***
zaprawdę, mój pamiętniczku, w tym wieku należy już wiedzieć, że świat to - ach! - fotoplastikon, który obraca się szybciej o wiele, niżby to wynikało z podręczników szkolnych. zerkasz do dziurki: a tam popioły, zgliszcza, pył i gruz; i ciemna chmura ciężkim brzuchem o dachy nocą się ociera, a pod księżyca zimnym okiem ktoś gdzieś ucieka, ktoś umiera - i tylko tramwaj głuchym jękiem wypełnia zimną, pustą przestrzeń, rozwożąc martwych pasażerów po trupiobladym, martwym mieście. lecz zerkasz raz jeszcze - a tam już łąki zielone, szeroko nad błękitnym niemnem rozciągnione, a poprzez łąki dziewczyna bieży.
bez odzieży.

tak już jest, mój przyjacielu, że jednego dnia siedzisz na stopniach baru mlecznego we wrzeszczu i jest słońce, jest polska i godzina jest południowa, a ty nie masz pieniędzy na jedzenie; a znowuż za dni paręnaście jest słońce i jest polska, a ty siedzisz w warszawie, w sali konferencyjnej hotelu, w którym jedna doba kosztuje więcej niż wszystko, co masz na sobie - a przed tobą siedzi pan, który ma całe wielkie mnóstwo milionów zielonych dolarów; i ten pan jest twoim - uważasz, bracie - wspólnikiem jest twoim. a ty sam zamiast magister inżynier jestem głodny nazywasz się raczej wiceprezes zarządu przecinek dyrektor do spraw technicznych. i chwilowo stać cię na deser.

takie to rzeczy, przyjacielu bracie, zdarzają się w tym kraju wielkich możliwości; ukochanym kraju, umiłowanym kraju, ukochanym, jedynym naszym, polskim. w tym kraju, który kocha cię bardziej niż własna matka - i który za swoją miłość nie chce niczego, jak tylko wdzięczności. plus dwadzieścia dwa procent podatku od towarów i usług, plus dziewiętnaście procent podatku dochodowego, plus obowiązkowa składka na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne, plus tysiąc pięćset złotych za rejestrację podmiotu gospodarczego posiadającego osobowość prawną, plus pięćdziesiąt złotych za każdą zmianę we wpisie do ewidencji działalności gospodarczej, plus dwadzieścia złotych za zaświadczenie o numerze identyfikacji podatkowej w formie bladego nadruku na papierze toaletowym. a owce milczą.



---
ps. w 1989 roku, kiedy solidarność i my wprowadziliśmy demokrację, inspirowaliśmy się wartościami liberalnymi - aleksander kwaśniewski. zastanawiam się czy jak dać w mordę byłej głowie państwa to dostaje się wyrok jak za danie w mordę czy jak za głowę państwa.
31 maja 2007, 12:53:06
nie żaden alkoholizm, lecz niegroźna nerwica natręctw - wyjaśnia kolega mętniak, kiedy staram się delikatnie zasugerować, że pije nieco zbyt wiele - ktoś myje ręce co godzinę, inny siedem razy sprawdza, czy dobrze zakluczył drzwi, a ja mam taki akurat tik nerwowy, że jak jest przede mną kieliszek to go wychylam. i to wszystko.
16 maja 2007, 00:49:53
***
zaprawdę słusznie więc, mój pamiętniczku, słusznie i zbawiennie wstrzymywałem się z tradycyjnym urodzinowym bilansem: w tym wieku bowiem, mój pamiętniczku, należy już wiedzieć, że świat to - ach! - kolorowy kalejdoskop, obracający się znacznie szybciej niżby to wynikało z ustaleń astronomów. zerkasz do dziurki: a tam łąki zielone i strumyk wody swe toczy wartko, a poprzez łąkę w kwiecistym wianku bieży dziewczyna - w dłoni badylek, nad głową motylek, a srebrny mercedes full wypas opcja w oddali lśni. odrywasz wzrok w niedowierzaniu - zerkasz raz jeszcze: lecz tam już tylko popioły, popioły, popioły i kurz, popioły, zgliszcza, pył i gruz; a operator fotoplastikonu podchodzi, uśmiechając się obleśnie, klepie cię po plecach i mówi: żartowałem.

