Profesor dodał, że jego sposobem

postępowania w każdej sytuacji

jest kompromis.


-- http://wiadomosci.onet.pl/1827933,11,item.html
18 września 2008, 21:33:30
niedawno pisałem krótki, okolicznościowy tekst wspomnieniowy do antologii programu homines urbani; pisanie okolicznościowych tekstów wspomnieniowych jest czynnością wyjątkowo upokarzającą, ale nie w tym rzecz, a w tym, że z konieczności przeczytałem z ponadtrzyletniego oddalenia notkę o tym, jak przyjechałem do krakowa, a papież umarł. i tu następują trzy refleksje, z których pierwsza jest nieciekawa, druga sprowadza się do konstatacji, że z pamiętnych uniesień pozostało mniej nawet niż wówczas sądziłem (a już wówczas sądziłem, że zostanie niewiele), a o trzeciej chciałbym szerzej.

ponieważ istotnie medialny spektakl, jakiego wówczas byłem świadkiem, wydawał mi się wydarzeniem niezwykłym i niepowtarzalnym: był oto news, który przyćmiewał wszystkie inne newsy - i z tego jednego newsa trzeba było zrobić dwanaście godzin programu. czegóż w tym cyrku nie pokazywali! wejścia na żywo, panoramy, infografiki, wypowiedzi ekspertów, bezpośrednie połączenia i nieoficjalne źródła - a treści w tym wszystkim było tyle, ile mięsa w parówkach z hipermarketu (spocznij - nie mam na myśli owej głębokiej treści, nazywanej niekiedy duchową strawą, ale po prostu zawartość informacyjną). do dzisiaj pamiętam swoje zażenowanie, kiedy na jednym z kanałów prowadzący wespół z zaproszonym profesorem medycyny jęli analizować szczątkowe oficjalne informacje medyczne, szczególniej skupiając się na układzie moczowym. coś trzeba było mówić: profesor być może specjalizował się w urologii, a papież też człowiek i posiada pęcherz moczowy. coś trzeba było mówić, to pewne - ale jakiś niesmak jednak pozostał.

tymczasem ten show trwa, o czym przekonałem się zyskując dostęp do tvn24. parę tygodni temu w rumunii rozbił się polski autokar, kilkoro dzieci zostało rannych - w tvn24 ta dwuzdaniowa informacja była wałkowana przez cały dzień: połączono się z jakąś matką, nad wyraz chętnie opowiadającą o szczegółach (w trakcie poinformowała z dumą, że to już trzeci wywiad, jakiego dzisiaj udziela), dzwoniono do konsula, em es zetu i korespondenta w bukareszcie - wszyscy w pierwszym zdaniu mówili, że wiedzą tyle i tyle, co nie przeszkadzało prowadzącej pytać konsula, czy dysponuje wiedzą na temat aktualności badań technicznych pojazdu, a przedstawiciela ministerstwa - czy kierowca był wypoczęty. i tak to w trudzie i znoju wykuwano dramaturgię, że tak powiem. im dalej w ogórki jednak, tym gorzej: pewnej niedzieli widziałem kilkugodzinny blok poświęcony wypadkowi dziewczynki, która w bydgoszczy potłukła się, spadając z trzepaka. powtarzam: potłukła się, spadając z trzepaka. na miejsce wysłano specjalny wóz transmisyjny, pojękująca (ten yyy... trzepak yyy..., który jest za mną, yyy..., ten trzepak jest właśnie, yyy... tym trzepakiem, yyy... z którego, yyy... spadła, yyy... ania, yyy...) reporterka próbowała ustalić, czy takie sytuacje miały miejsce wcześniej (sic!), a anita werner dziękowała jej za te najnowsze informacje. czegoś tak głupiego nie wymyśliłbym nigdy - a jest to konstatacja wracająca do mnie częściej i częściej: albo moja wyobraźnia jest tak ograniczona, albo ten świat tak skurwiały.



(ktoś - niestety nie pamiętam kto i gdzie - zwracał uwagę, że po wypadku autokaru telewizja nie prezentowała zbliżeń z miejsca zdarzenia: podobno ekipa reporterska o mały włos nie została zlinczowana przez obecnych tam rodziców [?]; sytuacja była przy tym na tyle ostra, że cały zespół w stanie histerii trafił pod opiekę psychologów - nie wiem, czy tak było naprawdę, ale byłoby miło, gdyby tak.)
17 września 2008, 17:42:28
spędziłem dzisiaj pierwszy dzień w nowej pracy - mówi kolega mętniak, spotkany przypadkiem w tramwaju linii 12. i jak? - pytam, a on odpowiada: normalnie - utrata motywacji, zmęczenie, frustracja, dojmujące poczucie wypalenia.
03 września 2008, 15:07:31
up