozostali mogą napisać w komentarzach pierwszą rzecz, jaka przyjdzie im do głowy (uwaga: najpierw należy wytężyć umysł, a później dopiero zaglądać do komentarzy) - ale mogą też zachować odpowiedź dla siebie. jutro wklejam rozwiązanie.

oto historia pewnej dziewczyny: na pogrzebie swojej matki spotyka chłopaka, którego wcześniej nigdy nie widziała. nieoczekiwanie dostrzega w nim mężczyznę swojego życia i zakochuje się. kilka dni później dziewczyna zabija swoją siostrę.

jaki jest powód zabicia własnej siostry?
27 lutego 2004, 22:52:47 :: komentarze (54)
czuję się jak podłączone do prądu żabie udko, nic na to nie poradzę. poruszam się, drgam, reaguję na bodźce, ale bez przekonania, bez jakiegoś głębszego sensu. oglądam dwa filmy dziennie, dłubię w kodzie cBloga, czytam biografię einsteina na przemian z naszym dobrobytem bez granic, słucham nicka cave'a, prowadzę rozmowy, odsuwam od siebie moment w którym będę musiał skupić się i napisać wreszcie zamówione artykuły i inne takie.

i tak, właściwie skończyłem studia, zostały detale - dwa zaległe semestry języka obcego do zaliczenia, praca magisterska - i cywil, godzina piąta minut trzydzieści, kiedy pobudka zagrała. w tym momencie powinienem puścić kółko z dymu, szybujące powoli w stronę sufitu, cmoknąć, uśmiechnąć się jak kot filemon i powiedzieć bułka z masłem, dzieciaki - ale nie powiem. pozwólmy sobie na małe szaleństwo, pozwólmy sobie na odrobinę szczerości - nie było lekko, nie było nawet przeciętnie: bywało cholernie ciężko i na tym stwierdzeniu poprzestańmy. jak słusznie ktoś zauważył - o studiowaniu na eti można napisać książkę. z gatunku thrillerów.

tymczasem należy pomyśleć o tym co dalej. świat jest na tyle uprzejmy, że sam podsuwa mi możliwości - mógłbym wyjechać do warszawy albo krakowa, pójść na drugie studia, zacząć regularną pracę. opcję krakowską przez pewien czas rozważałem dosyć intensywnie, do momentu w którym o trzeciej nad ranem w środku gdyni nie stwierdziłem, że tu się urodziłem i tu jest mój dom, tu jest moja dzielnica i nie jestem sam, jak to ujął dawno temu zapomniany dzisiaj wieszcz hiphopowy. w związku z czym wybieram filozofię na ug. wolałbym socjologię, ale nie ma. to znaczy jest, licencjat. więc niech będzie filozofia, poproszę dwa razy, bo jeszcze dla kolegi. dlaczego? nie wiem. bo już można. chciałem być inżynierem, inżynierem będę, więc czas walnąć coś na drugą nóżkę. postać sobie z rękami w kieszeniach, poczytać, posłuchać i popatrzeć co tam inni wymyślili w kwestiach egzystencji, bytu, transcendencji, natury wszechrzeczy, czym jest los człowieczy i kędy uciekać kiedy rzeczywistość skrzeczy. i w ogóle - postudiować sobie nareszcie coś na luzie, na modłę uniwersytecką, jak ci wszyscy chłopcy z kozimi bródkami, w swetrach, grubych okularach i fantazyjnych czapkach.

sza. czas na mnie, dzisiaj idę do ucha na rusoparty, więc dzisiaj nad ranem będę zapewne wlókł się przez miasto, śpiewając pełną piersią

razkwitaly jablonie i grusze
popłyli tumany nad rekoj
wychadila na bierig katiusza
na wysoki bierig, na krutoj


i jest to, uważam, bardzo dobry pomysł na ten wieczór.
24 lutego 2004, 17:34:17 :: komentarze (72)
Ty pierdolony chuju, jebany w dupę przesłałeś mi wirusa, ale jakiś cienki był, bo mój program antywirusowy od razu go wykrył, tani palancie. Wypierdalaj stąd, zgniły zdechły zarzygany szczurze. Jeszcze pożałujesz, i popamietasz mnie, pierdolony zasrańcu. Chuj Ci w dupe.

