jutro rano wyjeżdżam do wrocławia, gdzie o 19:00 rozpocznie się dyskusja na temat cokolwiek niejasny. kilkukrotnie indagowany na tę okoliczność igor stokfiszewski kluczył i udzielał niewiążących odpowiedzi; podejrzewam, że całe spotkanie jest więc podstępem i w charakterze puenty wystąpią miejscowe oddziały czerwonej frakcji, które za pomocą kilku krótkich serii eksterminują zaproszonych gości, w tym mnie. przechodniu, zmów paciorek.

(z rozrywek na długie jesienne wieczory szczególnie polecić można zabawę pt. zgadnij, w którą stronę obraca się pani. rozwiązanie naukowe jest tutaj, rozwiązanie meta brzmi: omyłką jest tylko ciemny kontur ludzki / bo nie ma ciał prawdziwych innych niż niebieskie / ich są obroty. nasze zaś - złudzenia / i w drżeniu cienia zaledwie - szukanie człowieka).
16 października 2007, 23:24:37
wbrew twierdzeniom żmij hodowanych na własnym łonie - nie dołączyłem do grona autorów blogów politycznych; chodzi jedynie o to, że o sprawach aktualnie ważnych albo jeszcze nie można, albo już się nie chce. wobec tego jeszcze jeden mazur dzisiaj, choć już ranek świta --

próbowałem niedawno odgadnąć, z czym kojarzy mi się przedwyborcza sytuacja stronnika upr z kilkuletnim stażem: wiedziałem bowiem, że coś takiego było w jakimś filmie. i już wiem: wyborca upr jest jak ten adaś miauczyński z sekwencji podróży pociągiem w dniu świra. ów widząc na peronie panią z pieskiem wiedział, że wyrok już zapadł - ja doświadczam tego samego na widok janusza korwina-mikke. jest to przeżycie ocierające się o metafizykę - dojmująca, fizycznie odczuwalna obecność nieubłaganego fatum i równe siłą pewności przeczucie, że los musi się spełnić. w istocie: choćby nawet dzięki sprzyjającym układom gwiazd, nadzwyczajnej sytuacji geopolitycznej (i jednej małej zeberce - choć to dowcip zrozumiały jedynie dla tych, którzy za młodu oglądali kreskówki warner bros, a i to nie wszystkich) wydawało się, że tym razem do sejmu wejdzie wreszcie kilku liberałów - to korwinowi nieodmiennie udaje się coś (pardon) spierdolić i zagwarantować tym samym, że jedynym zwycięstwem pozostanie moralne (tm).

jest to skądinąd polityczna wersja paragrafu 22 - kto chce legalnie zmienić ustrój demokratyczny, musi wygrać demokratyczne wybory. wygrać demokratyczne wybory można jedynie stosując reguły demokratycznej gry wyborczej (której niejawny aksjomat brzmi: statystyczna krowa ma więcej rozumu od statystycznego wyborcy). przyjęcie tych reguł oznacza jednak utratę moralnego umocowania do realizacji zmiany ustroju, quod erat demonstrandum.

jak wiadomo - tym razem korwinowi udało się we wrześni; wystarczył rozpęd i słabe wyczucie języka (zbiorczo dające się określić jako zadziwiająco kompletny antytalent polityczny), żeby pogląd rodzice powinni decydować, czy ich dzieci mają uczęszczać do klas integracyjnych sformułować w sposób, który kolendzie-zaleskiej udało się w trzech posunięciach doprowadzić do janusz korwin-mikke chciałby powrotu do czasów sparty, w której kalekie dzieci zrzucano ze skały.

całą aferę śledziłem w relacjach prasowych - dla których felieton kolendy-zaleskiej był właściwie tylko konsekwentnym podsumowaniem, a nie lokalnym ekstremum - ale właściwie jednym okiem i bez szczególnego zainteresowania. cóż: jesteśmy dorośli i czas wreszcie zaakceptować to, że ludzie pokroju kolendy-zaleskiej są publicystami, i że to oni kształtują opinię publiczną. i jeszcze - że jest to układ zamknięty: opinia publiczna ma takich właśnie publicystów, jakich potrzebuje, a społeczeństwo wybiera sobie polityków na swoją miarę i podobieństwo. wszelki opór jest bezcelowy. błogosławieni, których miejsce jest w środku krzywej gaussa, ich bowiem jest królestwo tej ziemi.

i doprawdy, wystarczy się z tym pogodzić, żeby nawet konsekwentne nie na pytanie czy mają państwo jakieś obuwie w rozmiarze czterdziestym siódmym?, zadawane w kolejnych sklepach największej galerii handlowej tego kraju wywoływało jedynie uśmiech łagodny i pełen zrozumienia. państwo nie mają, bo państwo nie mają po co mieć. to przecież takie proste.

czy więc wybory wygra pis, czy po, czy nawet filipińczycy - ja będę szczęśliwy i zadowolony. społeczeństwu będzie dobrze, a to w globalnym rachunku karmicznym oznacza taki przychód, że doprawdy trzeba byłoby być skończonym chujem, żeby mieć jakieś pretensje.
15 października 2007, 01:30:00
jest to dowcip nieco hermetyczny, ale setnie się ubawiłem doniesieniem o tajemnicznym internaucie. pani julio - gratuluję obywatelskiej czujności, a jednocześnie uprzejmnie donoszę, że w bazie danych z komentarzami przechowuję aktualnie półtora megabajta wpisów różnych tajemniczych internautów. viagra, cialis, teen porn - do wyboru, do koloru. gdyby składała pani jeszcze jakieś doniesienie na policję to służę zrzutem w dogodnym formacie: sql, csv, nawet w excelu mogę podesłać. nigdy nie wiadomo: może wśród nich jest ta sama tajemnicza ręka. już my wiemy czyja.
06 października 2007, 20:19:41
up