jakiś czas temu chciałem napisać o tym, jak prowadziłem niemrawą dyskusję dotyczącą homoseksualistów i jak potem nie dołączyłem do chóru oburzonych decyzją kaczyńskiego, stojąc zresztą na ziemi niczyjej z zestawem poglądów, który jest zbyt konserwatywny dla obyczajowych liberałów i zbyt liberalny dla obyczajowych konserwatystów - i właściwie nadal chcę napisać, ale pisać mi się nie chce. bo musiałbym się mocno skupić, wiedząc, że skończy się to ogólnym hajże na soplicę. potem chciałem napisać o tym, jak uczestniczyłem w sposób bierny w egzaminach do szkół aktorskich i jak zadziwił mnie przy okazji człowiek (w sensie ogólnym), który z zastanawiającym uporem pcha się niekiedy tam, gdzie go całkiem nie czekają. i chyba nie ma w domu lustra albo co. o czym zresztą właściwie nadal chcę napisać, ale nie dziś. raczej jutro, albo za tydzień od jutra. chciałem także napisać, przepisać właściwie, dialog pomiędzy panią w nieokreślonym wieku z porażeniem mózgowym a panią w nieokreślonym wieku bezdomną w piątym miesiącu ciąży odkrytej dzień wcześniej, którego byłem niemym świadkiem na dworcu pks w krakowie trzeciego lipca około godziny dwudziestej trzeciej - ale w dalszym ciągu nie wierzę w treść tego dialogu i mam wrażenie, że brałem udział w ukrytej kamerze. bo do mamy cię to się raczej nie kwalifikuję chwilowo.
w związku z czym zamiast pisać cokolwiek wsiadłem do pociągu na półwysep. a później siedziałem w morzu na płyciźnie, twarzą do fal, które załamywały się tuż przede mną i uderzały wściekle, zalewając mnie po szyję, nad głowę. i był to jeden z tych niezwykle przyjemnych dni, kiedy nie czeka się na żadną puentę.

zaebis zaebis zaebis spokoino spokoino privetvsem zaebis zaebis zaebis zaebis