-- jeden facet z okolicy robi w sztuce. jego sztuka jest interwencyjna i czasem celna, czasem fajna, a czasem słaba. jak to ze sztuką bywa.

-- ów facet ostatnio miał wystawę, której elementem było umieszczenie przed lokalnym kościołem billboardu z napisem żydzi won z katolickiego kraju. billboard został umieszczony, policja zareagowała błyskawicznie, wystawę zamknięto.

-- równie błyskawicznie zareagowało środowisko miłośników sztuk plastycznych. miłośnik sztuk plastycznych ma to do siebie, że w ośmiu przypadkach na dziesięć jest rozhisteryzowany; takoż środowisko do nieba lament podniosło, że oto po raz kolejny faszystowskie rządy cenzurują sztukę wysoką. przy tej okazji tradycyjnie przywołano dyżurną nieznalską kraju, przypomniano najświętszy meteoryt cattelana i tak dalej.

-- Peter Fuss, artysta uliczny (...) chcąc nie chcąc, stał się dzisiaj kolejną ofiarą-symbolem cenzurowania sztuki w Polsce - donosi na przykład art.blox.pl, wyjaśniając następnie, czym sztuka fussa jest: Typowa sztuka interwencyjna. Prosty i mocny głos w dyskusji o antysemityzmie i ksenofobii w Polsce. Źadnych wątpliwości, żadnych ukrytych treści.

-- co swoją drogą mogłoby robić za niezłą definicję: współczesna sztuka polska - żadnych wątpliwości, żadnych ukrytych treści.

-- cały problem tkwi w tym, że pojękujący autor bloga, pospołu z pojękującym artystą i łkającym cicho kuratorem wystawy są skończonymi cymbałami. i to w korzystnej dla nich interpretacji - bo w niekorzystnej stanowią trio przeżartych hipokryzją drobnych cwaniaczków.

-- oto fakty w wersji raw uncompressed: kurator organizuje wystawę, zapraszając na nią artystę; wystawa ma być mocnym głosem na temat polskiego antysemityzmu. artysta wiesza pod kościołem billboard ze zdjęciami znanych postaci i podpisem żydzi won z polski. miejscowa ludność się oburza, policja reaguje błyskawicznie i zgodnie z literą prawa, wystawa zostaje zamknięta, plakat usunięty, a kurator oskarżony o szerzenie nienawiści na tle etnicznym. wszyscy zachowują się wzorowo.

-- Niech tych malarzy szlag trafi. To wstyd dla miasta - powiedział Kacper Osiecki, mieszkaniec pobliskiego bloku. - To hańba. To się nie mieści w głowie. Tych gówniarzy muszą złapać i przykładnie ukarać - denerwowała się Krystyna Kutkowska - napisał "Głos Koszaliński".

-- no i gdzie masz, chuju jeden z drugim i trzecim, ten swój antysemityzm? gdyby wam, chuje, wierzyć, to ci ludzie powinni stawiać znicze i portrety jp2 pod tym billboardem, policja - udawać, że niczego nie dostrzega, a prokuratura odmówić wszczęcia postępowania z uwagi na niską szkodliwość społeczną.

-- przypominam: plakat nie zawierał żadnego cudzysłowu, żadnej informacji dzieło sztuki, wymaga interpretacji. plakat wyjęty ze swojego artystycznego kontekstu był krótkim i zwięzłym komunikatem: żydzi won z katolickiego kraju.

-- zresztą uderzanie w spiżowy dzwon prawa artysty do (do)wolnej wypowiedzi jest w ogóle o tyle ryzykowne, że bez większego trudu można skompletować załogantów, którzy w ciągu jednej nocy okleją całą warszawę plakatami pedały wypierdalać na madagaskar; a potem znaleźć i takich ekspertów, którzy potwierdzą, że to działanie o charakterze artystycznej prowokacji. ekspertów bowiem, podobnie jak świadków, nie brak na tym świecie.

