wystarczy na chwilę wybić się z rytmu, rozluźnić, przymknąć oczy - i nie wiadomo kiedy okazuje się, że wszystko dzisiaj miało być na wczoraj albo jeszcze wcześniej, więc znowu grzęznę w kartkach leżących wokół klawiatury i pospiesznie tworzę plany ratunkowe: wysłać, zrobić, sprawdzić, poprawić, napisać. każde zadanie zakończone tworzy dwa kolejne, jak w upiornej reakcji rozszczepienia, nawet wypić herbatę jest już pozycją w harmonogramie, a w kuchni w czasie rzeczywistym optymalizuję algorytm poruszania się pomiędzy szafą a stołem, dzięki czemu oszczędzam jeden kurs. kiedyś napiszę książkę jak zoptymalizować czasowo typowe czynności, praktyczny poradnik parzenia herbaty, gotowania ryżu i podróżowania pociągami polskich kolei państwowych z wykorzystaniem internetowego rozkladu jazdy i uwzględnieniem możliwych opóźnień oraz alternatywnych połączeń. podróż z wrzeszcza do rumi udaje mi się zazwyczaj skrócić do trzydziestu sześciu minut, oszczędzam jedenaście, w rumi tracę dwadzieścia na drogę z dworca do domu, ale nadal jestem o dwie minuty do przodu biorąc pod uwagę czas oczekiwania na autobus. dwie minuty na jednej podróży to cztery tygodniowo, szesnaście w miesiącu, a w ciągu semestru więcej niż godzina. bonusowa godzina życia, ziarnko do ziarnka, przebrała się miarka.

różne dziwne rzeczy mogą sie tu dziać w najbliższym czasie, może się pojawić jakaś notka, co już będzie niezłym wydarzeniem biorąc pod uwagę narastającą we mnie ostatnio niechęć do zabierania głosu na jakikolwiek temat, a może pojawić się na pewien czas ban na *.*.*.*, czyli dla wszystkich, bo zamierzam zrobić upgrade cBloga z 0.24 na 0.35, a różnice są znaczne i pewnie kilkadziesiąt minut zajmie mi doprowadzanie wszystkiego do stanu używalności. uprzedzam, żeby uniknąć ewentualnego odpisywania na maile z pytaniami typu dlaczego zablokowałeś mi dostęp?

