za godzinę mam pociąg do warszawy, a jutro o 12:15 wezmę udział w dyskusji w ramach warsztatów blogi w public relations - rzecz odbędzie się w siedzibie na czerskiej; z czym się rymuję najzupełniej - och, naj zu peł niej - przypadkowo. gdyby ktoś był zainteresowany i dysponował wolnym czasem - zapraszam na warsztaty w imieniu organizatorów.

wyjątkowo włączam komentarze do tej notki, chwytając się tym samym brzytwy - jeżeli ktoś z państwa potrafi wskazać medium transportowe służące do relokacji fizycznej przedmiotów, o niebanalnej charakterystyce estetycznej, podkreślającej osobowość modelowego użytkownika - przedstawiciela klasycyzującego odłamu kasty technologicznych nomadów, wykorzystujących intensywnie urządzenia elektroniczne, a z racji wykonywanego zawodu i trybu życia przemieszczających się szybko i często --

mówiąc krótko: próbuję znaleźć niewielki plecak półturystyczny, zaprojektowany jednak także z myślą o przewożeniu notebooka. nie plecak miejski, nie plecak turystyczny klasy namiot-i-kajak, ale coś pośredniego - ok. 40l pojemności, usztywniona kieszeń z termoizolacją. coś, co pakuje się w dziesięć minut, a co pozwala zabrać rzeczy na trzydniowy wyjazd do warszawy, krakowa czy poznania. okazuje się jednak, że wszyscy czegoś takiego szukają, a nikt nie widział - więc gdyby ktoś z państwa to proszę o wiadomość.
29 listopada 2006, 14:13:23 :: komentarze (108)


staszek staszewski

(z listu do jana tereszczenko,
05.01.1969)




Skauci! Nie zapominajcie o torturowaniu staruszków! Bo jest tak, że się istnieje, dopóki te pozawieszane na rusztowaniach sztywnych struktur wapniowych białkowe flaki i galarety zlepią w jedną calość któryś z ludzkich obłedów: pożądanie, cierpienie, strach, co tam jeszcze? Potem powoli z szaleństw się wychodzi, coraz bardziej widać jednolitość funkcjonowania ognia i szczotki do butów, nerek i samochodu, patriotyzmu i maszynki do mięsa - aż wreszcie zostają tylko prostoliniowe drogi cząstek elementarnych, w tym miejscu akurat krótsze, gdzie dostojny starzec celebruje uroczystość umierania. Nie ma go już; nie jest już szalony. Wie o miłości, o poświęceniu, o pasjach wszystko. Cóż może być szaleństwem staruszka? Tylko męka, której nie ma siły sam sobie zadać. Tak więc: czy zrobiłeś dziś swój dobry uczynek? Czy torturowaleś staruszka?
21 listopada 2006, 15:50:33
jeżeli chodzi o interaktywność to od zawsze jestem raczej na nie; hipertekst nie przekonuje mnie zupełnie, bo w znanych mi realizacjach zamienia się w - odpowiednie dajmy rzeczom słowa - irytujący bełkot. który pozostaje irytującym bełkotem nawet jeżeli nazwiemy go amorficznym splotem wątków fabularnych o strukturze postmodernistycznego kłącza czy intrygującą formą narracji o nielinearnej charakterystyce przebiegowej. nie obchodzą mnie nielinearne narracje w tym znaczeniu; narracjami nieliniowymi są, dajmy na to, memento czy irreversible - ale ich nieliniowość kończy się na poziomie zero. co z tego, że na wspak, skoro jednak w ściśle określonej kolejności i z myślą o konkretnej historii? a w hipertekstach nie ma żadnych konkretnych historii, za to czytelnik tekstu staje się jego współautorem. ja przepraszam, ale współautorstwo sprawdza się ponoć czasami przy płodzeniu dzieci; przy tworzeniu tekstu - bardzo rzadko.

tak więc interaktywność w sztuce jest mi zasadniczo równie obojętną co indie rock czy kultura queer; wyjątkiem od reguły jest natomiast 13. piętro - dokument opowiadający o życiu mieszkańców socjalnych bloków w byłej nrd. kiedy w krakowie kolja mensing wręczył mi dvd uśmiechnąłem się grzecznościowo, ale bez przekonania; tymczasem okazało się, że to, co w literaturze działało mizernie, w filmie dokumentalnym sprawdziło się znakomicie: tu jasna fabuła była zbędna, a zachowanie jedności miejsca wystarczy do tego, aby opowiadane historie układały się w spójną całość, niezależnie od kolejności, w jakiej są przywoływane.