-- mówiąc na marginesie - nic nie podniosłoby tak ogólnego poziomu tolerancji (ba! sympatii!) dla mniejszości w społeczeństwie jak przeprowadzenie akcji polegającej na epatowaniu skrajną nienawiścią. człowiek odruchowo staje po stronie słabszego, więc zaklejenie miasta obrazkami, dajmy na to, brutalnie zmasakrowanych homoseksualistów, z zapowiedzią, że już wkrótce krwią tęczową spłyną rynsztoki - powinno się przełożyć bezpośrednio na spontaniczną ludzką solidarność z ciemiężonymi. podejrzewam jednak, że na przeprowadzenie tak radykalnej artystycznie, bezkompromisowej w formie akcji naszym artystom brakuje nieco jaj. pardon: brakuje nieco ja. ego, znaczy. osobowości.

-- wracając do tematu: czy mnie się pomysł fussa nie podoba? a skąd, dlaczego miałby się nie podobać? odmawiłbym mu wprawdzie dętego statusu ważnej wypowiedzi na temat polskiego antysemityzmu, ale jako pewna koncepcja jest niezły; twórcze wykorzystanie słynnej internetowej listy żydów to pomysł tyle prosty, co efektowny. podobnie jak niezła była sama w sobie koncepcja instalacji nieznalskiej, z facetem na siłowni w tle i genitaliami na krzyżu na planie pierwszym; którą to koncepcję tylko ten może docenić w pełni, komu przyszło w naszych czasach być mężczyzną i kto do tego miał okazję przerzucić kiedyś na siłowni kilka ton na jednym posiedzeniu.

-- to, co mi się nie podoba i co realizację praktyczną obu pomysłów w moich oczach pogrąża to value added, a właściwie jej brak. otóż ci artyści, tak chętnie przyjmujący na siebie słodkie odium wykluczenia, cechują się zwyczajną głupotą, względnie brakiem odpowiedzialności za dzieło; jeżeli nieznalska na pytanie czy pani wie, co w pani pracy mogłoby taką reakcję wywołać? odpowiada nie jestem w stanie przewidzieć reakcji - to znaczy, że ma upośledzoną inteligencję społeczną i powinna poddać się leczeniu w jakimś miłym sanatorium, a nie pracy twórczej - a jeśli fuss mówi: zdumiewajace jest to, że prokuratura w przypadku mojego billboardu tak błyskawicznie przystąpiła do działania to znaczy, że próbował wypowiadać się artystycznie na temat sytuacji, o której nie ma większego pojęcia i której faktyczny stan napełnia go obecnie głębokim zdumieniem.

-- tymczasem jestem przekonany, że ten tylko ma prawdziwe prawo do mocnych, ostrych wypowiedzi artystycznych, kto gotów jest ponosić tych wypowiedzi konsekwencje - i kto uważa prawdę, którą ma do ogłoszenia, za ważną na tyle, żeby ryzyko podejmować. fiut na krzyżu nieznalskiej był pracą słabą - bo nie mówił niczego na tyle ważnego, żeby usprawiedliwiało to użycie tak radykalnego środka wyrazu, jakim jest profanacja jednego z najważniejszych w naszym społeczeństwie symboli. billboard fussa jest słaby - bo autorowi wystarczyło odwagi na zasugerowanie, że polskie społeczeństwo cechuje antysemityzm, ale zabrakło mu tej odwagi kiedy trzeba było przyjąć na klatę efekty swojej omyłki (czy może: pogodzić się z fałszywością przedstawianego przez siebie obrazu).

-- cattelana z tego grona wyłączyłbym, bo akurat jego praca wzbudza mój szacunek przez swoją niejednoznaczność i wykorzystanie symboliki bardzo odważnej, a przy tym nie przekraczającej granicy dobrego smaku.