a w ogóle chciałem tu napisać, że gdyby wiosna była dostępna u dilerów w formie tabletek to zaćpałbym się nią na śmierć, ale przyszedł niż i odechciało mi się.
24 marca 2004, 01:39:15 :: komentarze (214)
czwartek (18.03), klub ggog (gdańsk-wrzeszcz, ul. wajdeloty 12/13, vis a vis basenu startu - 200m od dworca gdańsk wrzeszcz) : czerski + dajnowski + frankiewicz + piotrowski (godzina 20), następnie zet kwadrat : marek zygmunt + zambari (godzina 21). noty, zdjęcia: tutaj. odżyw przesuwww centrum: tu.
16 marca 2004, 11:46:49 :: komentarze (364)
niezawodna mir jak zwykle podesłała mi interesujący link: droga młodzieży, tutaj dowiesz się w jaki sposób fajne chłopaki z agencji reklamowych rozchylają twoje pośladki, przeciągają między nimi palcem posmarowanym wazeliną, po czym ładują cię srodze i bez ściemy. no właśnie - z nieznanych przyczyn poetyka tekstów dotyczących marketingu i reklamy kojarzy mi się nieodparcie z poetyką stron porno i tymi uroczymi tekstami w rodzaju she is only twenty one and really loves taste of hot cum on her tongue. stosunek do całego zagadnienia mam zaś ambiwalentny w stopniu najwyższym: ciekawe to niewątpliwie, mechanizmy oddziaływania na konsumenta intrygujące, pomysły niekiedy błyskotliwe - ale całość budzi jednak obrzydzenie. możliwe, że to wina rodzimych speców od reklamy, których koncepcje bywają żenujące jak joanna n. z głośnego serialu dokumentalnego. ach, wyobraźmy to sobie: chłodny, poniedziałkowy poranek, warszawa, agencja królowie kreacji, biuro w szklanym domu, wokół stołu konferencyjnego siedzi osiem osób, sam kwiat polskiego copywritingu. panowie, to nasze kluczowe zlecenie - mówi szef - jeżeli to zjebiemy to przez najbliższy rok będziemy robili tylko spoty do tiwi marketu, więc oczekuję, kurwa, kreatywności. robert (michał? andrzej?) drapie się po głowie. dwa dni temu zalał się w bananowym raju, najmodniejszym obecnie klubie tego najpiękniejszego z polskich miast, zalał się, a później coś go podkusiło, żeby wciągnąć małą kreseczkę i oczywiście przez całą niedzielę umierał. podnosi głowę i widzi wzrok szefa, pełen napiętego oczekiwania. to ten... no, tego... to może jakoś tak językiem naszego targetu się posłużyć... i, czy ja wiem... no zróbmy tak od dupy strony, że walczymy ze ściemą, żeby wykreować markę jako symbol niezgody na rzeczywistość - mówi, nabierając rozpędu - no łapiecie klimat, nie? bo tam jest potencjał w tym buncie i gdyby się pod to jakoś podpiąć to mamy plus dwadzieścia do wszystkiego. tylko trzeba z głową. mój siostrzeniec jest teraz w gimnazjum, to z nim pogadam i spiszę parę zajawkowych tekstów, agnieszka przejrzy forum hiphop.dajerade.pl, iwona skoczy do księgarni po wypasiony słownik najnowszej polszczyzny i jechana z koksem. oczy szefa wilgotnieją. jego najlepszy pracownik znowu udowodnił, że wart jest tej kupy szmalu, jaką dostaje co miesiąc. oczyma duszy wszyscy zgromadzeni widzą już wielki ruch społeczny, polski odpowiednik praskiej wiosny, tysiące młodych na ulicach, a każdy z nich zamiast kamienia ma w dłoni butelkę fru*o i tę butelkę przechyla, cięcie, biały ekran, statyczne logo, głos z offu mówi walcz ze ściemą. tak - mówi szef powoli - to jest to, tego oczekiwałem. nowa jakość. przełamanie schematów, których używają te sztywniaki z konkurencji. wszyscy czują się dobrze. czują w sobie moc. są prawdziwym zespołem, silnym jednością. i nikt ich nie pokona.

uwaga! zupełnie za friko nie jeden - ale dwa bonusowe akapity notki! nie daj się ogłupić - czytaj czerskiego!

znowu sprzedaję pomysł na licencji gnu/gpl - tym razem na motyw do powieści z gatunku sociological fiction. warszawa, chłodny, poniedziałkowy poranek, rok 2050. narada w agencji konsumentów wielkie żarcie. wokół stołu w sali konferencyjnej siedzi sam kwiat polskiego konsumpcjonizmu. panowie - mówi przewodniczący - głupia sprawa jest. króle kreacji przysłali nam projekt swojej kampanii dla fruktox, a sułtani lansu nowe spoty dla bymtarka. bymtarki są lepsze, ale stefan z króli już bokami robi i jeżeli nie damy zielonego światła dla fruktoksa to ich wykończymy, a tak przecież nie można, bądźmy ludźmi. ja proponuję żeby puścić fruktoks, damy im dwanaście i pół na piętnaście za pomysł na kampanię i wyda się uchwałę, że przez najbliższy miesiąc społeczeństwo ma kupować fruktox. to znaczy, może inaczej - ci o nazwiskach do litery s kupują fruktox, reszta bymtark. co wy na to?
robert (michał? andrzej?) drapie się po głowie. dwa dni temu nawciągał się w tęczowym nosorożcu, najmodniejszym obecnie klubie tego najlepszego z polskich miast, nawciągał się, a później coś go podkusiło, żeby chlapnąć dwie setki wódki i oczywiście przez całą niedzielę umierał. podnosi głowę i widzi wzrok szefa, pełen napiętego oczekiwania...
08 marca 2004, 12:23:18 :: komentarze (396)
akcja torba była ciekawym pomysłem i przez chwilę nawet chciałem się do niej włączyć, tym bardziej, że przed kilkoma miesiącami zamieniłem plecak na torbę właśnie - ostatecznie jednak, po krótkim zastanowieniu, darowałem sobie fotografowanie noszonych przedmiotów, iż nie są specjalnie ekscytujące (terminarz, książki, długopis i nieco notatek odręcznych), a ponadto bajka moja innymi drogami chodzi mimo wszystko. przy okazji zastanawiałem się nad publikacją własnego pulpitu z windows, skoro bowiem siedzimy już na tej kupie światłowodów, drutów miedzianych i ścieżek trawionych kwasem to desktop o człowieku mówi niekiedy więcej niż torba. przynajmniej w moim wypadku. dalszym pomysłem było wystawienie gdzieś swojej playlisty, bo jak kobietę definiuje w dużej mierze mężczyzna z którym jest, mężczyznę zaś - kobieta, tak jedno i drugie podlega opisowi przez muzykę, w której się nurza. daj mi swoją playlistę, a powiem ci, kim jesteś, tak brzmieć mogłoby znane hasło ludowej psychologii.

