***
w warszawie o siódmej rano, po bezkutecznych negocjacjach, policjanci przesunęli protestujące pielęgniarki, żeby odblokować drogę. nie użyto pałek ani przemocy bezpośredniej. kordon policji przesunął kordon pielęgniarek.

górnicy ze związku zawodowego sierpień 80 zwrócili się do szwedzkich (!) europosłów z prośbą o interwencję w sprawie brutalnej pacyfikacji protestu. obecnie górnicy jadą do warszawy, aby wesprzeć pielęgniarki. użycie tak dużych sił policyjnych wobec kobiet jest niedopuszczalne, szczególnie, że wcześniej nie podjęto negocjacji z protestującymi pielęgniarkami - podkreślił jakub puchan z sierpnia 80 [za gw].

górnicy, jak wiadomo, za pomocą kilofów i mutr rzucanych w okna, swoje osiągnęli. z budżetu. to znaczy za pieniądze pani, pana i moje.

w połowie czerwca obchodzi się w polsce nieoficjalny dzień wolności podatkowej. do połowy czerwca pracujemy wyłącznie dla państwa. to znaczy, że przez cały rok pracujemy dla siebie od południa w środę. wcześniej odrabiamy pańszczyznę.

związek sierpień 80 oraz polska partia pracy, jako organizacje współpracujące z obecną w pe frakcją konfederacja zjednoczonej lewicy / nordycka zielona lewica, poprosiły już o potępienie polskiego rządu za (...) brak dialogu społecznego.

dialog społeczny prowadzony za pomocą kilofów i mutr nazywa się zamachem stanu. dialog społeczny prowadzony przez blokowanie jezdni, którą do pracy chcą dojechać ludzie pracujący na pensje blokujących, nazywa się szantażem. i nie ma tutaj miejsca dla modnego terminu obywatelskie nieposłuszeństwo. przepisy drogowe nie naruszają bowiem w sposób rażący wartości istotnych dla stosującego nieposłuszeństwo obywatelskie. a jeżeli stosujący tak uważa - to proszę pod ministerstwo transportu, a nie kancelarię premiera.

moja dawna dziewczyna pracuje jako rehabilitantka. po trzech latach szkoły policealnej i dwóch latach praktyki zawodowej dostaje na rękę siedemset osiemdziesiąt złotych. po opłaceniu studiów zaocznych, dzięki którym może podnosić kwalifikacje, i zakupieniu biletu miesięcznego zostają jej dwa złote.

oczywiście jest to, kurwa, skandal.

pielęgniarka blokująca mi drogę przy biernej postawie policji, kiedy próbuję dojechać do pracy, to jest jednak, kurwa, taki sam skandal. bo to z moich pieniędzy dostaje pensję pielęgniarka. i to z moich pieniędzy dostaje pensję policjant.

wąsaty górnik napierdalający policjanta trzonkiem od kilofa to już nawet nie jest, kurwa, skandal. to jest wystarczający powód, żeby za pomocą kilku salw ostrą amunicją położyć pokotem dwie trzecie towarzystwa, a pozostałym wpierdolić długoletnie wyroki bez możliwości ubiegania się o przedterminowe zwolnienie. czego jednak nikt nie zrobi z obawy przed szwedzkimi europosłami.

nie po to odrabiam pańszczyznę w każdy poniedziałek, wtorek i środę do południa, żeby mi nad głową latały mutry - gdybym akurat miał fantazję wybrać się na spacer po warszawie. nie po to odrabiam pańszczyznę przez pół tygodnia, żeby jakiś chuj ze śląska opowiadał przed kamerami o brutalnej pacyfikacji protestu.

a monice zostają dwa złote. pytałem, czy nie myślała o prywatnym gabinecie, ale nie chce. mówi, że chce pomagać ludziom. i że rafał na szczęście zarabia dobrze, więc ona może sobie pozwolić na pomaganie. wcześniej dostawała średnią krajową, jako sprzedawca wózków inwalidzkich. ale nie po to uczyła się na rehabilitantkę, żeby sprzedawać wózki inwalidzkie.

