-- właśnie zauważyłem, że tytan polskiej eseistyki opublikował drugą już część tekstu pt. sacharow, sumienie, "nowy populizm".

-- pierwszą część jakoś przeoczyłem; najwyraźniej nie odbiła się szerokim echem w polskiej prasie. tym większa była moja radość, bo część druga podzielona została w wydaniu internetowym na dwie zaledwie stronice: --

-- na pierwszej znajdziemy (1) dowód, że ratzinger to równy chłop i niemalże demokrata-sceptyk i (2) informację, że andriej sacharow, świecki święty od innych świętych świętszy niepomiernie, był relatywistą - tj. walczył ze złem (zła rozróżniamy na świecie trzy rodzaje: hitleryzm, komunizm i koalicja rządząca) --

-- a już na stronicy drugiej z kapelusza wyskakuje popiskujący królik: (1) w dzisiejszej katolickiej polsce sacharow byłby umęczon pod kaczym piłatem, ukrzyżowan, umarł i pogrzebion, (2) o jego winie decydowaliby oprawcy z kgb, a (3) jako reformator komunizmu zostałby publicznie potępiony za to, że komunizmu nie obalał.

-- po czym następuje zwrot festiwal kretynizmów, a po nim zaiste kretynizmów festiwal. czy ktoś zna sytuację, w której w okolicznościach okołolustracyjnych jakikolwiek biskup zadał podejrzanemu pytanie o status małżeński albo uczestnictwo w sakramentach?

-- chciałem tu umieścić takie skrótowe streszczenie całego tekstu michnika - bo też każda z części po odarciu z ozdobników stylistycznych, pytań retorycznych, chwytów erystycznych i piany bitej gęsto na dwa palce ma konstrukcję logiczną nieskomplikowaną jak filozofia działania cepa. sił zabrakło mi jeszcze przed połową - gdzieś w okolicach wskazywania na realizację modelu rosyjskiego jako nieuchronnej konsekwencji rządów obecnej koalicji.

-- gdyby ktoś czuł się na siłach przebić przez wywód michnika - proponuję taki oto eksperyment: proszę sobie wyobrazić, że mamy do czynienia z przykładem z podręcznika akademickiego. temat zajęć brzmi: erystyczny marsz na orientację - dochodzenie z dowolnego punktu wyjścia do oznaczonego celu. tezy do udowodnienia: (1) koalicja rządząca to szatan, panie, szatan; (2) lustracja to kurwa i złodziej, panie, kurwa i złodziej; (3) najważniejszą i najbardziej wpływową grupą społeczną w polsce są słuchacze radia maryja.

-- z tymi założeniami można rozpocząć lekturę i klaskać z ukontentowania widząc fantastyczne akrobacje, umysłowe beczki śmierci i logiczne pętle, które służą michnikowi do udowodnienia tez powyższych. zaprawdę powiadam wam: nie ma takiej bzdury, która nie posłużyłaby do udekorowania ołtarza przenajświętszej demokracji sceptycznej, oblężonej przez zjednoczone wojska bałkańskich nacjonalistów, białoruskich neokomunistów, rosyjskich oligarchów, orków, goblinów i kaczyńskich.

-- wszystko, choćby i potop - byle nie lustracja.

-- gniew mój jest, to prawda, zapalczywy: oczy mnie bowiem bolą patrzeć w jak cyniczny sposób wykorzystywane są bliskie mi idee. sam od kilkunastu już lat pozostaję poza strukturami kościoła katolickiego, odrzuciwszy wszelką religię jako nieprzystającą do mojej wizji świata; sam łączę głębokie przekonanie o istnieniu obiektywnych prawd z równie głęboką podejrzliwością zarówno wobec objawionych zasad, jak i dziejowych konieczności; sam wreszcie w chwilach mistycznych objawień, przydarzających mi się zazwyczaj na skutek nadużycia alkoholu, dryfuję od dawna w kierunku owej trudnej do określenia, a szalenie wygodnej nie-określonej-bliżej religijności. gdyby więc nie głębokie obrzydzenie do samej demokracji - wykazywałbym większość cech konstytutywnych demokraty-sceptyka.

-- przy czym mój sceptycyzm najżywiej reaguje dziwnym trafem wówczas, kiedy pod sztandarem najślachetniejszych idej próbuje się go karmić najbardziej ordynarną propagandą antylustracyjną.