tak oto wyśnił się wielki mój sen: mając lat kilkanaście ktoś marzy o zostaniu strażakiem, ów chciałby poznawać odległe krainy, tamta zaś pragnie być w przyszłości gwiazdą estrad i salonów; są jednak i tacy, którzy nieodparcie pragną zbadać, czy historie takie, jak w książkach i filmach, zdarzają się naprawdę: czy możliwe są te wszystkie sprane od nadużywania przez szarlatanów słów i obrazów figury, jak miłość, pożądanie, zdrada i nienawiść, chciwość i żądze, wybaczenie, zemsta, szaleństwo i ukojenie; czy możliwe jest jeszcze odróżnienie zła i dobra w tym świecie, który mieni się wszystkimi kolorami tęczy po to jedynie, żeby utrudnić dostrzeżenie czerni i bieli. takie się miewa czasem pragnienia, mając lat kilkanaście.

i słusznie ludzie mówią: kogo chce los pokarać, temu marzenia spełnia. mam więc, czego chciałem: szranki i konkury, gruba forsa pojawiająca się znikąd i przepadająca bezpowrotnie dosłownie za piętnaście dwunasta, podróże za jeden uśmiech jak kraj długi i szeroki, rozliczne wątki awanturniczo-przygodowe, turystyka erotyczna, filmy drogi i gangsterska komedia a'la polonaise, a wszystko to wpisane w konwencję zapożyczoną z południowoamerykańskiego serialu dla gospodyń domowych, w którym z niemałym zacięciem odgrywałem rolę jakiegoś fernanda, pedra albo innego estebana. seriale zwykle zdejmowane są z anteny kiedy tracą widownię; jednoosobowa widownia tego serialu już dawno porzygała się z nudów - pechowo na jaw wyszło, że kontrakt emisyjny został podpisany bezterminowo, a architekt kina wolność nie przewidział dróg ewakuacyjnych. cała sytuacja okazuje się więc niespodziewanie czymś na kształt seansu z mechanicznej pomarańczy: nie sposób zamknąć oczu, choćby nawet się chciało. a chce się bardzo; przydarzają się tu bowiem takie historie, które, opowiadane, wywołują na nabrzmiałych od alkoholu twarzach rozmówców (a są to w końcu postaci nieliche, bywałe w świecie i obeznane z życiem w licznych jego, że tak powiem, aspektach) wyraz będący czymś pośrednim między podziwem i obrzydzeniem, jaki zwykle miewa się wówczas, kiedy jakiś bliźni czyni nam tę fantastyczną uprzejmość i upada niżej od nas. co jest skądinąd zadaniem wyjątkowo nietrywialnym, zważywszy, że w tym konkursie poprzeczka od dawna wisi o włos nad ziemią.

mam więc, czego chciałem: ja już nie mówię, ja tylko wygłaszam swoje kwestie. dwudziestodwuletnia barmanka podając mi tonik bez ginu (bo jeśliby był z ginem o tej porze nocy niechybnie skończyłby mnie po dwóch czy trzech łykach) pyta: a mógłby pan do mnie mówić bez tych takich ą, ę? i co jej odpowiedzieć, co powiedzieć temu zwierzątku o oczach wielkich i jasnych? nie mógłbym, proszę pani, chociaż bardzo chciałbym. bardzo chciałbym, proszę pani, ale jest zbyt późno, tak mógłbym jej powiedzieć, lecz nie zrozumiałaby wcale. więc zamiast tego pytam tylko ile mam lat, a ona mówi: o, ta zagadka jest bardzo prosta, mam bowiem braci w pana wieku. pan jest z rocznika siedemdziesiątego piątego. pomyliłam się? w takim razie: siedemdziesiątego szóstego. nie wiem, czy się pomyliłaś, jasnooka. ja pomyliłem się na pewno.

mam więc, czegom chciał. i jeżeli rację ma t., kiedy mówi, że każdy będzie sądzony miarą swojej potencji i wedle własnych możliwości odróżniania złego i dobrego - pozostaje tylko upaść na kolana i w gorzkich łzach tonąc żarliwie modlić się o to, żeby przypuszczenie o braku boga okazało się słuszne; na sądzie ostatecznym z tych awantur nie wykpimy się bowiem nadzorem kuratorskim i zabraknie adwokata wnioskującego o warunkowe odroczenie kary ze względu na nieposzlakowaną opinię w miejscu zamieszkania oraz poręczenie fryzjerki, listonosza i emerytowanego sierżanta spod siódemki. amen.
05 maja 2007, 13:51:09
strzeż się, przyjacielu - mówi kolega mętniak przez telefon głosem ochrypłym i nabrzmiałym nocą - człowieka, który był dobry i prawy, lecz złamał się. nie ma bowiem takiej ohydy, w jakiej nie zawaha się zanurzyć, i nie ma takiego nierządu, w jakim nie będzie gotów tarzać się ów, z bezwzględną zaciekłością właściwą neofitom i zawiedzionym kochankom.
02 maja 2007, 09:01:54
up