ósma rano, sklep. przy kasie stoi kobieta pięćdziesięcio-, sześćdziesięcio- może -letnia - nie: karlica, ale jednak wzrostu wyraźnie mikrego; metr pięćdziesiąt, nie więcej. kiedy sięga po makaron leżący na ladzie - musi wspinać się na palce. w dodatku mówi głosem jak z kreskówek: krtań ma równie niewielką jak reszta ciała. obok niej olbrzymi zakupowy wózek-torba. do wózka zagląda kilkuletnia dziewczynka.

- nie zaglądaj pani do torby! - strofuje matka - to nie twoja torba!

dziewczynka odstępuje o krok.

- bardzo mała pani - mówi - pani mała.
- tak, ta pani jest niewielka - poucza matka - niektórzy ludzie, chociaż są dorośli, nie są duzi. są niewysocy, mali. tak jest.

i, po chwili, uspokajająco:
- ale na szczęście większość, jak ty i ja, jest fajna.
24 października 2008, 10:07:54
***
potwierdziły się więc plotki o nadejściu jesieni, krążące od jakiegoś czasu tu i ówdzie, na podobieństwo owego widma nad europą. czymkolwiek by ona nie była. ktoś musiał to przewidzieć. dodałbym: bo staniała wódka, ale kiepskie żarty bywają ryzykowne, a ludzie już teraz myślą, że jestem moczymordą. na przykład w sobotę pewna niemiecka poetka zapytała mnie z troską w głosie, czy przestałem pić, stawiając mnie w sytuacji owego człowieka, którego pytają, czy skończył z biciem żony. powiedziałem, że przestałem, bo mi lekarz zabronił. na wyjaśnienie, że nie był to psychiatra, ale gastrolog, zabrakło mi już angielskiego, więc pokiwała tylko głową ze zrozumieniem i poszła precz, utwierdzając się pewnie w przekonaniu, że jestem byłym pijakiem. z drugiej strony gdybym uwikłał się w wyjaśnianie, że już dawno mi się znudziło i nawet po dwóch piwach rano czuję się bardziej martwy niż zwykle1 - uznałaby, że unikam uświadomienia sobie problemu. właściwie jedynym wyjściem z sytuacji byłoby zapytanie jej, czy przestała już być brzydka, ale do tego potrzebowałbym okularów a'la stevie wonder. poza tym sprawiłbym jej przykrość takim pytaniem, a nie jest to mój ulubiony sposób krzywdzenia kobiet2.

tak więc: plotki o nadejściu jesieni potwierdziły się. w autobusach i tramwajach gwałtownie wzrosła liczba wariatów, jak co roku w okolicach października. sprężynki w głowach zrywają się z trzaskiem i szczerbią się kółka zębate. ja czuję się bardzo dobrze, naprawdę, nic mi nie dolega. powiem panu w sekrecie, panie doktorze: to wina sąsiada z dołu. wpiął mi się do kablówki i zamiast normalnej telewizji puszcza ciągle jakieś obraźliwe reklamy. i takie programy, że ludzie na przykład żonglują akwariami, a jedna pani blond w komisji sędziowskiej patrzy na nich smutnymi oczami drobiu i mówi drżącym głosem: to było niesamowite. nawet zabawne, nie wiem, jak on to wymyślił. i jeszcze kioskarz jest w tym samym spisku. daje mi zawsze jakieś gazety, z których w poniedziałek wynika jedno, a we wtorek coś innego. że na pewno będą zmiany, a potem okazuje się, że jednak nie. i ktoś od internetu. to wszystko ich wina, nie moja. ja mam swój rozum i wiem, że to po prostu nie może się dziać naprawdę. to nie może być prawda. nie.

___
1 bo kiepskie żarty itd.
2 chociaż kiepskie żarty itd.
15 października 2008, 15:22:38
up