kilka tygodni temu skończyłem przygotowywanie polskiej wersji podpisów do internetowej wersji 13. piętra; myślałem, że uporam się z tym w dwa popołudnia, tymczasem całość zajęła ponad tydzień - okazało się bowiem, że tłumaczenie tekstów, w których musi być zachowana właściwa stylistyka (od slangu aż po poetyckie opisy), dokonywane na podstawie mocno dyskusyjnej pierwotnej wersji polskiej, uproszczonej znaczeniowo wersji angielskiej i szczątkowej znajomości niemieckiego, jest zadaniem nietrywialnym. zrobiłem co mogłem, jednak gdyby ktoś z państwa znał dobrze język niemiecki i zauważył jakieś błędy - bardzo proszę o ich zgłoszanie.

13. piętro w wersji online dostępne jest pod adresem

http://www.13terstock.de/

obsługa jest prosta - każdorazowo prezentowana jest jedna leksja, a pod nią wyświetlane są obrazki z nazwami trzech kolejnych: widz sam decyduje, czyją historię chciałby poznać teraz. system dba o to, żeby poszczególne leksje były powiązane treściowo - i o to, aby nie prezentować tej samej leksji dwukrotnie.

w ramach bonusu - kolja mensing wyjaśni państwu dlaczego zapisał się na kurs języka polskiego (film nagrany w sierpniu w gdyni, gdzie 13. piętro prezentowane było w ramach festiwalu globaltica):



ps. tak, wcześniej było tutaj 13-te piętro, a nie 13. piętro, ale jak celnie zauważył kolega angelo (a dawno temu informował kolega charnas, o czym zapomniałem) - takiej formy polska ortografia nie zna.
18 listopada 2006, 16:46:16
rok temu z okładem prowadziłem z kolegą k. i w przytomności koleżanki u. dysputę dotyczącą stanu ogólnego i tendencji rozwojowych internetowej pornografii. punktem wyjścia była wspólna obserwacja, że w ciągu zaledwie kilku lat w tej branży dokonała się prawdziwa rewolucja; nieznacznie różniliśmy się jednak w opniach dotyczących rodzaju tej rewolucji. kolega k. utrzymywał, że najwyraźniejsza tendencja to tendencja, powiedzmy umownie, wertykalna - coraz większa dostępność coraz ostrzejszej pornografii. kiedyś - mówił kolega - sceny seksu analnego były rzadkością spod lady, a dzisiaj to kategoria dla gimnazjalistów młodszych; na miano hardcore obecnie nie zasługuje zaś nic poniżej wyraźnej przemocy, ocierającej się o uszkodzenia ciała. prawdziwy szatan - kontynuował - mieszka w japonii i stamtąd emanuje; to japończycy wymyślili automaty ze zużytą bielizną i rozdziewiczanie w telewizyjnym show - i to japończycy wymyślą już wkrótce seks z aortą. tymczasem ja, doceniając ów wertykalny postęp spektralny i zgadzając się zasadniczo, że szatan rezyduje w okolicach tokio, byłem jednak zdania, że wyznacznikiem ważniejszym jest geometryczny postęp kategoryzacji, czyli rozwój horyzontalny. kiedyś - argumentowałem - można było wybierać pomiędzy blondynkami, brunetkami i rudymi, z dodatkową opcją dla gejów; dzisiaj kategorii jest osiemdziesiąt, możliwości personalizacji oszałamiające - i można przypuszczać, że za jakiś czas coś dla siebie znajdzie każdy: nawet, jeżeli kręci go wyłącznie zoofilia uprawiana przez trzech brodatych murzynów w tradycyjnych strojach podhalańskich, na tle tapety w paski i z widokiem przez okno na wieżę eiffela.