państwowa służba zdrowia jest nie do ruszenia. społeczeństwo się przyzwyczaiło, że jak je boli w krzyżu to można do ośrodka. posiedzieć, spotkać człowieka, wymienić poglądy. niech pan nawet nie pyta - mówi moja pani doktor, jak przychodzę po przedłużenie leków przeciwalergicznych - piąta kolejna zdrowa jak byk, ale siedzi dwadzieścia minut, a bo jeszcze to, a bo tamto, a jak wstaje to ma mroczki przed oczami.

ja też mam mroczki przed oczami. ten kraj siedzi po uszy w dupie socjalizmu i wcale nie chce z niej wyjść. bo w dupie, jak to w dupie - czasem śmierdzi, ale w każdym razie jest ciepło i miękko.

co ty, głupia jesteś? - pytała matki jedna znajoma rencistka piętnaście lat temu - pozbieraj zaświadczenia i idź na rentę! co będziesz pracować! renta to pewny pieniądz jest.

za oknem przy płocie stoją renciści z sąsiedztwa. samochód czasem przejedzie. autobus. nie ma się co spieszyć. na co renta? na krzyże, panie. na krzyże. pięć lat odrobione, to się należy.

od pół roku nie mogę się schylać bez podparcia - prześwietlenie wykazało cośtam cośtam tyłozmyk kręgu el cośtam. pani doktor mówi, że to normalne przy tym wzroście. i że mam pływać przez dwie godziny w tygodniu, jeżeli za dziesięć lat chcę chodzić.

chcę chodzić za dziesięć lat, ale na basen nie mam czasu. od trzech godzin drukuję faktury, umowy i rachunki, składam podpisy, sprawdzam kody pkwiu, stawki podatków i zakresy zwolnień.

czasem wydaje mi się, że to jest oferta last minute. spierdalać stąd, jak najdalej.
20 czerwca 2007, 14:36:49
i doprawdy jedynym ukojeniem w tej chwili może być historia o panu zygmuncie, fryzjerze, nieżyjącym koledze mojej równie nieżyjącej babci, któremu ze ściany wyjechała kiedyś matka boska w karecie zaprzężonej w cztery gniade kuce, ze świstem przelatując nad głową i znikając w feerii rozbłysków w ścianie przeciwległej. doprawdy, jedynie w historiach przynależnych do tamtego świata może szukać ukojenia człowiek, który wychodzi nocą przed dom, aby nasycić świeżo odnowiony nikotynizm, a któremu błogość rytmicznych wziewów i wonnych wydechów przerywa odgłos pazurów tętniących o asfalt - i który, zanim jeszcze zdąży pomyśleć "pewnie koty", spostrzega dwie łasice, pędzące przed siebie na złamanie karku środkiem jezdni i przy wchodzeniu w zakręt składające się płynnie z gracją valentino rossiego. niechby białe myszki objawiły mi się - upadłbym na kolana i bijąc się w piersi żałował za grzechy, i głowę posypywał popiołem; ale dwie łasice apokalipsy, galopujące środkiem jezdni w czterdziestopięciotysięcznym mieście - to o dwie za dużo jak na moje nerwy. tylko w historii o panu zygmuncie mogę szukać ukojenia, bo jednak co matka boska w karecie to nie dwie łasice pieszo - tyle, że pan zygmunt na swoją matkę boską pracował wytrwale, dzień po dniu, przez lat trzydzieści, a ja na łasice ledwie dziesięć lat, a i to dorywczo. jeżeli więc zaczyna się od łasic - skończyć może na całym legionie matek boskich w karetach ciągnionych przez cztery legiony gniadych kuców. i niech mnie pan zrozumie, doktorze - ja może bym i został w tym waszym szpitalu, ale gdzie tu macie stajenkę dla kucyków? no gdzie?
17 czerwca 2007, 02:06:53
jego matka mieszka w teksasie,
on odwiedza ją gdy ona tego chce.

ja zazdroszczę jej, bo też tak bym chciał,
piszę więc krótki list - tych parę słów:

jerzy, przyjedź, proszę cię,
na rodeo zabierz mnie,
na rodeo zabierz mnie.