-- podpowiadam fussowi pomysł na następny plakat: po lewej stronie zdjęcie papieża przywalonego meteorytem z podpisem sztuka europejska, po prawej fiut na krzyżu z podpisem sztuka polska, a poniżej całości napis znajdź różnicę.

-- skądinąd z perspektywy czasu może to wzbudzać jedynie uśmiech, ale wespół z piotrem mareckim bardzo serio braliśmy pod uwagę np. możliwość zakłócenia rocznicowej premiery ojca przez młodzież wszechpolską - czy tego, że wydanie książki będzie się wiązać z ostrymi atakami na wydawnictwo i zaklasyfikowaniem mnie na wieki wieków jako tego gościa od skandalizującej książeczki. zresztą rozbieżność między tymi obawami a rzeczywistym biegiem rzeczy była niezłym argumentem na rzecz tezy, że skala sławetnej polskiej zaściankowości i popkatofundamentalizmu jest o wiele mniejsza, niżby tego chcieli lewicujący artyści. a ci mają to do siebie, że czuliby się uciemiężeni nawet na pustyni.

-- i na koniec taka jeszcze uwaga, że ilekroć miewam jakąś styczność z nowoczesną polską sztuką, tylekroć jak mantra powraca pytanie, czy nasi artyści nauczyli się już malować konia. śmiem bowiem twierdzić, że tak pasja, jak i prace fussa błyskotliwością czy głębokością refleksji nad opisywanym zjawiskiem nie przekraczają specjalnie poziomu mężczyzn na falach albo centrum wypędzonych - czyli projektów, których ogólny kształt został wymyślony przez dwóch wesołych chłopców z prowincji podczas popijania piwa w miejscowej knajpie. równie interwencyjna była to sztuka i równie mocny głos w dyskusji na ważne wówczas przez moment tematy. i zapewniam, że jeżeli znajdzie się kurator, który postawi koledze wawrzynowi (z wykształcenia poloniście, z zawodu programiście) i mnie (prawie na odwrót) skrzynkę piwa - to w sześć godzin przygotujemy mu szczegółowy opis co najmniej trzech kontrowersyjnych wystaw na ważne społecznie tematy. zgłoszenia z adresów służbowych proszę nadsyłać na adres poczty elektronicznej.

-- środowisko miłośników sztuk plastycznych może zaś zgłaszać swoje uwagi na adres spam@czerski.art.pl.
28 stycznia 2007, 16:04:18
-- jeśliby zaś kto ojca znajdował książką orzeźwiającą - może wysłać na numer 70007 sms o treści SZTORM7.imię nazwisko, ciąg imię nazwisko zastępując własnym imieniem i nazwiskiem i tracąc na tym interesie 0.61 pln brutto. oraz być może zyskując szanse na wygranie jakiejś nagrody, ale tego nie jestem pewny.

-- SZTORM7 to mój kryptonim w plebiscycie sztorm roku 2006. jedna moja przyjaciółka uważa, że to bardzo zabawne i od trzech dni zwraca się do mnie per sztorm7, wobec czego ja do niej mówię polka 2006. trzeba jednak przyznać, że sztorm7 brzmi mimo wszystko bardziej kretyńsko.

-- całe zawody noszą skądinąd znamiona walki bratobójczej: staję bowiem w szranki z tadeuszem, któremu kilka tygodni temu ze łzami w oczach obiecywałem oddanie nerki, jeżeliby zaszła taka potrzeba, a także gitary, samochodu i żony, jeżelibym kiedykolwiek którekolwiek posiadał. a morze szumiało, a mewy kwiliły, a myśmy się chwiali pospołu. i nie: młody zdolny poeta, proszę państwa, ale po prostu: poeta; bo dąbrowski jest jednym z tych nielicznych, których usprawiedliwiać nie trzeba.