taką mniej więcej prowadziliśmy dysputę rok temu w krakowie, dopóki nam się nie znudziło i nie poszliśmy po kolejne piwo. ów wieczór przypomniał mi się jednak wczoraj, kiedy na gronie ktoś rzucił poniższym linkiem (uwaga, pornografia!):

http://pornotube.com/media.php?m=226592

nie podejmuję się rozstrzygnięcia, czy powyższe świadczy o tym, że rację miał raczej kolega k., czy może o tym, że racja była bardziej po mojej stronie. w ogóle niczego się nie podejmuję, bo jest to jedna z tych naprawdę rzadkich sytuacji, w których zupełnie nie wiem co powiedzieć. szatan pochodzi z późnej jury i ma skrzydła.
16 listopada 2006, 18:27:17
poszedłem i zagłosowałem. zagłosowałem jak umiałem najlepiej, ale nie było to dobre głosowanie. dali mi cztery płachty: jedna była na burmistrza miasta, a inne były do jakichś rad i sejmików - gminnych, powiatowych, czy może wojewódzkich. i wtedy nagle uświadomiłem sobie, że nie wiem co robią takie rady i sejmiki. nie wiem jakie mają kompetencje - i nie wiem o czym decydują. nie wiem, czy rada powiatowa może mnie powołać pod broń, a sejmik wojewódzki - czy może mi zakazać. a później uświadomiłem sobie jeszcze, że nie wiem jak liczone są te głosy. co to znaczy, że postawienie krzyżyka przy nazwisku kandydata oznacza oddanie głosu na listę kandydata i wskazanie jego pierwszeństwa przy wyborze - czy jakoś tak. a jeżeli ja chciałbym na kandydata malinowskiego głosować, a nie kowalskiego, ale malinowski jest dziesiąty, a kowalski pierwszy - to chcąc nie chcąc głosując na malinowskiego wybieram kowalskiego, który jest, przykładowo, złodziej i dureń, tak? taki miałem problem nad płachtami; problem czysto teoretyczny, bo na kandydata malinowskiego nie chciałem głosować. nie chciałem głosować także na innych kandydatów, bo jedyne, co o nich wiedziałem - to że ich papierowe twarze wpatrywały się we mnie tępo przez ostatnie dni. że ich twarzami czułem się w tych dniach upokorzony. i nie zagłosowałem ostatecznie na nikogo, a jedynie na karcie wyboru burmistrza zakreśliłem nazwisko burmistrz urzędującej; nie dlatego, żebym doceniał jej dokonania - bo ich nie znam. poszedłem na wybory i zagłosowałem na urzędującą panią burmistrz, bo dzień wcześniej w moje ręce wpadła rozdawana za darmo gazetka wypełniona prymitywnymi atakami na panią burmistrz oraz najtańszą propagandą jej lokalnych politycznych przeciwników: doszczętnie skompromitowanej w czasie dwóch czteroletnich kadencji bandy leśnych dziadków o czerstwych obliczach kmieci z czasów piasta kołodzieja; kmieci przeflancowanych na piaszczysty grunt nadmorski i krzepko dzierżących w sękatych dłoniach sztandar przaśnej kaszubszczyzny. nie zagłosowałem więc na nikogo, a tylko przeciwko tamtym; a że komisja wyborcza mieściła się w mojej dawnej szkole podstawowej to znów poczułem ten zapach: tę trudną do nazwania, delikatną, chociaż nieco stęchłą, woń małego miasteczka, w którym ze szkoły do kościoła jest sto metrów, a fundamentem mikroświata jest zblatowanie pana, wójta i plebana.

poszedłem i zagłosowałem, ale więcej nie pójdę; bo ja tylko głosuję, ale nie wybieram. wybierają oni: społeczeństwo. społeczeństwo wybiera siebie. i ja też wybieram siebie. prędzej czy później musi polać się krew.


---
ps. za gazetą.pl: W komisji wyborczej w Lisowicach, w gminie Prochowice (Dolnośląskie), kobieta pełniąca funkcję męża zaufania zabrała karty do głosowania i zamknęła się w toalecie.
kobieta. męża. w toalecie.
12 listopada 2006, 16:54:28
a dzisiaj z siostrami be byłem w takim klubie, w którym występuje żywa kultura klubowa. pierwszy raz w życiu byłem w prawdziwym klubie kultury klubowej i trochę się zdziwiłem, bo nigdy wcześniej nie widziałem tylu brzydkich ludzi w ubraniach z lumpeksu i z głupimi fryzurami w jednym miejscu. za starzy na trens, za młodzi na dżez, wypijmy przy stole za błędy na dole, by ich było mniej.
04 listopada 2006, 01:21:49
up