-- a gniew odkładając na bok: nie wiem, naprawdę nie wiem co dzieje się z adamem michnikiem. jakie nim powodują popędy, jakie siły tajemne kręcą jego wewnętrznym kompasem? jak kwalifikować jego najnowszą publicystykę? czy to zimne wyrachowanie i cynizm, czy szlachetna, nieświadoma naiwność? czy próba obrony za wszelką cenę i wbrew zdrowemu rozsądkowi raz zajętych okopów - czy może właśnie histeryczna reakcja na bezpowrotne utracenie statusu jutrzenki postępu? czy jego eseje to przykłady świadomie wykorzystywanej socjotechniki, czy może jedynie dosyć wzruszające dowody na potęgę podświadomości, która wlecze człowieka do upragnionego celu w tajemnicy przed nim samym, nie zważając na sensy i fakty, byle tylko oszczędzić mu goryczy ideologicznej porażki?

-- i po jaką właściwie cholerę laickiemu humaniście karta wstępu do nieba?
18 lutego 2007, 22:10:49
-- według onetu 40 proc. niemców uważa, że nazizm miał dobre i złe strony [ps, 23:09: tytuł na onecie został zmieniony na 40 proc. niemców: nazizm miał też dobre strony]. według wyborczej 40 proc. niemców uważa, że nazizm miał dobre strony. właściwie na jedno wychodzi, o ile tylko ktoś zna podstawy logiki. bo jeżeli nie zna to niekoniecznie na jedno wychodzi.

-- a jednak czegoś nie rozumiem. z obu tekstów wynika, że zdanie: nazizm miał zarówno dobre, jak i złe strony jest rozłączne ze zdaniem: minusy [nazizmu] przeważały nad plusami. nie rozumiem.

-- oraz jeszcze wynika, że większość niemców nie jest nastawiona antysemicko; przy czym wymieniane są obok siebie takie zdania, jak: żydzi usiłują wyciągnąć korzyści z przeszłości i: żydzi ponoszą część winy za prześladowania. nie rozumiem. jeżeli ktoś uważałby, że (żyjący obecnie, a nie poszkodowani bezpośrednio!) żydzi próbują wyciągnąć korzyści z przeszłych tragedii - to popełnia myślozbrodnię jakościową równą wygłoszeniu tezy, że żydzi ponoszą za prześladowania odpowiedzialność? nie rozumiem.

-- jedno, co łączy te zdania - to uogólnienie; o ile jednak dershowitz próbuje wyciągnąć korzyści z holokaustu brzmi jakoś konkretniej, o tyle rozencwajg sam był sobie winien brzmi całkiem paskudnie. albo więc uogólniamy w obu przypadkach, albo w obu konkretyzujemy; tyle, że zestawić tych dwóch zdań nie da się w żaden sposób.

-- wygląda więc na to, że w myśl aktualnie obowiązującej wersji prawdy jakiekolwiek wątpliwości, czy aby w koncepcji przedsiębiorstwa holokaust czegoś nie ma - nie są już nawet teorią spiskową, ale jawnym antysemityzmem.

-- notuj, jasiu: do antysemitów zaliczamy finkelsteina, hilberga i chomsky'ego. wężykiem, jasiu. wężykiem.

-- żeby było jasne, młody aktywisto: mój stosunek do nazizmu jest jednoznaczny i oczywisty; logiki zdań to jednak nie zmienia. jeżeli ktoś uważa, że minusy [nazizmu] przeważały nad plusami to znaczy, że sądzi również, że nazizm miał zarówno dobre, jak i złe strony.

-- równie oczywisty jest mój stosunek do holokaustu; nie zmienia to jednak faktu, że nie wszystko z tego, co się dosyć powszechnie o holokauście uważa-z-nami, jest prawdą. dziewięciu na dziesięciu ludzi zapytanych o największą zbrodnię w dziejach ludzkości odpowie holokaust - podczas kiedy liczba ofiar komunizmu jest dwudziestokrotnie wyższa. powtarzam: dwudziestokrotnie.

-- proszę odetchnąć: nie umniejszam wagi ofiar holokaustu. zbrodnia jest zbrodnią; zabicie miliona jest barbarzyństwem nie mniejszym niż zabicie dwudziestu milionów. jedno i drugie równą powinno budzić odrazę (chociaż józef wissarionowicz, ów wielki praktyk, utrzymywał, że jedna śmierć to tragedia, dziesięć - straszna zbrodnia, milion - statystyka). jest jednak coś niebywale śmiesznego w tym, że o pięciu milionach ofiar holokaustu słyszymy mniej więcej dwa razy w miesiącu, a o sześciu milionach ofiar głodu na ukrainie - raz na dwa lata. ręka w górę kto przed przeczytaniem tego akapitu pamiętał o czymś takim jak wielki głód na ukrainie.

