27 kwietnia 2007, 21:11:21
lat mam więc już dwadzieścia sześć, mój drogi pamiętniczku. mam lat dwadzieścia sześć, a wczoraj nie miałem pieniędzy na jedzenie. była polska, było słońce, południowa godzina, ja miałem lat dwadzieścia sześć, dyplom magistra inżyniera i dwie książki w życiorysie - i nie miałem pieniędzy na to, żeby zjeść cokolwiek, i głodny byłem w tym kraju, w tym wieku, w południe. i nie miałem wyboru innego, jak tylko powiększyć znów debet o kolejne sto złotych, plus opłaty, plus odsetki - i powiększyłem debet, i zjadłem suty obiad w pobliskim barze mlecznym; resztę przepiłem zaś wieczorem z dziewczętami. i wesoły był to wieczór, lecz poranek - smutny. czasem myślę, pamiętniczku, że to nie jest dobre życie. i że takie, pamiętniczku, życie - takie życie musi skończyć się źle.
25 kwietnia 2007, 20:30:16
nie pić w mojej sytuacji - oświadczył kolega mętniak dziś rano - nie byłoby nawet bohaterstwem, a tylko zupełnie zbędną brawurą.
19 kwietnia 2007, 11:48:15
siedemnasty kwietnia dwa tysiące siódmego roku,
czterdzieści jeden minut po północy. nie ma niczego.
17 kwietnia 2007, 00:40:40
pewna moja dawna dziewczyna zapytała kiedyś - mówi kolega mętniak po dłuższym milczącym wpatrywaniu się w widok za oknem - czy inne moje byłe dziewczyny nie brzydziły się chodzić ze mną do łóżka, wiedząc, że przed nimi było kilkanaście innych.

krzywdząca asymetria takiego pytania polega na tym - wyjaśnia kolega mętniak, pociągając uprzednio solidny łyk jogurtu, którym zwykł się odżywiać w dni następujące po szczególnie intensywnych pijaństwach - że nikt nigdy nie zapytał, czy to ja nie brzydzę się chodzić z nimi wszystkimi do łóżka.

i tu kolega mętniak zastyga, wpatrując się przekrwionym okiem w tzw. nieokreśloną dal - przypomniało mu się bowiem, zgaduję, jak polonistka w liceum powtarzała, że dobra literatura nie udziela ostatecznych odpowiedzi.
13 kwietnia 2007, 09:27:44
proszę sobie wyobrazić, że nazywacie się, czytelniku, powiedzmy: józef k. - i że pewnego dnia rano otwieracie skrzynkę pocztową, a w tej skrzynce znajdujecie list od państwa polskiego. w liście zaś państwo polskie uprzejmie informuje, że, począwszy od dzisiaj:

  • ilekroć przechodzicie przez drzwi zobowiązani jesteście ukłonić się wszystkim nisko, przy czym wsiadając bądź wysiadając ze środków komunikacji miejskiej winniście kłonić się szczególnie nisko,

  • z przyczyn ogólnych zostajecie pozbawieni swobody wyboru miejsca zajmowanego w tramwajach; począwszy od dnia [tu data aktualna] zobowiązani jesteście zajmować wyłącznie miejsca stojące pod klapą wywietrznika,

  • podróżując pociągami dalekobieżnymi winniście a) stać, b) półleżeć bądź c) podróżować opierając łokcie na kolanach; klasyczna pozycja siedząca jest najsurowiej zakazana,

  • sypiając w hotelach albo pensjonatach macie obowiązek utrzymywania stóp poza obrębem nakrycia,

  • udając się do teatru zobowiązani jesteście zajmować miejsce w pierwszym rzędzie, względnie przez czas trwania spektaklu nogi utrzymywać uniesione do góry.

państwo informuje, że nieprzestrzeganie wyżej wymienionych zasad i przepisów zagrożone jest karami cielesnymi, ze szczególnym uwzględnieniem ciosów w czaszkę zadawanych narzędziami tępokrawędziastymi.

