przemierzając dzisiaj bezdroża miasta rodzinnego pomyślałem o giertychu romanie. nie to, żeby giertych roman był jakimś szczególnie atrakcyjnym ziarnem do mielenia na żarnach rozumu, że tak powiem; czysty przypadek.
z giertychem romanem jest tak, że został ministrem edukacji, w związku z czym postępowa młodzież organizuje spontaniczne marsze protestu, skandując
za giertycha edukacja zdycha. wprawdzie giertych roman nie zdążył jeszcze zapewne przybić sobie na drzwiach gabinetu plakietki z nazwiskiem, nie wspominając o dokonaniu choćby tyci-tyci malutkiego zamachu na edukację - ale nie od dziś wiadomo, że postępowa młodzież nie przywiązuje wagi do detali. całkiem słusznie: jak świat światem rzeczą postępowej młodzieży jest organizować marsze i skandować hasła - od zwracania uwagi na detale są lekarze, adwokaci, programiści i zegarmistrze.
giertycha romana nigdy specjalnie nie lubiłem. mówiąc ściślej - giertych roman jawi mi się jedną z bardziej odrażających postaci sceny politycznej i żywym zaprzeczeniem ogólnej zasady, że wysocy faceci są okej. giertych roman zdecydowanie nie jest okej.
tu jednak nie o osobiste sympatie idzie, ale o możliwie trzeźwą ocenę sytuacji. ta natomiast wydaje się przedstawiać następująco: giertych roman jest w ciężkiej panice i ani mu w głowie rewolucje oświatowe. święty spokój, oto czego mu potrzeba; święty spokój i dużo czasu - bo w razie wyborów w najbliższym czasie giertych roman jest politycznie trup.
w tej sytuacji ostatnią rzeczą na jaką go stać jest zabieranie się za programy nauczania i ściąganie sobie na łeb protestów postępowej młodzieży, podsycanych gorliwie przez równie postępowe medium moje ulubione, któremu
nie jest wszystko jedno. giertych roman w życiu o żadnej kobiecie nie marzył równie intensywnie co o spokojnym przezimowaniu i zapchaniu nauczycielom gąb pięcioprocentową podwyżką. mnie jest giertycha romana prawie żal, jak tak o nim pomyślę.
to jest mańka pierwsza, wtóra natomiast jest następująca: załóżmy, że giertych roman bierze się jednak za reformy, wprowadza do programu wychowanie patriotyczne w wydaniu bogoojczyźnianym i używając białej magii sprawia, że jak polska długa i szeroka nauczyciele zaczynają ze łzami wzruszenia w oczach opowiadać młódzi naszej o ojców wierze, niepokonanej husarii, szarżach z szablami na czołgi - i tym orle, co tak biały, i tej ziemi, co krew puszcza, gdy ją w dłoni ścisnąć; i tak dalej. no i co? bo ja jakoś nadal problemu nie dostrzegam. nie żebym był szczególnie przywiązany do idei narodu; oczywiście w razie potrzeby za polskę chętnie oddam życie, co mi szkodzi - ale zasadniczo więź odczuwam z językiem, a nie z narodem czy państwem. natomiast wydawało mi się dotychczas, że w ukochanej naszej demokracji chodzi o pluralizm: żeby jeden z drugim poznał opcję taką i owaką - i dopiero wtedy wybierał co mu pasuje. tymczasem w dominującym, brzydka kurwa jego mać, dyskursie medialnym opcja jest jedna: taka bardziej antynarodowa. zwłaszcza wśród młodzieży. co nasuwa mi podejrzenie, że tu wcale nie chodzi o żaden zamach na wolność, ale o zwyczajne obawy, że jak edukacja zrobi się bardziej patriotyczna - to tak wyedukowana młodzież będzie bardziej odporna na naszą jedynie słuszną wizję tejże wolności. niedobrze.
tu dygresja - nie wiem, czy państwo zauważyli, ale moje ulubione medium niedawno samo wciągnęło na maszt banderę z orłem białym, bijąc w dzwony na alarm, że niemiecki kapitał wdziera się na nasz ojczysty, polski, krwią przodków uświęcony rynek prasowy. kto przeoczył - niech żałuje, bo można się było obśmiać jak norka. mówiąc na marginesie - dziennik springera wprawdzie podjeżdża miejscami tabloidem, ale, jak to się mówi: dziennik - półtora złotego; czytanie tekstów których autorzy nie próbują myśleć za ciebie - bezcenne.
tak właśnie myślałem sobie przemierzając bezdroża miasta rodzinnego. i pomyślałem na koniec, że wprawdzie wicepremier z dwoma wyrokami - to jakby mi ktoś w mordę dał; ale warto dostać po mordzie jeżeli jest choćby cień nadziei, że dzięki temu po wyborach samorządowych czerwoni znikną na zawsze w odmętach i tylko rozlana plama olejniczaka wskazywać będzie miejsce zatonięcia.
ps. furda giertych roman przy
wiecheckim rafale.
ps. tym z państwa, którzy zastanawiają się, jaki związek z giertychem romanem ma johnny cash, cytowany w tytule notki, wyjaśniam: żadnego.