-- spotykają się dwie zbrodnie na ludzkości. jedna pyta drugiej: a co ty taka smętna?, na co druga mówi: a bo ty jesteś sławna, a o mnie nikt już nie pamięta. a ta pierwsza na to: widzisz, a mówiłam ci, że najważniejszy jest dobry pi-ar.

-- tak, napisałem niebywale śmiesznego, zupełnie świadomie. od bardzo dawna nie opuszcza mnie bowiem przekonanie, że im lepiej udaje się ucieczka ku prawdzie - ku przyczynom bardziej pierwotnym, faktom bardziej nagim - tym częściej gdzieś w środku pojawia się przymus śmiechu. śmiechu w którym nie ma choćby cienia uśmiechu; śmiechu, którego nie kończy głębokie westchnięcie i otarcie łez, ale raczej spięcie rękawów na plecach i długi wypoczynek w spokojnym, ustronnym miejscu. niebywale śmieszny jest ten świat i niebywale śmieszni my jesteśmy - a my w tym świecie to już jest, proszę państwa, prawdziwy pożar w burdelu w czasie powodzi.
11 lutego 2007, 21:41:58
-- to jest ala. ala ma kota. ala ma też problem. ala ma problem, więc ala pije. jak ala pije to problem znika. ala ma problem ze sobą. a to jest ola. ola mówi, że ala ma problem z piciem. ale ala mówi, że ola nie zna się, więc niech nie mówi. ola nie pije. ola łyka xanax. bo ola też ma problem. xanax oli jest od irka. irek ma dużo tabletek. tabletki irka są dobre, mówi adam. adam zna irka z klubu. to adam jest problemem oli. adama problemem jest cesia. cesia to siostra adama. cesia lubi grać w sieci. bo cesia żyje w sieci. cesia w sieci, a sieć w cesi. grześ też jest w sieci, ale nie jest w cesi. grześ jest w pracy. grześ pracuje dużo. za dużo pracujesz, grzesiu - mówi hania. odpierdol sie kurwo ode mnie - odpowiada grześ. grześ sypia źle. hania też sypia źle, bo chciałaby sypiać z grzesiem. lecz nie sypia, więc sypia z kim innym. hania sypia z kim popadnie. z edkiem hania sypia czasem. edek czasem wypada z czasu. to przez tabletki irka edek wypada! edek wypada przez tabletki irka w klubie z adamem! na oczach oli wypada z czasu edek z adamem w klubie przez irka! na oczach oli wypada adam, wypada edek, a ala pije, a ola łyka, a cesia gra! adam wypada, edek wypada, ola: tak nie wypada mówi do ali, ala do oli: przestań pierdolić, hania chciałaby z grzesiem swawolić, grzesiu nocami nad raportami zgrzyta zębami - a cesia gra! i co dzień rano ala ma kaca i śni się oli, że adam wraca,

i jęczy edek poprzez sny chore, budzi się cesia przed monitorem,

budzi się hania w obcym mieszkaniu,

budzi się irek w cudzym ubraniu,

a grześ w swym biurze
na klawiaturze
zmęczoną głowę składa do snu.

-- co się stało z naszą klasą? i kiedy się stało, co się stało? jak u różewicza: dawniej, bardzo, bardzo dawno, bywało solidne dno. i jeszcze, za tym biskupem hippo regius: oto serce moje, boże, oto serce moje, nad którym się ulitowałeś, gdy znalazło się na dnie przepaści. powtórzmy: na dnie przepaści. kiedyś, dawno, bardzo dawno bywały bowiem przepaści i dna - i na tych dnach leżało się niekiedy; leżało się na boku, dysząc, jak chory pies. leżało się dysząc i dygotało się, i drżało, i zaciskało zęby, żeby powstrzymać ich histeryczne postukiwanie. jak pies leżało się, wielki i chory - i czy leżąc tak nie było się człowiekiem bardziej? czy wpatrując się w siebie oczami otwartymi szerzej i bardziej nieubłaganie niż oczy aleksa z mechanicznej pomarańczy - nie było się bardziej sobą?

-- co się stało z naszą klasą? kiedyśmy nauczyli się tak starannie unikać wszystkiego, co nieprzyjemne? ala pije, ola łyka, edek bierze. cesia gra. grześ pracuje. ala pije, żeby zapomnieć, ola łyka, żeby nie myśleć, cesia gra, bo tak wygodniej. a grześ pracuje, bo już się w życiu nałykał, napił i nagrał. i już tylko na pracę zostały mu żetony.

-- co się stało z naszą klasą? i co z nami będzie dalej? dziś wystarczy ukłucie, żebyśmy zerwali się do ucieczki. jutro na dźwięk dzwonka będziemy się ślinić. daj bog eta nie pasliednij raz, a jesli eta pasliednij raz, to nie daj bog, iwanie pietrowiczu.

