***
wódka wraca, i to wraca w wielkim stylu, to jedno chciałbym ci powiedzieć, przyjacielu. pieprz kampanie promocyjne przemysłu piwowarskiego, przestań się oszukiwać, że wino za piętnaście złotych to szyk i styl - zafunduj sobie pół litra wyborowej. najlepiej z sokiem porzeczkowym, chociaż to podobno wyjątkowo złe zestawienie dla żołądka, tak słyszałem, więc powtarzam. ja w to nie wierzę, ale nie miej do mnie pretensji jeżeli pewnego dnia sok porzeczkowy przeżre ci przełyk na wylot i wycieknie dziurą w samym środku brzucha.

jeżeli o mnie chodzi, mój przyjacielu, to ostatnio piję całe mnóstwo wódki, całe wielkie mnóstwo - ale jestem przy tym nieskazitelnie trzeźwy. upijam się tylko kiedy mieszam, a mieszam tylko kiedy chcę się upić. to znaczy rzadko; bo kiedy się upijam to przestaję pić, a kiedy przestaję pić to nie piję. a jeżeli nie piję - to co to za zabawa?

pij więc wódkę, przyjacielu, najlepiej wyborową, bo nie ma lepszej wódki niż wyborowa. pij wódkę - ale zachowaj czujność, bo wódkę podsuwa ci wróg. zachowaj czujność i bacznie się obserwuj - jeżeli będziesz mieć choć cień podejrzeń, że pijesz wódkę, bo w książkach piją wódkę, to przestań pić natychmiast. jeżeli będziesz miał choć cień podejrzeń, że pijesz wódkę, bo na filmach piją wódkę - nie pij wódki. jeżeli chociaż raz przemknie ci przez głowę, że pijesz wódkę, bo wódka najlepiej pasuje do takich sytuacji - wylej wszystko, co masz. i nie pij więcej wódki; bo wódkę wolno pić tylko przez wódkę i dla wódki. bo picie wódki jest celem samoistnym, przyjacielu, i dopóki tego nie zrozumiesz dopóty nie będziesz umiał pić wódki.

mój przyjacielu - czy wiesz jak to jest, kiedy leżysz samotnie w łóżku, które niedawno było dwuosobowe, w mieszkaniu, które niedawno było wasze; jak to jest kiedy leżysz i patrzysz na torby i walizki, do których spakowałeś wszystko, co przywiozłeś ze sobą przez ten czas, kiedy łóżko było dwuosobowe, a mieszkanie wasze; powiedz mi - czy wiesz jak to jest? nie wiesz, więc ja ci powiem: jest kurwa zupełnie nijak. i choćbyś robił wszystko, żeby było jakoś, choćbyś sobie urządzał seanse retrospekcji i wyświetlał najpiękniej nawet zmontowane filmy - i tak będzie nijak. i choćbyś sam sobie tłumaczył, że masz cholerny obowiązek czuć się jakoś, coś przeżywać, dotkliwą stratę albo chociaż znaczącą nieobecność - i tak będzie nijak, zupełnie i do końca. to znaczy do chwili, w której zaśniesz, nie dość, że bez wysiłku, to jeszcze niepostrzeżenie - i śnić ci się będzie rejs żaglówką, mecz piłkarski albo pieprzone żółwie ninja; i obudzisz się z poczuciem nieokreślonej winy, bo tacy jak ty zawsze czują się winni kiedy nie wyrobią się dramatycznie w dostatecznym stopniu. przykro mi, przyjacielu, ale musisz coś zrozumieć - masz dwadzieścia pięć cholernych lat i jeżeli nadal oczekujesz od siebie szczeniackich wzruszeń to pomyłka jest co najmniej taka, jak stąd do krakowa z przesiadką w warszawie.

a czy wiesz, mój przyjacielu, dlaczego to wszystko mówię? tego też nie wiesz, nie przypuszczasz nawet, więc ci powiem - dlatego, że obudziłem się wczoraj z morderczym kacem, a kiedy budzę się z morderczym kacem zawsze jestem wesół i skory do figli. i właśnie wtedy pomyślałem, że to byłoby jednak bardzo śmieszne, gdybym od dzisiaj był szczery.
28 lutego 2006, 02:14:35 :: komentarze (138)
Hiob lub Job (...) - stał się przedmiotem zakładu między Bogiem a Szatanem. W myśl tego zakładu szatan ciężko doświadczył Hioba (stąd "hiobowe wieści"): wyginęły mu stada, jego dzieci zginęły, a sam Hiob padł ofiarą trądu, stracił majątek i stał się wyrzutkiem społecznym. hiob jednak zostal wierny Bogu i Bog poblogoslawil Hiobowi; wyleczył Go ze trasznej choroby. Potem Hiobowi urodziło sie dziesięcioro ślicznych dzieci. Miał 2 razy więcej bydła, owiec i wielbładow niż wczesniej przed próbą.
(z wikipedii, wolnej encyklopedii; zachowano pisownię oryginału)

