(nie umiesz czytać?
streszczenie)
---
- a w ogóle ten... "to nie jest kraj dla starych ludzi", czy jakoś tak, nie... film taki. jaaaa. normalnie zasnęłam. pierwszy raz zasnęłam chyba w kinie.
- taaaaa?
- no bez kitu. dwanaście miejsc mieliśmy zarezerwowanych w kinie, z przodu, ale już tam chuj. zasnęłam. mało mówili. dziwny film. na maksa dziwny. na maksa, wiesz.
- taaaaa?
- bez kitu. oglądałeś "apocalypso", film taki?
- nie.
- no to to było podobne. ten do "apocalypso" był podobny. tylko dużo gorszy. no ale jak nie oglądałeś to nie skumasz. to w ogóle mój najlepszy film na jakim byłam w kinie, "apocalypso". a na tym bez kitu zasnęłam. podobny tak ogólnie, ale dużo gorszy. trudny do skumania. mało mówili.
- taaaaa?
(dyskurs krytyczny zasłyszany w autobusie linii 85)
myślałem, że to pozimie - takie niedoszłe jeszcze, niedokonane przedwiośnie, ale to chyba coś więcej. coś mniej właściwie, bo coś bardziej gorszego to powinno być raczej
coś mniej niż
coś więcej. sypiam źle. budzę się nagle, późno, chociaż przed południem; w połowie drogi między zdrową większością a wyraźnym marginesem. budzę się i zaraz myślę źle. jeszcze nie wiem jak mam na imię, jeszcze nie wiem którędy do kuchni, a już myślę źle. jeszcze, za przeproszeniem, bielizny nie założyłem, a już ubrany jestem w koszulkę z napisem
WYPIERDALAĆ. wielkimi literami, bez ekskluzji drobnym drukiem. literami wielkimi, lecz nie dosyć - skoro wciąż i wciąż pchają się ku mnie ludzie pragnący najwyraźniej usłyszeć to samo bezpośrednio. słyszą więc, bez wyjątków dla wieloletnich przyjaciół i najbliższej rodziny.
żeby to było jasne: nigdy dotąd nie byłem równie wesół i radosny. oraz przepełniony wewnętrznym szczęściem. w związku z czym nieuknikniona, głęboko ludzka, mentalna nędza boli mnie w oczy i razi w uszy bardziej niż kiedykolwiek. gdybym wiedział jak obsługuje się pocztę głosową sieci era gsm, nagrałbym na niej komunikat powitalny o treści
spierdalaj. gdybym miał czas na studiowanie dokumentacji serwera pocztowego, uruchomiłbym autoresponder o treści
spierdalaj. gdyby mieszkanie, które zajmuję wespół z konkubiną, było moje - na drzwiach przybiłbym tabliczkę z napisem
spierdalaj. listonoszu, akwizytorze, pracowniku gazowni i roznosicielu ulotek reklamowych; prezenterzy, spikerzy, viva najpiękniejsi - spierdalajcie. kominiarze, pisarze, redaktorzy gazet - spierdalajcie. bracia, siostry, przyjaciele - spierdalajcie, odejdźcie, nie wracajcie więcej. niech noga wasza nie postanie, niech oko wasze nie dostrzeże, niech ucho wasze nie usłyszy, język niech nie wypowie. rozum nie obejmie.
to oczywiście nie jest postawa szczególnie oryginalna w wymiarze ogólnym, ale w tym przedziale wiekowym (co tu kryć, dwadzieścia siedem lada moment) świadcząca już o pewnym problemie.
kolega mętniak opowiadał mi ostatnio, jak wracał, powłócząc nogami, z wyjątkowo intensywnego, kilkudniowego upodlenia, gdy za rękaw szarpnął go świadek jehowy, ze słowami:
jak pan sądzi, czy dla tego świata jest jeszcze jakaś nadzieja?. i z pismem w dłoni, przygotowanym do wręczenia. kolega mętniak spojrzał na niego wzrokiem bardzo zmęczonym - i zmęczonym równie głosem odrzekł:
dla tego świata, proszę pana, nie ma już żadnej nadziei. jeżeli wierzyć koledzę mętniakowi - głos ów był tak zmęczony, intonacja zaś tak ponura, że po raz pierwszy w historii towarzystwa biblijnego i traktatowego w oczach świadka coś nieodwracalnie zgasło, a w pozostałej pustce zamajaczyło ponure zwątpienie.
kolega mętniak mówił mi także, że chciałby mieć syna; a posiadając - oczekiwać dnia, w którym ów dorośnie i przyjdzie do niego z twarzą wygietą w grymasie nagłego, bolesnego zrozumienia i z oczami poszerzonymi trwogą zapyta:
ojcze, ale PO CO? - na co kolega mętniak odpowie:
kiedy zadałem sobie to samo pytanie, synu, spłodziłem ciebie. teraz ty się martw. i byłaby to najuczciwsza ze znanych odpowiedzi.
mając lat kilkanaście twierdziłem, że jestem kieszonkowym mesjaszem. urodziłem się, aby zbawić świat, tymczasem kosmicznej energii nie wystarcza mi nawet na zbawienie własne. dzisiaj, bogatszy o poznane liczne pobieżnie poznane (niewielka to ujma: poza przeliczalnymi na palcach jednej ręki wyjątkami nikt o niczym nic nie wie i na niczym się nie zna, co nikomu nie przeszkadza pierdolić bez zażenowania najstraszliwszych bzdur na dowolny temat) konteksty kulturowe mogę śmiało zredefiniować tę autocharakterystykę: jestem kieszonkowym bodhisattwą. wypełnia mnie najgłębsze współczucie dla wszystkiego co żyje, ze szczególnym uwzględnieniem przedstawicieli gatunku ludzkiego; pechowo jednak wszystko, co żyje, ze szczególnym uwzględnieniem przedstawicieli gatunku ludzkiego, ma moje współczucie głęboko w dupie. zamiast pogłębiania swojego rozwoju duchowego i żmudnego analizowania egzystencjalnej sytuacji, prowadzącego do poszerzenia świadomości i osiągnięcia stanu podszytego fatalizmem wewnętrznego wyciszenia, zadowalając się kretyńskim podrygiwaniem i zawracaniem dupy. ten się śmieje, kto się śmieje ostatni, ale co jeżeli umrę przed innymi?
co zresztą przypomina mi, że ostatnio w kinie byłem na filmie
control (dziękuję bartoszowi muszyńskiemu za przekazanie biletu wygranego w konkursie), który też mnie wkurwił - bo szczególnie wkurwiają mnie filmy, których scenarzyści spędzili kilkaset godzin, konstruując w trudzie i znoju opowieść o gościu, któremu twórcze sukcesy przychodzą lekko, bezproblemowo i nie wiedzieć kiedy; a jedynym poważnym zmartwieniem jest takie oto, że trudno pogodzić dymanie jednej laski z małżeństwem z inną. z całym szacunkiem dla iana curtisa - jakbym spotkał bohatera tego filmu to dałbym mu w ryja.
wyczerpawszy uprzednio listę innych zasłużonych, a jest ona długa.
CZY OKAZAŁO SIĘ ŻE JESTEŚ MOIM IDOLEM CHOCIAŻ TAKOWYCH NIE MIEWAM????????.... NIE ODPISUJ... POTRZEBA CHWILI TO BYŁA... DOBRE TEKSTY PRZYZNAJĘ...
POZDRAWIAM
ANDZIA