-- a ty, mój mały przyjacielu? przed czym uciekasz? kogo się boisz? dokąd tak pędzisz, 200 pa wstriecznoj? nie uciekniesz, przyjacielu, nie uciekniesz sobie, dopadniesz sam siebie prędzej albo później, choćbyś nie chciał tak bardzo jak bardzo dziś nie chcesz. i przyśni ci się pewnej nocy sen ze złych najgorszy. bo dobry. tak nieskończenie dobry i nieskończenie czuły, jak tylko zły sen dobry i czuły być może. i obudzisz się z tego snu nad ranem i wtedy zdarzy się ta chwila, krótka jak trzy wieczności, w której zrozumiesz, że to był sen tylko. uważaj wówczas, mój mały przyjacielu! uważaj, żeby się przypadkiem nie skaleczyć w rączkę, żeby się nie potknąć przy otwartym oknie, żeby wody unikać w miejscach niestrzeżonych, zabaw hucznych nie urządzać w czasach zakazanych - i żeby ten śliczny niebieski sznureczek nie zawinął się podstępnie w kokardkę na karku.
07 lutego 2007, 01:15:47
Szanowny Panie!

Wiem, widziałem ten wpis, ale my nie widzimy i nie potwierdzamy tych wątpliwości.

Punkt 1
Regulamin, przed punktem 11 i 14 jest punkt 1.
a) Bloger 2006 Roku - dla właściciela najlepszego bloga, który zostanie wybrany przez Kapitułę Konkursu

Punkt 2.
Kapituła, by wykluczyć podejrzenia nas (Wiadomości24.pl) o sugerowanie, kto ma czy powinien wygrać nie wiedziała nawet (poza mną, byłem w kapitule jako jej sekretarz, ale mój głos nie był brany pod uwagę, dodatkowo nagrywaliśmy obrady na wideo, dla pewności) kto wygrał w poszczególnych kategoriach.

Punkt 3.
Kapituła zpoznawała się z 25 blogami, wszystkimi finałowymi. To jest jej suwerenna decyzja (podobnie jak wybór internautów, czyli kto wygrał w poszczególnych kategoriach).
Podobnie jak nie przewidywane wcześniej w regulaminie wyróżnienia dla Dziennikarza Obywatelskiego (nie ma tego w regulaminie) oraz wyróżnienie w Blogerze. Dlaczego tego nikt nie krytykuje? A Kapituła chciała koniecznie takie nagrody przyznać...

Punkt 4.
A to część regulaminu widocznego cały czas podczas konkursu:
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/zasady_glosowania_15545.html:

2. Konkurs Bloger 2006 Roku
Każdy internauta może oddać jeden głos w każdej z pięciu kategorii:
- Polityka
- Media i marketing
- Kultura
- Życie
- Internet i technologie

Blog, który otrzyma najwięcej głosów w swojej kategorii, otrzyma tytuł Najlepszy Blog w danej dziedzinie.

Dodatkowo Kapituła Konkursu przyzna nagrodę Bloger 2006 Roku. Pod uwagę jury weźmie 5 finalistów, wskazanych przez internautów, w każdej z kategorii (łącznie 25 blogów).

Paweł Nowacki

PS Można krytykować dobor członków kapituły (i nie startować), ale nie można nikomu narzucać kogo mają wybierać.
To trochę tak jakby w głosowaniu internauci mieliby wybierać tylko z 5 przez nas zaproponowanych blogow...


---------------

szanowny panie!

próbę wyjaśnienia przeczytałem z uwagą, jednak w istocie nie wyjaśnia ona przekonująco niczego:

Punkt 1
Regulamin, przed punktem 11 i 14 jest punkt 1.
a) Bloger 2006 Roku - dla właściciela najlepszego bloga, który zostanie wybrany przez Kapitułę Konkursu


regulamin jako całość był dokumentem podstawowym dla konkursu, definiującym jego zasady i wyznaczającym obszar dostępnych możliwości. to, że przed punktem 11 i 14 jest punkt 1 - niczego nie zmienia. tym bardziej, że treść punktu 1 do sprawy niczego nie wnosi, bo nie była kwestionowana nawet przez chwilę.

Punkt 2.
Kapituła, by wykluczyć podejrzenia nas (Wiadomości24.pl) o sugerowanie, kto ma czy powinien wygrać nie wiedziała nawet (poza mną, byłem w kapitule jako jej sekretarz, ale mój głos nie był brany pod uwagę, dodatkowo nagrywaliśmy obrady na wideo, dla pewności) kto wygrał w poszczególnych kategoriach.


ani przez chwilę nie sugerowałem, że organizator konkursu miałby wpływać na decyzję kapituły wyznaczając zwycięzców. twierdzę jedynie, że wybór dokonywany spośród 25 blogów był nieregulaminowy - niezależnie od tego, czy obrady były nagrywane. gdyby nawet na sali znajdował się notariusz, komisja totalizatora sportowego i rada episkopatu polski - to i tak wybór spośród 25 blogów byłby niezgodny z regulaminem.