-- nominacja w plebiscycie na sztorm roku, połączona z samodzielnym uwikłaniem się w plebiscyt na blogera roku i kilkoma pomniejszymi, okazała się brzemienna w taką oto refleksję, że chcący zostać artystą młody człowiek powinien zawczasu opracować kompleksową politykę postępowania z nominacjami i nagrodami, zapewniającą maksymalizację zysków przy jednoczesnej minimalizacji kosztów (jak głosił pr-owy przebój sezonu 2005 w branży IT). właściwe postępowanie z nominacjami i nagrodami jest bowiem zagadnieniem niełatwym i wymagającym od nominanta dużych talentów dyplomatycznych połączonych z wysoce rozwiniętymi zdolnościami akrobatycznymi.

-- metoda najbardziej rozpowszechniona, odznaczająca się przy tym wysoką skutecznością wizerunkową, polega na nieinformowaniu szerszego otoczenia o fakcie nominacji, przy jednoczesnym dykretnym zaangażowaniu wszystkich dostępnych sił i środków w walkę o zajęcie pierwszego miejsca. tysiące smsów wysyła bliższa i dalsza rodzina, osoby zaprzyjaźnione w najgłębszej tajemnicy przed nominantem rozsyłają seryjne e-maile z prośbą o oddanie głosu na przyjaciela, a sam delikwent nadwyręża wątrobę, wykorzystując wszelkie znajomości i dojścia. wysiłek owocuje upragnionym zwycięstwem, o którym otoczenie szerokie informuje się od niechcenia, jednym zdaniem w ostatnim akapicie i z wyraźnie zaakcentowanym lekceważeniem. że niby nie zależało nam, a w ogóle takie nagrody to odbieramy co czwartek.

-- wariantem rozszerzonym jest dwuetapowa metoda ostentacyjnego uniku, której pierwsza faza polega na rozesłaniu do wszystkich możliwych organizacji, nie wyłączając kapituły noblowskiej i mkol-u, oświadczenia, w którym deklarujemy niezgodę na uczestniczenie w klasyfikacjach i prosimy o nieuwzględnianie naszej kandydatury podczas organizacji konkursów, plebiscytów, wesel i pogrzebów. faza wtóra sprowadza się do uważnego śledzenia informacji o konkursach i - w przypadku natrafienia na własne nazwisko - ciągania organizatorów po sądach oraz domagania się całostronicowych sprostowań i przeprosin. ze względu na oczywiste wady metoda ta nie ma znaczenia praktycznego i służy jedynie jako pouczający model teoretyczny.

-- piotr macierzyński, który słynie jako laureat wszystkich ośmiuset konkursów poetyckich organizowanych w naszym kraju, ma zasadę odbierania jedynie nagród o wymiernym walorze finansowym. zasada ta oprócz korzyści oczywistej przynosi zysk wtórny: w czasie udzielania wywiadu nagrodzony na pytanie czy cieszy się z nagrody i czy ją sobie ceni może odpowiedzieć z pełnym przekonaniem, że tak, owszem, ceni sobie wysoce, bo pięć stów piechotą nie chodzi. jakim jest to ułatwieniem - nie wie tylko ten, kto nigdy nie udzielał wywiadu po otrzymaniu plastikowego lauru wawrzynowego wieńca z gęsim piórem, głównej nagrody w konkursie poetyckim im. zenobii rychcik, organizowanym przez miejską bibliotekę publiczną w bytomiu, oddział jastrzębie zdrój, filia jaworzno.

-- bardzo wysokim współczynnikiem optymalizacji wizerunkowo-finansowej cechuje się strategia na kazika, polegająca na ignorowaniu nagród przyznawanych przez gremia, a przyjmowaniu tych, w przypadku których czynnikiem decyzyjnym jest vox populi, vox dei. strategia ta zapewnia pożądany poziom kojarzenia osoby nominanta ze słowem kluczowym niezależność, a jednocześnie gwarantuje nierównomierny, ale stały dopływ środków finansowych w postaci zarówno nagród właściwych, jak i pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży pamiątkowych statuetek w miejscowym punkcie skupu złomu. zastosowanie mechanizmu awaryjnego, skonstruowanego podług schematu konsekwentne nieodbieranie nagród postawiłoby mnie w sytuacji niewolnika własnych przekonań, pozwala ponadto na bezpieczne pobieranie co cenniejszych wyróżnień komisyjnych, jeżeliby gotówka była aktualnie potrzebna na remont kuchni. czy coś.