takiego dostałem maila od panny, której nikt nie wyjaśnił w odpowiednim momencie, że większość wirusów fałszuje adres nadawcy korzystając z pokaźnej bazy adresów email wyprutych z sieci. tak czy inaczej - trzeba przyznać, że ma dziewczyna charakterek.
21 lutego 2004, 23:30:55 :: komentarze (85)
wprawdzie oferta przyszła na takie fikcyjne burdelkonto, służące jako adres do wpisywania we wszelkie formularze na kilometr śmierdzące spamem, niemniej poczułem się w jakiś sposób wyróżniony. katalogu modelek nie przysłali, tym bardziej więc nie skorzystam - ale gdyby ktoś chciał sobie dorobić służę adresem kontaktowym.

czesc
czy interesuje cie sesja foto
pierwsza sesja solo jest typu soft porn zdjecia ukaza sie na platnej zagranicznej stronie jakich tysiace, za sesje placimy 300-400 zl plus koszty
moge cie prosic o pare slow o sobie oraz 3-4 foto w tym calej sylwetki nie musza byc nagie, pozdrawiam odezwe sie na gg prosze o cierpliwosc twoj email moze to przyspieszyc
3maj sie
pozdrawiam
(-)
16 lutego 2004, 01:16:34 :: komentarze (56)
kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem (hej!) - pięcioletnim bodajże - wuj mój wygłosił przepowiednię. bezpośrednią przyczyną wygłoszenia przepowiedni przez wuja, który nie rościł sobie zazwyczaj pretensji do miana proroka, a wieszczenie nie należało do jego ulubionych zajęć po godzinach pracy, bezpośrednią więc przyczyną była moja ingerencja w imponującą skądinąd kolekcję płyt winylowych wuja. ingerencja wynikała z przyrodzonej mi ciekawości świata, a polegała na przetestowaniu tych śmiesznych, czarnych krążków na okoliczność ich wytrzymałości mechanicznej. kilka porysowałem ostrym narzędziem, kilka innych złamałem, a pierwszą płytę marillionu wyrzuciłem nawet przez otwarte okno prosto na trawnik rosnący przed kamienicą.

kiedy mój wuj (liczący sobie wówczas mniej więcej tyle lat ile ja obecnie) ujrzał swoje ukochane płyty - sprowadzane z zachodu najróżniejszymi kanałami za niemałe pieniądze - w stanie wykluczającym jakiekolwiek używanie doznał najwyraźniej iluminacji wywołanej nagłym wzruszeniem i w przestrzeń rodzinną oznajmił grobowym głosem jeszcze będziecie temu bandycie paczki do więzienia posyłać, wspomnicie moje słowa.

w głębi duszy przekonany jestem, że wuj miał rację i prędzej czy później trafię na krótszy bądź dłuższy urlop przymusowy sponsorowany przez państwo (o ile wcześniej nie trafi mnie szlag z innych powodów). przekonanie to sprawia, że od dawien dawna - a już na pewno od czasu kiedy po raz pierwszy usłyszałem dom wschodzącego słońca - pasjonuje mnie więzienna subkultura, zwana grypserą bądź gitowcami.

w grypserze jest coś, co może fascynować - osobny język, a więc rodzaj kodu zastrzeżonego dla wtajemniczonych, cały kanon surowych zakazów i nakazów, począwszy od higienicznych, a skończywszy na etycznych - przy całym swoim umiłowaniu wolności odczuwam jednak pociąg do jasnych i klarownych reguł, nawet jeżeli są one bardzo sztywne, czemu dawałem nieraz wyraz tu i tam. dlatego jeżeli dane mi będzie trafić do pierdla idę do celi dla grypsujących, mimo wszystko.

ano właśnie - mimo wszystko. w sobotę poszedłem z iwoną do kina na film niewolskiego symetria, skuszony bardzo pochlebnymi opiniami dziennikarzy i doskonałymi recenzjami, spodziewając się dzieła wybitnego - chociaż wiadomo, że niewolski nie jest profesjonalnym reżyserem, a do tego z mojego punktu widzenia wysoce prawdopodobne jest, że ma tzw. spruty beret czyli - mówiąc popularnie - jest z lekka pierdolnięty w dekiel (w wywiadzie udzielonym angorze wspominał na przykład z dumą o tym, że broń palna za którą poszedł siedzieć służyła mu do strzelania w kościoły, ponieważ nienawidzi tej mafijnej instytucji władającej naszym krajem).

