niewiele jest w tym kraju rzeczy wartych wydania 29.99 bardziej niż pół litra i zapitka - o czym przekonany jestem tym bardziej, im bardziej jestem niepijący. a niepijący jestem ostatnio całkowicie; szczęściem świat mi sprzyja i podsuwa co i rusz jedną z tych niewielu rzeczy. przed kilkoma dniami podsunął mi na przykład
michnikowszczyznę ziemkiewicza; i jestem gotów zaryzykować wniosek, że nawet jeśli kto jest pijący, to i tak powinien te 29.99 wydać.

nigdy nie lubiłem gazety wyborczej i nigdy się z tym nie kryłem. od czasu do czasu padało jednak pytanie:
a dlaczego właściwie ty ich tak nie lubisz? - a jest to pytanie, wbrew pozorom, niełatwe. najlepszą odpowiedzią byłoby wręczenie egzemplarza wyborczej z krótką uwagą:
masz, przeczytaj, zrozumiesz - sęk w tym, że właśnie niekoniecznie.
ponieważ w dużej mierze to wyborcza właśnie wykształciła polskiego niedointeligenta: dwudziestoparolatka, fundującego swoje roszczenia odnośnie własnego statusu intelektualnego na samym fakcie ukończenia studiów wyższych; pracującego w biurze na jakimś mało znaczącym stanowisku, narzekającego wiecznie na zbyt niską w stosunku do aspiracji pensję i przesyłającego każdego dnia innym niedointeligentom setki dowcipów w formie prezentacji powerpointa. niedointeligent nadal śmieje się do rozpuku z każdego żartu opartego na aluzji do kaczek, niedointeligent jest przekonany, że
giertych chce żeby w szkołach zakazać ewolucję, niedointeligentowi społeczeństwo jawi się podzielonym na ludzi inteligentnych i moherowe berety.
uważaj z nami, wołali w telewizji u masłowskiej - i tak: niedointeligent nie myśli, niedointeligent uważa. do niedointeligenta trudno mieć pretensje: nie sposób myśleć, jeżeli nie wychodzi się od jakichś pewników i na ich podstawie nie buduje całej konstrukcji; niedointeligentowi nie dano żadnych pewników, niedointeligent otrzymuje po prostu na każdy istotny temat gotowe wypowiedzi autorytetów - dzięki którym od razu wie, co ma uważać. i uważa.
proszę mnie zrozumieć właściwie: nie stawiam znaku równości między czytelnikiem gazety wyborczej a niedointeligentem. znam wielu czytelników (ba! - autorów) gazety, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że prezentowany przez nią obraz świata jest całkowicie subiektywny i kształtowany przez pryzmat pewnych mniej lub bardziej doraźnych interesów. zwykle - bardziej doraźnych, ale wpisanych w strategię całościową. ci ludzie mają więc świadomość pewnych mechanizmów - i akceptują je, jako uzasadnione pragmatycznie. interesują ich pewne społeczne i prywatne cele, które chcą osiągnąć, a środki do tych celów wiodące jawią im się sprawą drugorzędną. ja mogę tego nie akceptować z pobudek - przepraszam za wyrażenie - etycznych, ale muszę respektować jako pewien świadomy wybór. z takimi ludźmi na temat wyborczej nie rozmawiam wcale; ja wiem, o co chodzi, oni wiedzą, o co chodzi - marnowalibyśmy czas: lepiej dyskusję poprowadzić od razu o jeden poziom abstrakcji niżej. tacy ludzie to jednak oczywista mniejszość; równie oczywistą większość stanowi klasa najśredniejsza ze średnich - ludzie, którzy nie odczuwają potrzeby dochodzenia pierwszych przyczyn, a którzy za to lubią znać ostateczne odpowiedzi. i te odpowiedzi dostają od gazety wyborczej; oczywiście - nie wprost, o, w żadnym wypadku. niedointeligent ma swój honor; niedointeligentowi należy dać półprodukty. niech sobie sam puzzle ułoży; wprawdzie nie da się klocków, które dostaje, poskładać inaczej - ale i tak będzie miał radość, że do czegoś doszedł samodzielnie. a
własne odkrycia zapadają w pamięć najlepiej.
te półprodukty gazeta dostarczała niezmordowanie, za lejce dusz trzymając przez piętnaście lat i przez piętnaście lat narzucając swoją wizję poglądów, jakie musi podzielać każdy, kto chciałby czuć się komfortowo w sensie intelektualnym i w tymże sensie należeć do elity. dostarczała skutecznie - czego dowodem ci wszyscy ludzie, których spotykam po wielu latach niewidzenia, a którzy dzisiaj stanowią zaczątek nowej klasy średniej: kiedy rozmawiać z nimi na tematy ogólne okazuje się, że używają tych właśnie szablonów, jakich dostarczyła wyborcza, nie zdając sobie przy tym sprawy ze sprzeczności, w jakie popadają na przykład w nieporadnych próbach łączenia katolicyzmu z obyczajowym liberalizmem.
jak wiele miałbym zastrzeżeń w stosunku do aktualnej władzy - jednej zasługi odmówić jej nie sposób: otóż to właśnie nieoczekiwane przez grono tradycyjnie trzymające władzę zwycięstwo pis-u spowodowało wzmocnienie drugiej nogi na rynku medialnym i przerwanie wszechwładzy jednego ośrodka kształtowania opinii publicznej. dopiero teraz, kiedy telewizja publiczna straciła swój tradycyjny, różowy charakter, a ostre wejście dziennika springera sprawiło, że na czerskiej wybuchła panika (przypomnę raz jeszcze - przy okazji premiery dziennika w gazecie wyborczej uderzono w dzwon narodowy!) - teraz dopiero polski dyskurs publiczny staje się dyskursem prawdziwym, w którym szerokie spektrum światopoglądowe prezentowane może być na równych prawach. wcześniej dyskusja dotyczyła wyłącznie detali, bo kierunek ogólny był wyznaczony a priori. i to osiągnięcie uważam za warte swojej ceny: dostarczenie alternatyw, spomiędzy których można wybierać i wprowadzenie faktycznego pluralizmu, który wydaje mi się wartością podstawową. wbrew wszelkim pozorom nigdy nie wymagałem bowiem od nikogo, żeby podzielał moje poglądy na wszystko - ostatecznie każdy może się mylić, byle robił to świadomie. tu krzywy uśmiech, gdyby ktoś nie wyczuł.
ziemkiewicz w
michnikowszczyźnie udziela kompleksowej propozycji odpowiedzi na pytanie
ale dlaczego właściwie ich nie lubisz? - i do zapoznania się z tą propozycją zachęcam wszystkich tym serdeczniej, im bardziej jedyną odpowiedzią jaką znajdują samodzielnie jest
ale o co chodzi?; im bardziej przekonani są, że wszystkie głosy krytyki pod adresem wyborczej to potępieńcze jęki z ciemnogrodu.
zaprawdę więc, słuszniej jest wydać 29.99 na książkę ziemkiewicza niż na pół litra - nawet, jeżeli kac po lekturze może się okazać bardziej dotkliwy niż ten po flaszce.
ps. sygnalizowane w internecie problemy z zakupem książki są realne -
z internetowej księgarni merlin michnikowszczyzna zniknęła tak dokładnie, że gdyby nie google można by pomyśleć, że nie było jej wcale (poleciała nawet z listy bestsellerów). jest za to na przykład
tutaj. i raczej w niewielkich księgarniach niż w empiku.