-- klasyfikacja opierająca się na rozróżnieniu pomiędzy organizatorem konkursu a czynnikiem decyzyjnym ma jeszcze i tę zaletę, że pozwala tanio i skutecznie zlikwidować dysonans poznawczy: jeżeli, przykładowo, zostałem nominowany przez gazetę wyborczą, a o gazecie wyborczej myślę i mówię niedobrze, to mogę sobie szybko wytłumaczyć, że ostatecznie i tak głosować będą ludzie, a nie redakcja gazety. i całe dojmujące poczucie niekonsekwencji przechodzi jak ręką odjął.

-- doprawdy, wielkie są możliwości ludzkiego umysłu w dziedzinie zapewniania sobie dobrego samopoczucia.

-- a najlepsze ze wszystkiego byłoby oczywiście zupełne wymiksowanie się z całej szopki konkursów, nagród, wyróżnień i laurów - i traktowanie jej równie obojętnie, jak obojętnie traktuje umysł odgłos jednej dłoni klaszczącej pośród lasu (tm), gdyby --

-- gdyby tak niezmiennie nie był ten świat pełen kretynów, którzy kogo szanować powinno się, należy i trzeba, dowiadują się z gazet; gdyby nie był pełen ten świat kretynek, gotowych przyklękać i rozchylać usta przed każdym, jeśli tylko czarno na białym wyczytać o nim można, że godzien jest tego właśnie, aby przed nim przyklękać i rozchylać usta --

-- którym zaprawdę, zaprawdę należy się zimna pogarda, którym po stokroć okazywać trzeba wstręt i odrazę --

-- na tym jednak ufundowany jest cały tragiczny konflikt, że nie sposób skutecznie okazać pogardy, wstrętu ni odrazy komuś, kto nie wie, że twoja pogarda, wstręt twój i odraza twoja mają jakąkolwiek wartość --

-- a który dowiedzieć się tego może jedynie z druku czarnego na tle białym.

-- 1: GOTO 1
26 stycznia 2007, 01:00:23
-- a jeśliby kto uważał, że co piszę - przyjemnie się czyta i pożytecznie, może nacisnąć tutaj i oddać na mnie swój głos w konkursie na blogera roku 2006.

-- tak, zgadza się: biorę udział w konkursie na blogera roku 2006. państwo wyczuwają, mam nadzieję, powiew absurdu. żeby nie powiedzieć - kyrill absurdu wiejący prosto w twarz.

-- wydawało mi się, że wiem, dlaczego się zgłosiłem; sądziłem, że przyświeca temu pewien plan i efekty mogą być zabawne - ale po dokładnym sprawdzeniu regulaminu okazało się, że to nie tak działa, jak myślałem. w związku z czym jednak nie wiem o co chodzi, a tylko siedzę i patrzę jak się rozwinie.

-- co nie zmienia faktu, że zachęcam do głosowania: w roli stawki większej niż życie występuje bowiem okolicznościowy dyplom.

-- z innej beczki: ponieważ za kilka/kilkanaście dni po raz kolejny zmieniam serwer (tym razem na dreamhost; mam nadzieję, że już ostatecznie) postanowiłem sprawdzić jak działa mechanizm antyspamowy i wyczyścić bazę z reklamowych komentarzy. przy okazji z niejakim zdumieniem zauważyłem, że ludzie nadal dopisują się w komentarzach do notki o łamaniu haseł, uczestnicząc tym samym w czymś w rodzaju spontanicznego performensu sieciowego. tak to wygląda z zewnątrz w każdym razie.