Punkt 3.
Kapituła zpoznawała się z 25 blogami, wszystkimi finałowymi. To jest jej suwerenna decyzja (podobnie jak wybór internautów, czyli kto wygrał w poszczególnych kategoriach). Podobnie jak nie przewidywane wcześniej w regulaminie wyróżnienia dla Dziennikarza Obywatelskiego (nie ma tego w regulaminie) oraz wyróżnienie w Blogerze. Dlaczego tego nikt nie krytykuje? A Kapituła chciała koniecznie takie nagrody przyznać...


jest to oczywiście szalenie miłe ze strony kapituły - my jednak mówimy nie o nagrodach, które kapituła postanowiła przyznać dodatkowo, ale o tych, które przyznać musiała. i które przyznała w sposób inny niż przewidziany regulaminem. to oczywiście bardzo dobrze, że członkowie komisji zapoznali się ze wszystkimi dwudziestoma pięcioma blogami - cóż z tego, jeżeli wedle reguł mieli wybierać jedynie spośród pięciu z nich?

Punkt 4.
A to część regulaminu widocznego cały czas podczas konkursu (...)


pozwolę sobie zauważyć, że ten dokument nie jest "częścią regulaminu", a jedynie skrótem zasad - przeznaczonym dla głosujących. ma charakter informacyjny, a nie definiujący. owszem, po uwzględnieniu treści tego dokumentu mogę uznać, że właściwą interpretacją staje się interpretacja druga spośród przedstawionych przeze mnie - nadal jednak niezmienny pozostaje fakt niezgodności przebiegu konkursu z jego regulaminem.

PS Można krytykować dobor członków kapituły (i nie startować), ale nie można nikomu narzucać kogo mają wybierać. To trochę tak jakby w głosowaniu internauci mieliby wybierać tylko z 5 przez nas zaproponowanych blogow...

argument o tyle nietrafny, że członkowie kapituły nadal mogli wybierać jedynie spośród 25. blogów - które zostały im więc, używając pana sformułowania, narzucone. rozumiem intencje i korzyści praktyczne,

ale nadal:

dura lex sed lex.

reasumując - myślę, że zdaje pan sobie sprawę z tego, że ta próba obrony jest niespójna i nieprzekonująca. owszem, tłumaczy dlaczego wybór spośród większej liczby blogów jest lepszy niż wybór spośród mniejszej liczby - z tym się zgadzam. po raz setny jednak: nie o to idzie spór, lecz o pogwałcenie zasad regulaminu podanego do publicznej wiadomości.

mam wrażenie, że decyzja o braku oficjalnej reakcji (zwłaszcza w sytuacji kiedy podnoszą się coraz liczniejsze głosy zwracające uwagę na ów regulaminowy problem) i próba zamiecenia sprawy pod dywan z wizerunkowego punktu widzenia są dla państwa serwisu fatalne i jak najgorzej świadczą o dojrzałości, jaką powinien się cechować serwis o tak szczytnym celu jak promowanie obywatelskiego dziennikarstwa. podejrzewam też, że znacznie korzystniejszym rozwiązaniem byłoby najzwyczajniejsze na świecie przyznanie się do błędu - chociaż wymagałoby to na pewno dużej odpowiedzialności. której zabrakło wcześniej.

z poważaniem,
*c

---------------



i to chyba tyle. o ile po tej wymianie korespondencji wierzę, że intencje organizatorów były czyste jako te lelije białe i równocześnie szczere jak wyznanie miłości spod stołu o czwartej nad ranem - to jestem także przekonany, że zabrakło niestety umiejętności publicznego przyznania się do niewątpliwej w moim odczuciu omyłki. zabrakło nawet woli publicznego - na łamach serwisu wiadomosci24.pl - przedstawienia sprawy i wyjaśnienia wątpliwości z nią związanych.

rzecz cała oczywiście jest w swojej istocie błaha, szczególniej jeżeli skonfrontować ją z rozmiarami wszechświata albo chociaż problemami gospodarczymi państw afrykańskich - sęk (sęk! drzewo! deska drzewniana, w szrodku sęk!) w tym, że tu nie idzie o sprawy rozmiar, ale o zasady. a kto nie rozumie wagi zasad - ten niechaj czym prędzej (o! czym prędzej!) przypomni sobie film psy. [eot]


ps. tutaj w komentarzach znalazła się wreszcie reakcja organizatorów - reakcja zupełnie przekonująca i wyjaśniająca sprawę. o to właśnie chodziło, drodzy panowie. szkoda tylko, że drobnym drukiem w komentarzach pod mało istotnym tekstem. z zarządzania kryzysem w pr - niedostateczny.
04 lutego 2007, 00:49:12
-- z powagą adekwatną do sytuacji pragnę państwu podziękować za głosy oddane w konkursie na blogera roku 2006, dzięki którym to głosom zostałem zwycięzcą w kategorii kultura. oficjalne wyniki znaleźć można tutaj.