zamiast dzieła wybitnego otrzymałem natomiast średniej jakości film, sprawiający wrażenie montowanego w skrajnym pośpiechu i bez dobrego pomysłu. najbardziej wyraźne przykłady to mająca w założeniu budować nastrój przechodzenia na drugą stronę scena prowadzenia głównego bohatera więziennymi korytarzami, która trwa drażniąco długo i jest o wiele zbyt nachalna w wymowie, dalej - liczne fragmenty długiego wygaszenia ekranu pomiędzy ujęciami (natychmiast przypomina się ayoy i parodia polskich filmów psychologicznych z zegarem w tle i zupą z makaronem na pierwszym planie), zaskakująca metamorfoza łukasza, który dosłownie z ujęcia na ujęcie przeistacza się z osoby przytłoczonej sytuacją w pewnego siebie git-człowieka, czy wreszcie źle w moim odczuciu dobrane proporcje pomiędzy prezentacją ogólnego klimatu więzienia a motywem kulminacyjnym - pojawieniem się w celi pedofila i dokonaniem na nim egzekucji. jeżeli dodać do tego, że grający łukasza arkadiusz detmer został uznany w gdyni jednym z najlepszych polskich aktorów - a ja zwłaszcza na początku filmu wymieniałem z iwoną pełne zażenowania spojrzenia odnoszące się właśnie do detmera, który na ekranie męczył się, próbując zagrać człowieka zaszczutego (człowiek zaszczuty wg detmera - osoba wpatrująca się w okno i przełykająca demonstracyjnie ślinę) albo nierozumiejącego sytuacji w której się znajduje (człowiek niesłusznie obwiniany wg detmera - osoba powtarzająca w kółko ja tego nie zrobiłem), jeżeli więc do montażu dorzucić grę aktorską to ja już wiem, dlaczego na polskie filmy nikt nie chodzi i dlaczego dialog z rejsu nadal śmieszy. oddając sprawiedliwość - taki borys szyc grający alberta był na tyle przekonujący, że po wyjściu z kina byłem pewny, że to naturszczyk wyłuskany w czasie kręcenia zdjęć z więzienia w białołęce.

o symetrii mówi się ponadto, że ukazuje najciemniejsze strony więziennej egzystencji - nie sądzę. czymże w końcu jest nieustanna siłowa konfrontacja czy nawet wyhuśtanie tłustawego pedofila w porównaniu z wielokrotnymi grupowymi gwałtami analnymi dokonywanymi na cwelach? że powiesili faceta na kracie to małe piwo, nawet mu zwieracze nie puściły przy tej okazji - jeżeli ktoś chce rzeczywiście nakręcić film o najciemniejszych stronach egzystencji więziennej niech bohaterem uczyni frajera, który najpierw jest cwelony przez dotknięcie berłem (tzn. szczotką do czyszczenia kibli), później - przez dotknięcie członkiem współwięźnia twarzy, a wreszcie - musi znosić trwające tygodniami gwałty - wszystko to w zasiedlonej przez sześciu facetów celi dwa na cztery. to jest oczywiście sam margines, to nie jest powszechne - ale istnieje. i to byłoby coś - to byłby odpowiedni ładunek emocji, niezbędny do próby obwołania filmu dyskursem na temat relatywności dobra i zła. tymczasem niewolski idzie na łatwiznę - od razu wiadomo, że zło okaże się dosyć fajne, a tradycyjnie rozumiana biała strona - raczej przeciętna, co też następuje, amen. w dodatku świeżak trafiający pod celę z miną zbitego psa i przerażeniem w oczach (podstawowa zasada brzmi - nigdy nie wolno okazywać słabości) niemal bez ceregieli przyjmowany jest za swojego - chociaż siedzi za drobnostkę. a prawdziwa grypsera to jest grono raczej elitarne, składające się głównie z morderców i złodziejskiej recydywy. owszem, gitowcami bywają także skazani za przestępstwa mniejszej wagi - grypsował na przykład maleńczuk (betka - odmowa służby), to prawda - ale też maleńczuk szansę znalezienia się po stronie gitowców dostał dopiero po dwóch miesiącach odsiadki.

motywem ocierającym się o kicz jest zaś historia profesora uniwersytetu, któremu źli ludzie (dziwna rzecz - na filmie złych ludzi jest jedna sztuka, a w wywiadzie niewolski mówi o sześciu) zgwałcili żonę, a on w związku z tym złych ludzi (złego człowieka) zabił gołymi rękami w windzie. po czym oddał się w ręce policji. po czym został gitowcem i w celi dla grypsujących czytywał bułhakowa na przemian z huxleyem. na widzeniach z żoną zaś milczał, wpatrując się w jej oczy, a ona milczała, wpatrując się w niego - i była to taka piękna miłość, że bez skrępowania mówi o niej nawet mąciciel (tzn. git-człowiek stojący najwyżej w hierarchii, z definicji jednostka niezbyt skłonna do uniesień). no nie, proszę wybaczyć, ale ja tego nie łykam.