-- co lepsze kawałki:

Potrzebuję złamać hasło na pocztę onet. jest mi to niezwykle potrzebne dla celów rodzinnych (żona robi mnie w konia a nie mogę tego udowodnić)

hej i ja prosze o pomoc w zlamaniu haselka na poczcie mojego faceta ,niechcalabym sie pobrac z kims kto wali mnie w rogi

wlazł mi ktoś na konto maila służbowe z pracy i zmienił na nim wszytsko nawet moje dane osobowe bo jak wypełniłes formularz wyszło ze nawet data urodzenia moja sie nie zgadza a wiem przecież kiedy sie urodziłem

Cześć Wam chłopaki. :* Wy jesteście tacy zawsze lepsi w takich komputerowych sprawach więc Was chciałabym prosić, żeby złamać hasło na bloga na mylogu. Hasło jest po to by móc oglądać jego treść.

niech ktos mi poda nazwe uniwersalnego łamacza haseł, który bedzie działał do wszystkiego.

-- skądinąd lektura tych komentarzy taką refleksję nasuwa, że nowoczesna technologia (zgodnie zresztą z trzecim prawem clarke'a) widziana okiem człowieka prostego wygląda podobnie, jak oczyma jego [(pra)^25]dziadów widziany świat uroków, zaklęć, guseł, artefaktów i ochronnych relikwii. człowiek prosty przekonany jest o istnieniu kasty cyberszamanów, technomagów wyskillowanych do sześćdziesiątego levelu, którzy dowolne hasła łamią od ręki - a jedyną trudnością jest nawiązanie kontaktu z tymi potężnymi postaciami, których olbrzymie, groźne zarysy majaczą gdzieś na zamglonym horyzoncie zdarzeń. bliżej, na miejscowym targowisku, handluje się a to sposobem na złamanie hasła gg, a to metodą przełamania zabezpieczeń na o2 - a to szczeblem z drabiny, która przyśniła się świętemu jakubowi.

-- przed rokiem napisał do mnie pewien młodzieniec w sprawie hasła na ogame, a ja mu odpisałem. ciekawe co u niego.

-- z jeszcze innej beczki (jakkolwiek niepokojąco nie brzmiałoby to kraju, w którym beczki kojarzą się bardziej z dziećmi niż z, dajmy na to, kiszoną kapustą): jakiś czas temu szukałem plecaka lekkoturystycznego z kieszenią na laptopa; państwo natenczas przysłali mi wiele porad i propozycji. ostatecznie znalazłem firmę, która na aukcji (nominalnie dla laptopów 17") oferuje szycie plecaków we wskazanym rozmiarze - obstalowanie odpowiednio dużego pozwala na pomieszczenie oprócz sprzętu także podręcznego zestawu młodego nomada, wystarczającego na kilkudniowy pobyt w miejscu odległym od miejsca zamieszkania. wykonanie dosyć solidne, zobaczymy jak sprawdzi się w akcji. tym samym dziękuję pomocnym za pomoc w poszukiwaniach, a poszukującym sygnalizuję istnienie takiego rozwiązania.

-- i na koniec refleksja wtóra, o charakterze samozwrotnym: dosyć często docierają do mnie głosy, w których pobrzmiewa - mam wrażenie - pewien rodzaj rozczarowania. rozczarowanie owo wynika z tego, że na żywo okazuję się być całkiem miłym gościem, w dodatku szalenie uprzejmym; tymczasem oczekuje się ode mnie, że zacznę od oplucia jakiejś świętości, aby następnie przejść płynnie do profanacji bardziej radykalnych, mimochodem wywołać ogólne mordobicie, korzystając z zamieszania zgwałcić nieletnią albo skatować staruszkę - i na koniec puścić z dymem całą wioskę.