-- a teraz: o co mi właściwie chodziło z tym konkursem i co to za dowcip, który miał nie wyjść, ale jednak wyszedł, po jeszcze dokładniejszym sprawdzeniu regulaminu.

-- przy czym uprzedzam, że dowcip może się państwu nie wydać nadmiernie zabawnym. ja mam dziwne poczucie humoru i do rozpuku śmieszą mnie jakieś detale, które innym wydają się godne co najwyżej wzruszenia ramionami. że ktoś stawia portret papieża z żałobną przepaską - pomiędzy kiełbasą i wiejskim chlebem na przykład. czy inne takie.

-- otóż więc: podejmując decyzję o wejściu z impetem w konkursowe szranki, tj. o zamieszczeniu informacji na blogu i w mailingu gadugadu-bloga rozumowałem następująco:

0. najlepsze blogi w każdej z pięciu kategorii wybierane są zgodnie z regulaminem głosami internautów.

1. w kategorii polityka prawie na pewno wygra prawy prosty, prowadzony przez niejakiego galbę - faceta, który z jednej strony ma niesamowitą siłę przebicia, przekładającą się na wysoką popularność i skuteczność w głoszeniu swoich poglądów, a z drugiej - jest, co tu kryć, przedstawicielem betonowej prawicy o zabarwieniu narodowo-katolickim, dla której nawet ja mam lewicowe odchylenia.

2. w kategorii internet i technologie zwycięzcą zostanie riddle, absolutnie zasłużenie. tyle, że cała ta kategoria ma się średnio do wymagań stawianych wybieranemu przez kapitułę najlepszemu blogowi. mówiąc wprost - połowa przedstawicieli kapituły z technicznego bloga riddle'a niczego nie zrozumie.

3. w kategoriach życie i marketing w momencie podejmowania przeze mnie decyzji nie było żadnego bloga, powiedzmy umownie, wyjątkowego - i nieco ryzykownie założyłem, że taki nie zostanie już zgłoszony.

4. w kategorii kultura mogę wygrać, jeżeli tylko zdecyduję się na umieszczenie odpowiedniej informacji na blogu i w mailingu - przez te cztery z górką lata odnalazłem bowiem zaskakująco liczne grono osób, które darzą mnie nie całkiem dla mnie samego zrozumiałą sympatią. i te osoby, rozumowałem, mogą zechcieć oddać swój głos na mnie, jeżeli je o to poprosić.

5. są więc - uznałem - niemałe szanse na to, że w gronie pięciu laureatów znajdzie się galba, riddle, ja - i jeszcze dwie osoby, które nie będą jednak szczególnie silnymi osobowościami internetowymi, a (cytując regulamin) znaczenie ich wpisów dla opinii publicznej i rzeczywistości społeczno-politycznej będzie raczej mikre.

-- takie były założenia. teraz obejrzyjmy uważnie drugą stronę medalu, żeby jasnym stało się, po co były mi te założenia. w roli drugiej strony medalu występuje regulamin.

-- kto się z regulaminem zapozna - ten być może ideę mojego pomysłu odkryje sam. komu zapoznawać się nie chce - wyjaśniam: sedno tkwi w artykule 14., który głosi co następuje:

Kapituła Konkursu spośród właścicieli Najlepszych Blogów, wybranych przez internautów, wybiera Blogera 2006 Roku.

-- cofnijmy się teraz jeszcze na chwilę do artykułu 2., punkt b):

W ramach konkursu przyznane zostaną tytuły oraz nagrody (...):
Najlepszy Blog - dla właściciela bloga, który otrzyma największą liczbę głosów w każdej z 5 kategorii podczas wyborów internautów
.

-- co oznacza, że bloger roku 2006 ma zostać wybrany przez kapitułę spośród owych pięciu zwycięzców kategorii.