jednocześnie państwo zawiadamia, że w trosce o [wyraz nieczytelny], począwszy od najbliższego sezonu będziecie mieć prawo do nabycia wyłącznie jednej, określonej z góry pary butów zimowych. dbając o zapewnienie wam rozrywki i niezbędnej dozy ruchu na świeżym powietrzu państwo zobowiązuje was do samodzielnego odszukania punktu handlowego, w którym na drodze losowania zdeponowana została wzmiankowana para butów.

z poważaniem, przecinek, podpis: państwo.

co byście, czytelniku, powiedzieli taką ujrzawszy przesyłkę? jakie myśli przebiegłyby z rączością kaukaskich kucyków pod waszym jasnym czołem? czy aby nie przyszłoby wam do głowy, czytelniku - po sprawdzeniu pod światło autentyczności pieczątek i podpisów - że oto stajecie się niewinną ofiarą absurdalnego reżimu, który z małpią złośliwością i ludzkim okrucieństwem czyni was niewolnikami zbrodnicznych zarządzeń? czy nie mielibyście racji wykrzykując, że oto w wieku xxi, w środku europy, traktowani jesteście jak poddany ponurej dyktatury, jak czcza igraszka w sękatych łapach autorytarnych zbrodniarzy?

wiedzcie więc, czytelniku, że józefowie k. są wśród was. i ja także jestem józefem k., od czasu, kiedy osiągnąwszy sto dziewięćdziesiąty siódmy centymetr wzrostu i dobiwszy do czterdziestego siódmego numeru buta zacząłem odczuwać aż nadto wyraźnie z czym wiąże się, że tak to dowcipnie ujmę, wyrastanie ponad przeciętność. jedyna różnica polega na tym, że anonimowym oprawcą jest nie państwo - lecz społeczeństwo. ciemiężcą moim jest masa. zło, jak wiadomo, nie jest wyrafinowane - takoż społeczeństwo nie czyni mi zła umyślnie. społeczeństwo czyni mi zło samą swoją formą, skrojoną na sto siedemdziesiąt pięć plus minus pięć. nie można mieć do społeczeństwa pretensji, społeczeństwo nie chce źle. społeczeństwu tak wyszło, że społeczeństwo nie wyrosło i że naprodukowało sobie futryn drzwiowych ha sto dziewięćdziesiąt pięć, wagonów tramwajowych ha sto dziewięćdziesiąt, foteli kolejowych na sto osiemdziesiąt. naszyło sobie społeczeństwo butów na wymiar od trzydzieści osiem do czterdzieści cztery - i sobie społeczeństwo chodzi. i ciepło społeczeństwu w stópki. a ja, kurwa, marznę.

i właśnie dlatego dopóki stowarzyszenie lambda nie zorganizuje manifestacji domagającej się powiększenia otworów drzwiowych w autobusach, a robert biedroń nie zaangażuje się osobiście w walkę o wydłużenie standardowych łóżek hotelowych - dopóty ja, jako osoba regularnie prześladowana społecznie, zamierzam mieć centralnie w dupie (w sensie metaforycznym, oczywiście) wszystkie marsze równości organizowane przez jakiekolwiek organizacje gejowskie, lesbijskie, feministyczne i kliniki psychiatryczne. i to, że będę miał je w dupie, jest z mojej strony nadzwyczajnym aktem dobrej woli - powinienem bowiem traktować je jako atak wymierzony we mnie i zwalczać psiekrwie aktywnie.

do czego bowiem prowadzi społeczna równość wiem akurat najlepiej: każdy inny, wszyscy równi, brawo, brawo, podoba się, podoba - a potem przychodzi pismo od państwa i państwo każe ci wybrać. czy wolisz, żeby w ramach równania urwali ci łeb - czy może życzeniem twoim jest, ażeby raczej urżnęli nogi. nad odpowiedzią na które to pytanie warto, mój czytelniku, pomyśleć już dziś.
04 kwietnia 2007, 22:02:18
up