-- z powagą adekwatną do sytuacji pragnę państwu podziękować za głosy oddane w konkursie na
blogera roku 2006, dzięki którym to głosom zostałem zwycięzcą w kategorii
kultura. oficjalne wyniki znaleźć można
tutaj.
-- a teraz: o co mi właściwie chodziło z tym konkursem i co to za dowcip, który miał nie wyjść, ale jednak wyszedł, po jeszcze dokładniejszym sprawdzeniu regulaminu.
-- przy czym uprzedzam, że dowcip może się państwu nie wydać nadmiernie zabawnym. ja mam dziwne poczucie humoru i do rozpuku śmieszą mnie jakieś detale, które innym wydają się godne co najwyżej wzruszenia ramionami. że ktoś stawia portret papieża z żałobną przepaską - pomiędzy kiełbasą i wiejskim chlebem na przykład. czy inne takie.
-- otóż więc: podejmując decyzję o wejściu z impetem w konkursowe szranki, tj. o zamieszczeniu informacji na blogu i w mailingu gadugadu-bloga rozumowałem następująco:
0.
najlepsze blogi w każdej z pięciu kategorii wybierane są zgodnie z regulaminem głosami internautów.
1. w kategorii
polityka prawie na pewno wygra
prawy prosty, prowadzony przez niejakiego galbę - faceta, który z jednej strony ma niesamowitą siłę przebicia, przekładającą się na wysoką popularność i skuteczność w głoszeniu swoich poglądów, a z drugiej - jest, co tu kryć, przedstawicielem betonowej prawicy o zabarwieniu narodowo-katolickim, dla której nawet ja mam lewicowe odchylenia.
2. w kategorii
internet i technologie zwycięzcą zostanie
riddle, absolutnie zasłużenie. tyle, że cała ta kategoria ma się średnio do wymagań stawianych wybieranemu przez kapitułę
najlepszemu blogowi. mówiąc wprost - połowa przedstawicieli kapituły z technicznego bloga riddle'a niczego nie zrozumie.
3. w kategoriach
życie i
marketing w momencie podejmowania przeze mnie decyzji nie było żadnego bloga, powiedzmy umownie, wyjątkowego - i nieco ryzykownie założyłem, że taki nie zostanie już zgłoszony.
4. w kategorii
kultura mogę wygrać, jeżeli tylko zdecyduję się na umieszczenie odpowiedniej informacji na blogu i w mailingu - przez te cztery z górką lata odnalazłem bowiem zaskakująco liczne grono osób, które darzą mnie nie całkiem dla mnie samego zrozumiałą sympatią. i te osoby, rozumowałem, mogą zechcieć oddać swój głos na mnie, jeżeli je o to poprosić.
5. są więc - uznałem - niemałe szanse na to, że w gronie pięciu laureatów znajdzie się galba, riddle, ja - i jeszcze dwie osoby, które nie będą jednak szczególnie silnymi osobowościami internetowymi, a (cytując regulamin)
znaczenie ich wpisów dla opinii publicznej i rzeczywistości społeczno-politycznej będzie raczej mikre.
-- takie były założenia. teraz obejrzyjmy uważnie drugą stronę medalu, żeby jasnym stało się, po co były mi te założenia. w roli drugiej strony medalu występuje
regulamin.
-- kto się z regulaminem zapozna - ten być może ideę mojego pomysłu odkryje sam. komu zapoznawać się nie chce - wyjaśniam: sedno tkwi w artykule 14., który głosi co następuje:
Kapituła Konkursu spośród właścicieli Najlepszych Blogów, wybranych przez internautów, wybiera Blogera 2006 Roku.
-- cofnijmy się teraz jeszcze na chwilę do artykułu 2., punkt b):
W ramach konkursu przyznane zostaną tytuły oraz nagrody (...):
Najlepszy Blog - dla właściciela bloga, który otrzyma największą liczbę głosów w każdej z 5 kategorii podczas wyborów internautów.
-- co oznacza, że
bloger roku 2006 ma zostać wybrany przez kapitułę spośród owych pięciu zwycięzców kategorii.
