(od wielu dni szukam słów do tej piosenki i nie znajduję; nic dziwnego: wśród miliona pieśni znanych mi dotąd każda była w tonacji moll. i nie ma takiej spośród niespełnionych żądz, której nie umiałbym wyśpiewać - ale tu potrzeba innych dźwięków, nieznanych dotychczas

jest bowiem tak, jak gdyby z owego, ponownie przepraszam za wyrażenie, metafizycznego pęknięcia, o którym wspominałem przed kilkoma miesiącami, wysączyła się jasność. nie ma w tym niczego z niezdrowej euforii, tej rozedrganej radości na kredyt, którą przecież znam dobrze; nie, to rzecz nowa i nieznana dotychczas. to spokój jadącego czołgu, a kolor jego jest srebrzystobiały,

a napęd jego na baterie słoneczne. (gdyby mieć motocykl i aparat fotograficzny można by w dni jak ten przedsiębrać wyprawy na półwysep, mijając wiatraki za puckiem - a później przez władysławowo wyrywać się na cypel i gnać aż do helu, i wracać popołudniem, zachodzące słońce mając przed sobą po lewej). ponieważ prawda jest i prawda wyzwala,

a kto po długiej dyskusji ze sobą przekroczy nareszcie granice szczerości, ten tylko staje się wolnym. słowa lęk, gniew, zazdrość, zawiść należą do martwego języka; ich definicje są niezrozumiałe. słowo samotność jest tylko słowem, a słowa tych jedynie mogą przerażać, którzy poza czubek języka świata nie widzą.

jest więc tak, jak gdybym objadł się światłem i wciąż był niesyty. którejś jesieni rozpęta się wojna i wszystko zginie, bo jesienią zwykle rozpętują się wojny - ale zanim tak się stanie wiele jeszcze dni jest przed nami, wiele jasnych dni).
13 czerwca 2006, 00:19:38 :: komentarze (53)
up