wystarczy na chwilę wybić się z rytmu, rozluźnić, przymknąć oczy - i nie wiadomo kiedy okazuje się, że wszystko dzisiaj miało być na wczoraj albo jeszcze wcześniej, więc znowu grzęznę w kartkach leżących wokół klawiatury i pospiesznie tworzę plany ratunkowe: wysłać, zrobić, sprawdzić, poprawić, napisać. każde zadanie zakończone tworzy dwa kolejne, jak w upiornej reakcji rozszczepienia, nawet wypić herbatę jest już pozycją w harmonogramie, a w kuchni w czasie rzeczywistym optymalizuję algorytm poruszania się pomiędzy szafą a stołem, dzięki czemu oszczędzam jeden kurs. kiedyś napiszę książkę jak zoptymalizować czasowo typowe czynności, praktyczny poradnik parzenia herbaty, gotowania ryżu i podróżowania pociągami polskich kolei państwowych z wykorzystaniem internetowego rozkladu jazdy i uwzględnieniem możliwych opóźnień oraz alternatywnych połączeń. podróż z wrzeszcza do rumi udaje mi się zazwyczaj skrócić do trzydziestu sześciu minut, oszczędzam jedenaście, w rumi tracę dwadzieścia na drogę z dworca do domu, ale nadal jestem o dwie minuty do przodu biorąc pod uwagę czas oczekiwania na autobus. dwie minuty na jednej podróży to cztery tygodniowo, szesnaście w miesiącu, a w ciągu semestru więcej niż godzina. bonusowa godzina życia, ziarnko do ziarnka, przebrała się miarka.
różne dziwne rzeczy mogą sie tu dziać w najbliższym czasie, może się pojawić jakaś notka, co już będzie niezłym wydarzeniem biorąc pod uwagę narastającą we mnie ostatnio niechęć do zabierania głosu na jakikolwiek temat, a może pojawić się na pewien czas ban na *.*.*.*, czyli dla wszystkich, bo zamierzam zrobić upgrade cBloga z 0.24 na 0.35, a różnice są znaczne i pewnie kilkadziesiąt minut zajmie mi doprowadzanie wszystkiego do stanu używalności. uprzedzam, żeby uniknąć ewentualnego odpisywania na maile z pytaniami typu dlaczego zablokowałeś mi dostęp?
a w ogóle chciałem tu napisać, że gdyby wiosna była dostępna u dilerów w formie tabletek to zaćpałbym się nią na śmierć, ale przyszedł niż i odechciało mi się.