-- i w tym właśnie koncept cały: przed oczyma stanęła mi bowiem natychmiast kapituła konkursowa z prześwietną kazimierą, piotrem najsztubem i etatowym felietonistą
polityki edwinem bendykiem, która to kapituła zmuszona jest wybierać pomiędzy blogiem geeka, blogiem komuchożercy, blogiem etatowego wyborcy unii polityki realnej - i jeszcze jakimiś dwoma blogami, wszakże (nadal ryzykowne założenie, oczywiście) raczej mdłymi w treści. a przy tym wszystkim wybierając kapituła musi jeszcze mieć na uwadze kryteria z artykułu 15. (
poprawność językowa wpisów i dbałość autora o czystość języka polskiego; znaczenie wpisów dla opinii publicznej i rzeczywistości społeczno-politycznej; ciekawy, indywidualny charakter wpisów; zachowanie standardów etycznych), które po prawdzie dyskwalifikują trzy czwarte zgłoszonych blogów. skądinąd kryterium
zachowania standardów etycznych powinno otrzymać nagrodę miesiąca w kategorii
najbardziej nieostre kryterium klasyfikacyjne.
-- i tę sytuację odnalazłem nadzwyczaj śmieszną: że ta nieszczęsna kapituła będzie musiała jakoś wybrnąć z wyników demokratycznych wyborów internautów, które to wyniki w sensie ideologicznym i praktycznym dla kapituły będą zupełnie niestrawne.
-- takoż zdecydowałem się w rzecz całą zaangażować i rozesłałem wici do tysiąca subskrybentów listy gadugadu-bloga. po czym nastąpiło coś dziwnego, jakiegoś maila dostałem czy może przeczytałem coś w jakimś dotyczącym konkursu tekście na wiadomosci24.pl - grunt, że nagle okazało się, że
bloger roku wybierany jest nie spośród pięciu zwycięzców kategorii, ale spośród dwudziestu pięciu finalistów. co cały dowcip oczywiście załatwiało - bo wybrać spośród dwudziestu pięciu coś jednocześnie w miarę ciekawego i poprawnego politycznie to rzecz nietrudna dla dowolnej kapituły. omyłkę zrzuciłem na karb swojego roztargnienia, uznając, że czegoś tam nie doczytałem w regulaminie. stąd uwaga w notce informującej o
konkursie - że
po dokładnym sprawdzeniu regulaminu (...).
-- które to dokładne i szczegółowe sprawdzenie nastąpiło de facto wczoraj - ujawniając, ku mojemu zaskoczeniu, że jednak miałem rację i w myśl regulaminu kapituła miała wybrać spośród pięciu, a nie dwudziestu pięciu.
-- co oznacza, że przyznanie nagrody i tytułu
blogera roku 2006 autorowi bloga
krakoff.info było
niezgodne z regulaminem konkursu.
-- teraz rzecz najtrudniejsza, czyli wnioski. sytuację można interpretować na kilka sposobów, sam diabeł nie dojdzie zaś, który z nich jest właściwym.
-- sposób pierwszy - organizatorzy konkursu w pewnym momencie zauważyli, że zapędzili się w kozi róg i podjęli decyzję o rozszerzeniu grupy blogów z których wybiera kapituła wbrew regulaminowi (skądinąd schowanemu - linku do niego nie było na stronach głosowania, musiałem każdorazowo odkopywać maila z zaproszeniem do udziału), licząc na to, że nikt nie zauważy. i pewnie nie zauważyłby, gdyby nie to, że właśnie na tym drobnym detalu budowałem sobie pewną teoretyczną sytuację. która natychmiast legła w gruzach po zmianie warunków początkowych.
-- sposób drugi - organizatorzy konkursu wykazali się pewną niefrasobliwością i zredagowaniem regulaminu zajęli się sami, zamiast powierzyć to prawnikowi. od początku więc konkurs miał mieć kształt taki, jaki miał ostatecznie - tyle, że ów planowany kształt nie został prawidłowo i precyzyjnie opisany w regulaminie.
-- sposób trzeci - organizatorzy to ludzie młodzi i pełni szlachetnego, obywatelskiego zapału, którzy do regulaminu podeszli luźno, zakładając sobie, że więcej blogów w ścisłym finale to większe emocje, większe emocje to większy hałas, a większy hałas to większa reklama dla serwisu.
-- sposób czwarty, piąty i kolejne chwilowo pozostają zagadką - obawiam się jednak, że również stawiają organizatorów w świetle niekoniecznie szczególnie korzystnym.