-- choćbyś nie wiem jak się, bracie, starał - ludziom nie dogodzisz.
21 stycznia 2007, 01:55:44
-- w łodzi jest taki mały rynek z postojem taksówek, który nazywa się per aspera ad astra i, jakby tego było mało, znajduje się w miejscu w którym (jak utrzymuje pgn) wcześniej była największa łódzka synagoga, spalona przed zburzeniem. jest to oczywiście szalenie śmieszne samo w sobie, ale nie o tym chciałem.

-- punktem wyjścia dzisiejszego nauczania niech będzie samo per aspera ad astra. janerka: od kopa do braw, od gnoju do gwiazd. mateusz 20,16: ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi. doktryna katolicka: bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre uczynki nagradza, a za złe karze. moja babcia, za życia: to wszystko będzie, synku, oddane; to wszystko będzie wyrównane.

-- et caetera, et caetera; ze wszystkich naszych złudzeń to jest miłosierne szczególnie: że tym, którym źle jest dziś, dobrze będzie najdalej pojutrze; że strach i cierpienie, wściekłość i wrzask, ból i skowyt zawierają w sobie nieusuwalne ziarna ukojenia, spokoju, radości - i te ziarna już kiełkują, a plony bujne wydadzą nim wstanie dzień.

-- o czym się zapomina, to że nie z tego jest świata królestwo, w którym rachunki mają się wyrównać - i oczekiwanie, że doświadczenie (że tak powiem) dotkliwej egzystencjalnej pustki nieuchronnie zmieni się pewnego pięknego dnia w doświadczenie życiowego spełnienia, tylko dlatego, że coś nam się kurwa od życia należy po tych wszystkich latach - oczekiwanie takie jest więc równie sensowne co zakładanie, że ból zęba zakończy się intensywnym, wielokrotnym orgazmem.

-- na tym bowiem świecie wszystkie zdarzenia są takie bardziej probabilistycznie niezależne; na tym świecie którzy się smucą - będą pocieszeni, albo nie; którzy łakną i pragną - będą nasyceni, albo nie; miłosierni - miłosierdzia dostąpią, albo nie. ostatni zaś - będą pierwszymi, albo nie, przy czym raczej na pewno nie.

-- który więc się smucisz - nie czekaj pocieszenia; który łakniesz i pragniesz - wiedz, że łaknąć i pragnąć będziesz być może do końca; który jesteś miłosiernym - nie oczekuj pochwały, nie wyglądaj nagrody. który żyjesz - żegnaj się z nadzieją. który skrzywdziłeś człowieka prostego - jesteś adresatem tekstu innego.

-- na przykładzie filmowym wyglądałoby to tak, że rocky balboa niekoniecznie wygrywa na końcu, tylko dlatego, że wcześniej oberwał - ale raczej po niezłym początku inkasuje zabójczego gonga na ryj w piątej rundzie. a taki, dajmy na to, john mcclane po pokonaniu dwóch tysięcy przeszkód dociera do bomby, ale przecina niewłaściwy przewód, w związku z czym następuje błyskawiczny fadeout na pół godziny przed planowanym końcem seansu. i w ogóle: dobro, owszem, niekiedy zwycięża zło - ale rzadko, raczej niechętnie i bez przekonania. przy czym ja nie widziałem ani rocky'ego ani die hard, więc mówię tak bardziej metaforycznie.

-- i tak da capo al fine.


-- ps czyli myli się wieszcz, kiedy twierdzi, że los się musi odmienić. nic nie musi.
17 stycznia 2007, 12:49:59
Według władz egzekucja przebiegła z poszanowaniem prawa. Jedyny incydent to oderwanie się głowy jednego ze skazańców. [źródło]

-----

bonusowo natomiast, w cyklu spontanicznych, trzydziestosekundowych form filmowych: film o kobiecie, która urodziła światło.

