23 lutego 2005, 23:27:38 :: komentarze (71)
do kina w tym roku mogę już nie chodzić, niczego lepszego od closer i tak nie zobaczę. poszedłem dziś przypadkiem i ulegając namowie; na początku wszystko wskazywało na to, że popełniłem właśnie poważny błąd i najlepsze, co mogę zrobić, to dyskretnie zasnąć - po czym okazało się, że właśnie oglądam jeden z najlepszych filmów jakie dane mi było widzieć kiedykolwiek. i chociaż nie jest aż tak dobrze, żeby nie było się do czego przyczepić, to jednak całości nie szkodzi specjalnie nawet julia roberts (jeszcze niedawno napisałbym julia roberts, taki grzegorz rasiak amerykańskiej kinematografii, ale rasiak ostatnio udowadnia, że wszelkie żarty na temat jego umiejętności były niewczesne), ba - nawet tych kilka dialogów żywcem wziętych z jakiejś telenoweli sprawia jedynie, że reszta jest bardziej wiarygodna. jedyną porównywalną filmową analizą męskiej psychiki w sytuacji skrajnego przeciążenia emocjonalnego jaką znam jest ajlawju koterskiego, skądinąd jedyna komedia, która jest jednocześnie znakomita - i niezbyt zabawna.

wracając do closer: na pytanie z którym z czworga bohaterów utożsamiasz się najbardziej? odpowiedź brzmi z każdym.
14 lutego 2005, 20:45:37 :: komentarze (57)
przyznajemy: zostaliśmy uprzedzeni o istnieniu ryzyka, ale
nikt przecież nie uprzedził nas o możliwości porażki.
14 lutego 2005, 00:22:08 :: komentarze (24)
ale nadal to widzę. mimo wszystko nie tracę nadziei, że świat nie jest jednak taki głupi, tylko ja zwariowałem i mam omamy.
11 lutego 2005, 21:36:45 :: komentarze (174)
matka zawołała mnie dzisiaj przed telewizor, żebym obejrzał zakończenie słynnego ostatnio reality show, w polsce emitowanego pod nazwą bodajże wszystko o miriam, w wersji oryginalnej zaś nazwanego znacznie wymowniej, bo there is something about miriam...; gdyby ktoś przypadkiem nie wiedział, to zasadniczy sens programu był następujący: w willi zamyka się paru facetów, którzy rywalizują o względy miriam. miriam jest modelką, pochodzącą z meksyku. jest więc meksykanką, ale tylko od pasa w górę, bo od pasa w dół jest meksykaninem, będąc w sumie urodzonym facetem, jak śpiewał kiedyś kazik. znaczy się - miriam oprócz niezłych piersi posiadała (i zapewne posiada nadal) atrybut męski, zwany różnie, niekiedy zaś pieszczotliwie faflunem - i przy tym określeniu pozostańmy, żeby nie gorszyć maluczkich.

tak więc miriam z faflunem uwodziła uczestników show, którzy niczego nie świadomi angażowali się uczuciowo zarówno w miriam z faflunem, jak i w zatknięte za jej pasek dziesięć tysięcy funtów - co kiepsko o nich świadczy, bo rozsądny mężczyzna wie, że jeżeli świat podsuwa mu piękną kobietę i dziesięć tysięcy funtów to te dziesięć tysięcy funtów jest najczęściej długiem do spłacenia. oni nie wiedzieli, więc prężyli bicepsy i klatki piersiowe, oraz byli mili, uprzejmi, przyjacielscy, męscy, uwodzicielscy i w ogóle starali się jak mogli. w ostatnim odcinku, jedynym, który obejrzałem, akcja rozgrywała się pomiędzy dwoma pozostałymi na placu boju - co swoją drogą napełniło mnie niejaką nostalgią, bo to co widziałem przypominało niezwykle sytuacje sprzed lat kilku, kiedy uczestniczyłem dość często w rozmaitych spotkaniach towarzyskich w formie libacji alkoholowych - i zazwyczaj było tak, że pań był niedobór. w związku z czym dochodziło do niemych dramatów, bo z jednej strony to kolega, przyjaciel wręcz, napij się, bracie, pijmy wraz, bo noc długa, a życie krótkie - a z drugiej rywal, wróg najgorszy, gardło takiemu przegryźć. i patrzało się sobie w oczy, przy czym oczy lewe wyrażały braterską miłość, a w oczach prawych był mord, krew i mózg na ścianie. tak też mniej więcej patrzeli na siebie obaj panowie w telewizji, przy czym byli w sytuacji gorszej o tyle, że w grę nie wchodziło rozwiązanie kompromisowe w formie tak zwanej obstawki przy gwizdku.

w każdym razie można na podstawie tego programu rozprawiać na temat etyki w mediach, kierunku, w jakim zmierza nasz świat i w ogóle roztrząsać kwestię we wszystkie strony - mnie jednak interesuje co innego. w ostatnim czasie parokrotnie prowadziłem bowiem dyskusje teoretyczne - otóż bliższe kontakty z miriam z faflunem nie wchodziłyby w rachubę ze względu na obecność fafluna właśnie, natomiast warte rozważenia jest pytanie co byłoby gdyby miriam fafluna nie miała. czyli oprócz wyklepania blacharki i stuningowania nadwozia zafundowała sobie również wymianę kanalizacji. moi rozmówcy zgodnie i z wyraźnym obrzydzeniem odżegnywali się od jakichkolwiek działań, ja natomiast w żaden sposób nie mogę sobie tego zracjonalizować: ostatecznie miriam to całkiem fajny dup, więc gdyby poszedł za ciosem i stał się pełnoprawną fajną dupą - ja nie miałbym nic przeciwko. to jest logiczne, czy coś mi umyka?
07 lutego 2005, 02:30:53 :: komentarze (156)
tutaj jest klasyka gatunku, czyli test mbti (myers-briggs type indicator, opisy tutaj). pytania są siedemdziesiąt dwa, w języku obcym, który należy znać dobrze, bo konstrukcje są niekiedy nietrywialne. natomiast tutaj jest enneagram po polsku - historyjka na kilometr pachnie new age feng shui kashubian mysticism, ale wyniki są zaskakująco trafne niemal w każdym przypadku. idealna rozrywka na długie zimowe wieczory, że tak powiem.
03 lutego 2005, 00:53:14 :: komentarze (203)
up