-- i właściwie tutaj dopiero dochodzimy do pewnego sedna sprawy całej - otóż wszystkie konkursy blogowe jawią mi się nader wątpliwymi, a ich prawdziwy sens upatrywałbym niestety wyłącznie w reklamowaniu organizatora. tak było i w przypadku konkursu serwisu blogowego onetu, na którym wygrał jakiś blog z niestrawną liczbą wielokropków, i w przypadku konkursu wiadomosci24.pl. czegóż bowiem można się dowiedzieć z wyników takiego konkursu? ano, że najwięcej czytelników spośród zgłoszonych w branży politycznej ma galba, w technicznej - riddle, a w kulturalnej - ja. przy swojej legendarnej wręcz skromności nie umiem nie zauważyć, że tyle to ja wiedziałem i bez konkursu. a jaki jest sens wyboru dokonywanego przez kapitułę, w składzie której znajdują się tak wybitni znawcy blogów jak kazimiera szczuka? przy czym ja nie próbuję - wbrew pozorom i chęciom - podważać ogólnych kompetencji kapituły jako takiej. muszę tylko zauważyć, że w przypadku blogów o ich wartości decydują często pewne niuanse, które są oczywiste dla osób blogi znających na wylot, a zupełnie niezrozumiałe dla najwybitniejszych nawet ludzi, którzy przychodzą z zewnątrz i stosują dziennikarskie czy literackie kryteria oceny. gdybym ja miał decydować o nagrodzie - dostałby ją galba, nawet jeżeli mam go za zaperzonego cymbała. jest jednak przy tym bez wątpienia charyzmatyczną osobowością internetową i self made manem, który od autora paranoicznych komentarzy na forum gazety wyborczej doszedł do statusu instytucji politblogowej. i który w dodatku, mam wrażenie, coraz trzeźwiej spogląda na rzeczywistość i coraz dokładniej waży słowa - w związku z czym mianem
zaperzonego cymbała określam go jedynie za dawne zasługi.
-- cała sprawa ma jeszcze jeden nieprzyjemny wątek, tym razem mnie stawiający w świetle niekorzystnym. rzecz w tym, że wykorzystanie państwa czasu w ramach realizowania jakiegoś swojego pokrętnego planu było zagraniem nie fair. która to refleksja pojawiła się jednak nieco za późno. po wtóre - jeżeli już zgłosiłem się do konkursu to powinienem był pojechać na galę finałową, nawet jeżeli sam termin
gala jawił się grubym semantycznym nadużyciem, impreza miała się rozpocząć o godzinie wymuszającej mój przyjazd jeszcze poprzedniego dnia, a organizatorzy dla podgrzania atmosfery postanowili ściągnąć wszystkich dwudziestu pięciu finalistów, informując jednocześnie, że zwrot kosztów zasadniczo jest możliwy, ale lepiej, żebyśmy ten punkt pominęli. powinienem był więc pojechać z szacunku dla państwa głosów - i jeżeli w czymś upatruję nadziei na przebaczenie, to w tym mianowicie, że obecny stan moich finansów pozwala mi na odbycie co najwyżej podróży tramwajem do jelitkowa i z powrotem. zaczynam rozważać czy wzorem
michalkiewicza nie umieścić tu numeru konta z informacją o możliwości dokonywania wpłat.
-- oczywiście żartuję. przynajmniej na razie. i właściwie tylko trochę.
-- i jeszcze jedno konieczne wyjaśnienie: w żadnym wypadku nie należy odczytywać tej notki jako próby zdeprecjonowania zwycięzcy, czyli autora bloga
krakoff; bloga ciekawego i prowadzonego z zacięciem. aż szkoda, że nie ma podobnej inicjatywy dotyczącej trójmiasta, w którym ostatnio również dzieje się niemało. jedyne, co chciałem pokazać, to sprzeczność wyników konkursu z jego regulaminem.
-- nie chciałbym również, aby cały ten wpis traktowany był jako głos urażonej ambicji. większość czytelników tego bloga zna mnie, jak sądzę, nie od dziś - i ta znajomość, mam nadzieję, może być pewną rękojmią dla właściwego odczytania moich intencji. nie sądzę, żebym sprawiał wrażenie osoby szczególnie łasej na blogowe nagrody i wymagającej od otoczenia dowodów akceptacji i uznania. jakkolwiek takie interpretacje również są możliwe, z czego zdaję sobie sprawę. proszę jednak o możliwie chłodne rozważenie nie tyle mojego pomysłu na dyskusyjnie wesoły dowcip, ale raczej przedstawionych argumentów natury formalnej, te bowiem jawią mi się mocnymi.
-- ze względu na specyficzny charakter całej sprawy i potencjalnie duże emocje jej towarzyszące, a także z uwagi na zawsze istniejącą możliwość mojej omyłki interpretacyjnej, wyjątkowo włączam możliwość komentowania tej notki.
-- wszystkim bez wyjątku finalistom i laureatom najzupełniej szczerze i serdecznie gratuluję.