(kazik staszewski, george w. bush kocha polskę)


a jerzy próśb naszych wysłuchał, postanowił przylecieć i już zawczasu urządził nam takie rodeo, że z rumi do wrzeszcza szybciej wychodzi dzisiaj pieszo niż samochodem. na całej trasie gdańsk-jurata z naszymi chłopcami w volvo na warszawskich blachach ścigają się chłopcy amerykańscy w gustownych, opancerzonych chevroletach - a te swoiste derby rozgrywają się wśród wesołego migotania kogucików na dachach i przy akompaniamencie wyjących syren. trzy tysiące chłopców niezmotoryzowanych obstawiło z kolei lokalne dworce, obserwując dyskretnie miejscowych zza rozłożonych dla niepoznaki egzemplarzy życia warszawy (- zdrastwujtie amerykanskij szpionie! / - a skąd wy, tawariszcz, wiecie, że ja amerykanskij szpion, skoro mówię po waszemu jak rosjanin? / - a bo u nas, widzicie, czarnych niet), ruch kolejowy na półwysep został zapobiegawczo wstrzymany, a ulica słowackiego i obwodnica - zamknięte.

mnie by to, mówiąc kolokwialnie, równo jebało, bo samochodu nie mam, a skm póki co kursuje według rozkładu - gdyby nie refleksja, że ktoś za to wszystko płaci i pewne uzasadnione podejrzania, że wiem nawet kto. a na kwestię płacenia jestem mocno uczulony, od kiedy stałem się działalnością jednoosobową i jako jednoosobowa działalność zacząłem świadczyć usługi doradcze na rzecz firmy, której jestem współwłaścicielem - i za te usługi świadczone przeze mnie na rzecz własnej firmy muszę odprowadzać państwu dwadzieścia dwa procent podatku vat plus obowiązkową składkę na państwowy zus plus opłatę za biuro rachunkowe, bez którego pierdolony burdel panujący w przepisach tego państwa jest niemożliwy do ogarnięcia, plus dziewiętnaście procent podatku dochodowego plus trzydzieści procent nadwyżki powyżej kwoty czterdziestu trzech tysięcy czterystu pięciu peelen, gdybym miał fantazję tę kwotę przekroczyć. z ostrożnych wyliczeń wynika, że z każdej stuzłotówki wyszarpanej światu ciężką pracą muszę na dzień dobry odprowadzić czterdzieści złotych haraczu - nie uwzględniając rzecz jasna tego oto szczegółu, że kiedy kupuję, dajmy na to, bułki na śniadanie - znów dwadzieścia dwa procent sumy idzie jak krew w piach psu w dupę. tak więc płacę państwu za pracę dla własnej firmy, chociaż - sprawdzałem w lustrze - pomiędzy mną a mną nie ma wcale państwa. ani milimetra.

w ten właśnie sposób moja dotychczasowa hobbystyczna nienawiść do socjalizmu zyskała wymiar materialny i zaprawdę nieodległy jest czas w którym nie powstrzymawszy nerwów skuję mordę jakiemuś młodemu aktywiście bełkoczącemu coś o opiece socjalnej, redystrybucji dochodu albo społecznej sprawiedliwości.

najcelniejsza bowiem intuicja nie zastępuje dowodu empirycznego - i dopiero kiedy ma się przed sobą konkretne liczby określające cenę, jaką przychodzi płacić za utrzymywanie tego nowotworu, określenie kołchoz nabiera właściwej, gęstej treści. która zbiera się na języku, a kolor jej zielonożółty.
08 czerwca 2007, 15:30:37
up