15 stycznia 2007, 22:40:17
film apocalypto mela gibsona opowiada o wesołej wiosce wesołych indian. przez kwadrans, bo później przez dwie godziny ronaldinho, wyposażony bonusowo w skille neo z matrixa, biegnie przez dżunglę. dwie godziny rzeczywiste, bo filmowo to dwa dni - a wszystko z kawałkiem strzały w tyłku i bez przerw na sen, posiłki i wydalanie. ronaldinho biegnie, bo obiecał swojej kobiecie, że do niej wróci. a musi wrócić, bo być indianką w ciąży to, że tak powiem, straszny dół. jedynym pocieszeniem może być fakt, że poród u indianki jest prosty: trach - i dziecko wypadło. aluzja do sensu życia według monty pythona wydaje się oczywista, podobnie jak w przedostatniej scenie, inspirowanej skeczem nobody expects the spanish inquisition. pozostałe sceny inspirowane są, na moje oko, krakowskim koncertem grupy gorgoroth, tyle, że u gibsona świeżych podrobów wieprzowych jest więcej. jeszcze więcej. najwięcej.

porada dla chłopców: jeżeli wybierzesz się na film z koleżanką, przyjaciółką, bądź sympatią, a następnie udacie się na wspólny posiłek - w czasie jedzenia koniecznie napomknij o jądrach tapira. masz z mety plus pięćdziesiąt w rubryce celny dowcip.



-----

w piątek łódź, w sobotę głowno, zgodnie z rozpiską. pierwsza osoba, która w głownie powie jestem z głowna i czytuję twojego bloga dostaje egzemplarz ojca gratis.
11 stycznia 2007, 01:06:11
yo!

panie piotrze czerski, kieruje tego mejla do ciebie, ponieważ wykminilismy sobie w naszym pismie AKTIVIST taki projekt, ktory mialby polegac na dwuglosie wywiadowczym. byloby to zestawienie dwoch silnych, pozornie sprzecznych ze soba mysli na temat supremacji plci, gender, socjologii politycznej i innych pierdol. po jednej stronie stanelibyscie wy jako "menonwaves", zas po drugiej "polska, ktora jest polka". wszystko nalezy potraktowac z przymruzeniem oka i w takiej konwencji takze odpowiadac. pytania znajdziesz ponizej. jesli sie zgodzisz, odpowiadaj, byle skladnie, ladnie i szybko, bo dedlajn mamy do poniedzialku!

pytania:

1. Czy inseminacja feministek to postulat polityczny czy seksualny?
2. Ile kandydatek zainteresowało sie do tej pory wasza akcja?
3. Czy traktujecie waszą akcję jako happening społeczny czy też poważne przedsięwzięcie?
4. Czy w przypadku kobiecej refleksji po inseminacyjnej pokrywacie koszty aborcji?
5. Czy Polska jest mężczyzną? (A jeśli tak, to jakim?)
6. Kiedy w Polsce zapanuje niepodzielnie "ojcostwo społeczne"?
7. Feministka jest klientką wygodną, nieporadną czy też trudną?
8. Gdzie iśc z dobrą spermą? Dajcie cynk
9. Gdy wypełnicie już swoje zadanie, co dalej?
10. Czy w ramach skrupulatnej konsekwencji bylibyście skłonni pokryć własne matki?

pzdr,
***


-----

"yo"

chciałem się tylko upewnić, czy dobrze zrozumiałem: mam odpowiedzieć ładnie, zgrabnie i szybko na dziesięć kretyńskich pytań dla prawdopodobnie najgorszej gazety wydawanej w tym kraju, stargetowanej wyraźnie na cymbałów, których możliwości intelektualne kończą się na doborze właściwych ciuchów - i zrobić to za darmo, tak?

ależ oczywiście. nie ma sprawy. postaram się jeszcze dzisiaj.

z poważaniem
piotr czerski
09 stycznia 2007, 14:43:54
up