oba pomysły przekierowałem jednak do /dev/null, wychodząc z założenia, że może i są niezłe same w sobie, ale jednak wtórne po uwzględnieniu realiów, a tutaj nie ma przebacz. tymczasem dzisiaj, dzięki ośce, wyszło na jaw, że pół żartem zrodziła się akcja kolejna, tym razem nosząca kryptonim biurko i polegająca na sfotografowaniu klawiatury i jej okolic. tym samym stworzono precedens i nie zdziwię się zanadto, jeżeli już wkrótce jakaś miła maturzystka ogłosi narodziny akcji szafka z bielizną, jej anarchizujący kolega wyrazi swój bunt poprzez akcję muszla klozetowa, a następnie społem wysmażą akcję zawartość majtek. w ramach reakcji łańcuchowej pokemony zaczną publikować zdjęcia swoich półek z lalkami, hiphopowcy kolekcje faj i fif, samomasochiści - pejcze, hobbystyczni entomolodzy - motylki na szpilkach, a bladzi onaniści - ulubione fetysze. tym samym każdy siebie zdefiniuje słowem i obrazem w sposób ścisły i definicję powstałą wystawi na widok publiczny. bez większego efektu zresztą, bo cała publika będzie zajęta gorliwym definiowaniem siebie.

mówiąc na marginesie: niecierpliwie oczekuję pojawienia się pierwszego fotobloga zawierającego robione z ukrycia zdjęcia kolejnych partnerów seksualnych, najlepiej w akcji - pomysł wypuszczam na licencji gnu gpl, jeżeli są jacyś chętni to czas start. rozgłos gwarantowany, wzmianka w newsweeku zapewniona, publikacja wywiadu na łamach faktu takoż - a kto wie, może uda się nawet na jakiś proces a'la nieznalska załapać. dodatkowo taki fotoblog, o ile partnerzy seksualni byliby wystarczająco atrakcyjni wizualnie, wpisałby się doskonale w ogólny trend mojezajefajneżyćko: kadry z planu, rozpowszechniony głównie wśród młodzieży w wieku szkolnym, a polegający na namiętnym fotografowaniu przedmiotów martwych - koniecznie estetycznych, a najlepiej błyszczących - a także własnych i najbliższego koleżeństwa nadobnych oraz wielce radosnych obliczy tudzież mniej lub bardziej ponętnych ciał przyobleczonych w rozmaitej maści uprzęże metkowane a drogie. wszystko to koniecznie przesycone nutką szlachetnej dekadencji (sprowadzającej się do trzech podstawowych aktywności: siedzenia przed monitorem, konsumowania używek płynnych i wziewnych oraz wyraźnie akcentowanego obcowania z dobrami kulturalnymi dowolnego sortu) i niemal doskonale wyzwolone z oków formy (tj. beztrosko rozbieżne z najbardziej elementarnymi choćby zasadami fotografowania).

o czym miałem napisać tekst do następnego undergruntu, ale się zmęczyłem i idę spać.
03 marca 2004, 00:54:18 :: komentarze (81)
up