pan magister inżynier piotr czerski. ale przyjaciele mogą do mnie mówić po prostu panie inżynierze.
22 listopada 2005, 18:40:10
w knajpie przysiada się jakiś facet, na oko pod czterdziestkę, już nieźle trafiony i spod jakiego pan jest znaku, jeśli można wiedzieć?, pyta. można, odpowiadam, baran. patrzy uważnie i mówi ja też baran, z trzydziestego pierwszego marca, a pan? - z pierwszego kwietnia, mówię, godzina pierwsza zero sześć. zęby zaciska i syczy skurwysynu, i powtarza skurwysynu, ale ci się udało w życiu. powiedz - wszystko ci wychodzi, co? - nie, odpowiadam zgodnie z prawdą. pierdolisz, mówi, nawet nie wiesz jakie masz szczęście. przepraszam. nie chciałem pana obrazić. proszę mnie zaczepić następnym razem, postawię panu szczegółowy horoskop. chociaż wolę panu z twarzy czytać. pan tak siedzi i obserwuje i nic pan nie mówi. pan czeka, prawda? ale pan już wie o nich wszystkich. pan wie, co to za jedni. pan czeka na moment żeby zacząć ich napierdalać. i bardzo dobrze. niech pan czeka. a później niech pan napierdala. ale w punkt. raz, a dobrze. raz, i jeden leży. tak, pan już wie. pan nadal obserwuje, ale pan już wie. tak powiedział ten facet. a potem powiedział jeszcze, że zakochał się w jednej dziewczynie tutaj, dwa tygodnie temu, i przychodzi od tej pory codziennie. ale nie pamięta, jak ona wygląda i wie, że jej nie pozna. wyszło szydło z worka: dupa, nie jasnowidz.
18 listopada 2005, 22:17:19 :: komentarze (58)
up