-- i w tym właśnie koncept cały: przed oczyma stanęła mi bowiem natychmiast kapituła konkursowa z prześwietną kazimierą, piotrem najsztubem i etatowym felietonistą polityki edwinem bendykiem, która to kapituła zmuszona jest wybierać pomiędzy blogiem geeka, blogiem komuchożercy, blogiem etatowego wyborcy unii polityki realnej - i jeszcze jakimiś dwoma blogami, wszakże (nadal ryzykowne założenie, oczywiście) raczej mdłymi w treści. a przy tym wszystkim wybierając kapituła musi jeszcze mieć na uwadze kryteria z artykułu 15. (poprawność językowa wpisów i dbałość autora o czystość języka polskiego; znaczenie wpisów dla opinii publicznej i rzeczywistości społeczno-politycznej; ciekawy, indywidualny charakter wpisów; zachowanie standardów etycznych), które po prawdzie dyskwalifikują trzy czwarte zgłoszonych blogów. skądinąd kryterium zachowania standardów etycznych powinno otrzymać nagrodę miesiąca w kategorii najbardziej nieostre kryterium klasyfikacyjne.

-- i tę sytuację odnalazłem nadzwyczaj śmieszną: że ta nieszczęsna kapituła będzie musiała jakoś wybrnąć z wyników demokratycznych wyborów internautów, które to wyniki w sensie ideologicznym i praktycznym dla kapituły będą zupełnie niestrawne.

-- takoż zdecydowałem się w rzecz całą zaangażować i rozesłałem wici do tysiąca subskrybentów listy gadugadu-bloga. po czym nastąpiło coś dziwnego, jakiegoś maila dostałem czy może przeczytałem coś w jakimś dotyczącym konkursu tekście na wiadomosci24.pl - grunt, że nagle okazało się, że bloger roku wybierany jest nie spośród pięciu zwycięzców kategorii, ale spośród dwudziestu pięciu finalistów. co cały dowcip oczywiście załatwiało - bo wybrać spośród dwudziestu pięciu coś jednocześnie w miarę ciekawego i poprawnego politycznie to rzecz nietrudna dla dowolnej kapituły. omyłkę zrzuciłem na karb swojego roztargnienia, uznając, że czegoś tam nie doczytałem w regulaminie. stąd uwaga w notce informującej o konkursie - że po dokładnym sprawdzeniu regulaminu (...).

-- które to dokładne i szczegółowe sprawdzenie nastąpiło de facto wczoraj - ujawniając, ku mojemu zaskoczeniu, że jednak miałem rację i w myśl regulaminu kapituła miała wybrać spośród pięciu, a nie dwudziestu pięciu.

-- co oznacza, że przyznanie nagrody i tytułu blogera roku 2006 autorowi bloga krakoff.info było niezgodne z regulaminem konkursu.

-- teraz rzecz najtrudniejsza, czyli wnioski. sytuację można interpretować na kilka sposobów, sam diabeł nie dojdzie zaś, który z nich jest właściwym.

-- sposób pierwszy - organizatorzy konkursu w pewnym momencie zauważyli, że zapędzili się w kozi róg i podjęli decyzję o rozszerzeniu grupy blogów z których wybiera kapituła wbrew regulaminowi (skądinąd schowanemu - linku do niego nie było na stronach głosowania, musiałem każdorazowo odkopywać maila z zaproszeniem do udziału), licząc na to, że nikt nie zauważy. i pewnie nie zauważyłby, gdyby nie to, że właśnie na tym drobnym detalu budowałem sobie pewną teoretyczną sytuację. która natychmiast legła w gruzach po zmianie warunków początkowych.

-- sposób drugi - organizatorzy konkursu wykazali się pewną niefrasobliwością i zredagowaniem regulaminu zajęli się sami, zamiast powierzyć to prawnikowi. od początku więc konkurs miał mieć kształt taki, jaki miał ostatecznie - tyle, że ów planowany kształt nie został prawidłowo i precyzyjnie opisany w regulaminie.

-- sposób trzeci - organizatorzy to ludzie młodzi i pełni szlachetnego, obywatelskiego zapału, którzy do regulaminu podeszli luźno, zakładając sobie, że więcej blogów w ścisłym finale to większe emocje, większe emocje to większy hałas, a większy hałas to większa reklama dla serwisu.

-- sposób czwarty, piąty i kolejne chwilowo pozostają zagadką - obawiam się jednak, że również stawiają organizatorów w świetle niekoniecznie szczególnie korzystnym.