boże hioba, ciężki czas na cię i wielka dla ciebie próba, bo oto mnie masz, który tu stoję z pogodnym uśmiechem - i tym gorzej, bo niechbym stał jak ten wyrzut sumienia, niechbym klęczał, rozdzierał szaty i posypywał głowę popiołem, ale nie. z uśmiechem stoję pogodnym, słucham, jak śnieg topnieje, twarz wystawiam do nieśmiałych jeszcze promieni słonecznych, lekko jest mi i błogo. i nie czekam na żadne rekompensaty, bo gdybym miał dostać 2 razy więcej tego, co miałem, a nie mam, musiałbym otrzymać od ciebie trzydzieści tysięcy złotych, cztery nieźle płatne posady, dwa indeksy na filozofię i dwa wynajęte mieszkania, a w dwóch wynajętych mieszkaniach dwie dziewczyny p.(o.)o. kobiety mojego życia. boże hioba, wierz mi, że wtedy to już na pewno dostałbym zahioba i zmarniałbym i sczezłbym do szczętu. miast tego wejrzyj na mnie, boże hioba, i pozwól mi nadal hasać, jak dziś hasam, pasać się, jako się pasam od dwóch tygodni, trzaskać codziennie zajebisty sonecik trzynastozgłoskowcem sylabotonicznym ze średnióweczką siedem plus sześć i pisać każdego dnia pięć stron prozy dyskretnie zrytmizowanej. o ekwiwalent, boże hioba, chciałbym cię poprosić - dajże mi wciąż patrzeć na piękne kobiety, które perliście się śmieją, uzdrów moją wątrobę, aby wytrzymała drugie tyle i piąte, i jeszcze ześlij mi cb 750, bo na mniejszym nogi będą mi wystawać nad kierownicę. ty wiesz, boże hioba, że mi się należy, i że tym razem to już przesadziłeś nieco z tym hazardem.
12 lutego 2006, 17:36:30 :: komentarze (90)
ja kurwa sam słyszę, jak to brzmi, ale pojawia się we mnie jakieś głębokie metafizyczne pęknięcie. najpierw się tylko nieco zarysowałem, zadrapałem odrobinkę, naddarłem troszkę - i mogło się na tym skończyć. ale się nie skończyło. i gdzieś tam w środku coś się rozdziera z nieprzyjemnym dźwiękiem, który (i tutaj specjalnie dla czytelnika młodzieżowego cyniczne porównanie, bo czytelnik młodzieżowy lubi cyniczne porównania; więcej - młodzieżowy czytelnik domaga się od autorów młodzieżowych tekstów cynicznych porównań, bo młodzieżowy czytelnik jeszcze długo nie zrozumie, że można być cynicznym w stopniu logicznie wykluczającym egzystencję nie używając przy tym żadnych cynicznych porównań, a jedynie słów bardzo smutnych i bardzo banalnych), który przypomina odgłos, jaki wydają stare gacie, kiedy je drzeć na szmaty.

jest więc metafizyczne pęknięcie, którego nie da się wyjaśnić ani zbolałym, za przeproszeniem, sercem, ani nawet na sposób tradycyjny, to jest uciekając się do rugowania poza obręb świadomości lęku przed śmiercią, które to rugowanie jest typowe dla konsumpcyjnej cywilizacji zachodniej (i tak dalej). nie. tu chyba idzie o coś więcej i sam jestem ciekaw, czy kiedy to pęknie wreszcie to ze środka błyśnie jasność oślepiająca, czy może przeciwnie, nastąpi implozja i ogólny kolaps, który przeniesie mnie automatycznie do stadium czarnej dziury. promieniującej złym zimnem. promieniującej absolutną czernią, powiedziałbym wręcz, ale takie sformułowanie wymaga od czytelnika elementarnej wiedzy fizycznej, bez której nie sposób docenić przewrotnego kunsztu tej metafory.

tak oto pojawiło się metafizyczne pęknięcie, o którym mógłbym ze swadą opowiadać jeszcze długo w noc, kreśląc urzekający obraz następującej lawinowo dekonstrukcji osobowości i przenicowywania-się; mógłbym opowiadać, ale nie zamierzam, ponieważ metafizyczne pęknięcia ludzi nie obchodzą - i ja to rozumiem. ja też jestem człowiekiem i też wolę, kiedy na ekranie - zamiast mastershota z facetem palącym w milczeniu papierosa na tle okna, nieopodal znacząco tykającego zegara - leje się krew i padają strzały. bang, bang.



---
ps. piątek, 03.02, tvp1, g. 23:50 - program po godzinach, w którym być może będzie można mnie zobaczyć. a także tadeusza dąbrowskiego; z tadeuszem mieliśmy przelotny zamiar napisać owej nocy, ale bliżej poranka, wiersz wspólny, zaczynający się słowami jest poniedziałek. pijemy za środę / żeby się nawróciła - ale nie napisaliśmy, bo po co coś pisać, kiedy można nie pisać, a zamiast tego jeszcze się napić. w każdym razie dopuszczam możliwość, że po montażu w ogóle mnie nie będzie, bo chyba bywałem nieco dysonansowy. a, tematem programu jest przełamywanie tabu na przykładzie filmu monachium. ja bardzo lubię takie sytuacje, że tam ktoś zarzyna jedenastu sportowców na olimpiadzie, gdzie indziej kto inny kręci o tym słaby film, a na koniec kilkanaście osób zastanawia się, czy żydzi mieli prawo się obrazić, że wychodzą na takich samych morderców - czy nie. polecam.
01 lutego 2006, 23:38:07 :: komentarze (104)
up