symetria jest więc dobrym filmem, jeżeli założymy, że akcja rozgrywa się w bliżej nieokreślonym miejscu zewnętrznie podobnym do więzienia, bohaterowie należą do bliżej nieokreślonej subkultury wykazującej podobieństwo do grypsery, a rozważania filozoficzne ograniczają się do postawienia widzowi kilku przystępnie sformułowanych pytań z zakresu wąsko pojętej etyki i podsunięcia gotowych na nie odpowiedzi. przy czym odpowiedzi te mogą być istotnie szokujące dla typowego przedstawiciela klasy średniej, któremu ani przez myśl nie przyszło nigdy, że białe nie musi być zawsze białe, a czarne - czarne, ale nie są specjalnie odkrywcze dla nikogo, kto zdążył już zauważyć, że kategorie moralne bywają mocno relatywne. ja sam nie żałuję wydanych pieniędzy, ale jeżeli miałem do czynienia z najlepszym polskim filmem minionego roku to nie wybiorę się na żadną inną rodzimą produkcję - bo wszystko co słabsze od symetrii musi zdecydowanie znajdować się pod kreską.

(dla zainteresowanych - tu jest strona filmu, a tu, tu i tu - kilka prac poświęconych zjawisku grypsery)
11 lutego 2004, 13:50:38 :: komentarze (83)

wersja duża a czytelna - tutaj.
03 lutego 2004, 11:55:06 :: komentarze (102)
- światła samochodów nadjeżdżających z naprzeciwka ślizgają się po twojej twarzy, a ty w tym bolesnym napięciu czujesz je bardziej niż widzisz: są jak zimne, szorstkie i wilgotne języki przesuwające sie po skórze, jak zimne, szorstkie i wilgotne -

- ponieważ noc jest wielkim psem, wielkim, czarnym, kudłatym psem, który kładzie się przed tobą, potrząsając łbem i cicho dyszy, obserwując każdy twój ruch spod na wpół przymkniętych powiek, gotów warknąć, ilekroć poruszysz się zbyt gwałtownie, gotów rzucić się do gardła kiedy będziesz próbował uciec -

- i czujesz, że już jesteś zbyt daleko, więc wracasz, z trudem, mrugając niepewnie oczami: znowu światła samochodów przed tobą, a w nierównej ścianie lasu pojawiają się rozbłyski - gdzieś tam są domy, gdzieś tam mieszkają ludzie, którzy teraz jedzą obiad, oglądają telewizję, może się kłócą, a może kochają - w każdej sekundzie zostawiasz za plecami kilkadziesiąt ludzkich historii, które zlewają się jak strumyki, łącząc w historię jedną, wielką, niezmienną i nieciekawą -

- na stacji benzynowej kątem oka dostrzegasz własne odbicie, usta otoczone bruzdami i przymrużone oczy, odwracasz wzrok, a w tej samej chwili w radio puszczają wielki przebój sprzed lat i przypominasz sobie tamten teledysk - tańczących ludzi, dwójkę zakochanych w sobie dzieci, krople wody spływające po brązowej skórze, krople wody lśniące w słońcu. po szybie przed tobą też spływają krople, mieniące się zimnym światłem jarzeniówek oświetlających stację i choćbyś bardzo chciał nie unikniesz tego skojarzenia, te spływające krople wyglądają jak łzy -

- więc nie mówisz już nic, kiedy znowu pędzicie przed siebie, a w plamie światła reflektorów przed maską asfalt drga, unosi się i opada, nie mówisz nic, wsłuchując się w ryk wiatru, w jęk przecinanego powietrza, nie mówisz nic, bo cały jesteś milczeniem, wypełnionym irracjonalną tęsknotą za wszystkimi miejscami w których byłeś kiedykolwiek i wszystkimi ludźmi, których napotkałeś na swojej drodze - i wszystko zaczyna się mieszać, przeplatać, łączyć ze sobą: melodie, twarze, zapachy, spojrzenia, kolory, pokoje, miasta, wszystko to się kurczy, zapada w siebie, coraz szybciej i wiesz, że nie będzie żadnego wielkiego wybuchu, że nie rozbłyśnie hipernowa, że wszystko znieruchomieje, zasklepi się i pozostanie stężałe, zaschnięte, martwe -

- a kiedy jadąca z naprzeciwka ciężarówka mija was z łoskotem myślisz jeszcze, że to dobrze, że jesteś tylko pasażerem, że nie ty trzymasz teraz kierownicę i że nerwowe drgnięcie rąk nie przekłada się na nagłe odbicie w lewo, w te światła, w rozpędzoną masę -
01 lutego 2004, 15:20:31 :: komentarze (97)
up