-- i właściwie tutaj dopiero dochodzimy do pewnego sedna sprawy całej - otóż wszystkie konkursy blogowe jawią mi się nader wątpliwymi, a ich prawdziwy sens upatrywałbym niestety wyłącznie w reklamowaniu organizatora. tak było i w przypadku konkursu serwisu blogowego onetu, na którym wygrał jakiś blog z niestrawną liczbą wielokropków, i w przypadku konkursu wiadomosci24.pl. czegóż bowiem można się dowiedzieć z wyników takiego konkursu? ano, że najwięcej czytelników spośród zgłoszonych w branży politycznej ma galba, w technicznej - riddle, a w kulturalnej - ja. przy swojej legendarnej wręcz skromności nie umiem nie zauważyć, że tyle to ja wiedziałem i bez konkursu. a jaki jest sens wyboru dokonywanego przez kapitułę, w składzie której znajdują się tak wybitni znawcy blogów jak kazimiera szczuka? przy czym ja nie próbuję - wbrew pozorom i chęciom - podważać ogólnych kompetencji kapituły jako takiej. muszę tylko zauważyć, że w przypadku blogów o ich wartości decydują często pewne niuanse, które są oczywiste dla osób blogi znających na wylot, a zupełnie niezrozumiałe dla najwybitniejszych nawet ludzi, którzy przychodzą z zewnątrz i stosują dziennikarskie czy literackie kryteria oceny. gdybym ja miał decydować o nagrodzie - dostałby ją galba, nawet jeżeli mam go za zaperzonego cymbała. jest jednak przy tym bez wątpienia charyzmatyczną osobowością internetową i self made manem, który od autora paranoicznych komentarzy na forum gazety wyborczej doszedł do statusu instytucji politblogowej. i który w dodatku, mam wrażenie, coraz trzeźwiej spogląda na rzeczywistość i coraz dokładniej waży słowa - w związku z czym mianem zaperzonego cymbała określam go jedynie za dawne zasługi.

-- cała sprawa ma jeszcze jeden nieprzyjemny wątek, tym razem mnie stawiający w świetle niekorzystnym. rzecz w tym, że wykorzystanie państwa czasu w ramach realizowania jakiegoś swojego pokrętnego planu było zagraniem nie fair. która to refleksja pojawiła się jednak nieco za późno. po wtóre - jeżeli już zgłosiłem się do konkursu to powinienem był pojechać na galę finałową, nawet jeżeli sam termin gala jawił się grubym semantycznym nadużyciem, impreza miała się rozpocząć o godzinie wymuszającej mój przyjazd jeszcze poprzedniego dnia, a organizatorzy dla podgrzania atmosfery postanowili ściągnąć wszystkich dwudziestu pięciu finalistów, informując jednocześnie, że zwrot kosztów zasadniczo jest możliwy, ale lepiej, żebyśmy ten punkt pominęli. powinienem był więc pojechać z szacunku dla państwa głosów - i jeżeli w czymś upatruję nadziei na przebaczenie, to w tym mianowicie, że obecny stan moich finansów pozwala mi na odbycie co najwyżej podróży tramwajem do jelitkowa i z powrotem. zaczynam rozważać czy wzorem michalkiewicza nie umieścić tu numeru konta z informacją o możliwości dokonywania wpłat.

-- oczywiście żartuję. przynajmniej na razie. i właściwie tylko trochę.

-- i jeszcze jedno konieczne wyjaśnienie: w żadnym wypadku nie należy odczytywać tej notki jako próby zdeprecjonowania zwycięzcy, czyli autora bloga krakoff; bloga ciekawego i prowadzonego z zacięciem. aż szkoda, że nie ma podobnej inicjatywy dotyczącej trójmiasta, w którym ostatnio również dzieje się niemało. jedyne, co chciałem pokazać, to sprzeczność wyników konkursu z jego regulaminem.

-- nie chciałbym również, aby cały ten wpis traktowany był jako głos urażonej ambicji. większość czytelników tego bloga zna mnie, jak sądzę, nie od dziś - i ta znajomość, mam nadzieję, może być pewną rękojmią dla właściwego odczytania moich intencji. nie sądzę, żebym sprawiał wrażenie osoby szczególnie łasej na blogowe nagrody i wymagającej od otoczenia dowodów akceptacji i uznania. jakkolwiek takie interpretacje również są możliwe, z czego zdaję sobie sprawę. proszę jednak o możliwie chłodne rozważenie nie tyle mojego pomysłu na dyskusyjnie wesoły dowcip, ale raczej przedstawionych argumentów natury formalnej, te bowiem jawią mi się mocnymi.

-- ze względu na specyficzny charakter całej sprawy i potencjalnie duże emocje jej towarzyszące, a także z uwagi na zawsze istniejącą możliwość mojej omyłki interpretacyjnej, wyjątkowo włączam możliwość komentowania tej notki.

-- wszystkim bez wyjątku finalistom i laureatom najzupełniej szczerze i serdecznie gratuluję.
02 lutego 2007, 21:24:50 :: komentarze (69)
up