Ojciec odchodzi
Gdyby wierzyć nocie na czwartej stronie okładki – książka jest połączeniem kroniki, bloga, dziennika, wspomnień, „powieści środowiskowej” i tak dalej; w rzeczywistości „Ojciec odchodzi” to po prostu fabularyzowany reportaż.
Kiedy na początku 2005 roku przygotowywałem się do trzymiesięcznego stypendium w Krakowie planowałem pracę nad zupełnie inną książką. Ostatniego dnia przed moim wyjazdem okazało się jednak, że właśnie umiera Jan Paweł II – i nagle wszystko dookoła zagęściło się gwałtownie.
Nie była to (być może: wbrew pozorom) książka łatwa do napisania: wymagała zachowywania szczególnej ostrożności i nieustannego eliminowania literatury z literatury. Jeżeli chciałem szukać uczciwej odpowiedzi na pytanie o możliwość zachowania emocjonalnej neutralności – musiałem w sferze związanej bezpośrednio z głównym (choć nie najważniejszym) tematem książki równie uczciwie ograniczyć się do tzw. faktów: tego, co widziałem i tego, co usłyszałem – zaznaczając przy tym zawsze, kiedy widziałem na własne oczy, a kiedy tylko słyszałem, choćby od najbardziej zaufanych osób. Dlatego: „reportaż” – podstawową metodą była bowiem nie kreacja, a selekcja; „fabularyzowany” jednak – bo fikcja pojawia się tam, gdzie można było sobie na nią pozwolić, gdzie wierność faktom nie była konieczna. Stąd na przykład triumfalnie wskazywana przez niektórych recenzentów ostatnia scena, w której protagonista przyjmuje zamówienie wydawcy:
Wreszcie Maro chrząknął i powiedział: „Napisz o tym”. Powiedział: „Minipowieść napisz, z jakimiś elementami eseju, fabuły, może dokument albo reportaż. Zresztą: cokolwiek napisz, co tam sobie chcesz. Napisz, jak przyjeżdżasz do Krakowa i papież umiera, i że jesteś w obcym mieście, i jak to się wszystko dzieje, i o tych Niemcach napisz, jak oni się dziwią. Napisz o tym koniecznie, bo z takiej książki można zrobić niezłe wydarzenie”. Patrzałem długo przez okno, na to ciemne, zmęczone niebo, a później było mi już wszystko jedno i powiedziałem: „Dobra, napiszę”. Wtedy Dorota powiedziała: „Tylko pamiętaj: nie pisz w pierwszej osobie, bo nikomu nie wytłumaczysz później, że to nie ty i że jak pierwsza osoba, to wcale nie musi być od razu to nazwisko z okładki”.
- pomyślana jako symbol nieuchronnej klęski poniesionej w walce o brak zaangażowania i zachowanie uczciwości, a interpretowana niekiedy tak, jak gdyby pierwsza osoba to musiało być to nazwisko z okładki.
***
I tak docieramy do sedna tej książki. Pytanie brzmi: dlaczego bohater powieści Piotra Czerskiego nie może być zwykłym ateistą skoncentrowanym na sobie, wyluzowanym? Kto wie, być może w polskich warunkach kulturowych czy też etyczno-obyczajowych bycie ponad bądź mimo jest szalenie trudne, niemal niemożliwe? Jeżeli „Ojciec odchodzi” traktuje właśnie o tym, to dobrze się stało, że pojawiła się taka książka. Dalibóg, jest o czym myśleć.
— Dariusz Nowacki, Gazeta Wyborcza
Jako zdeklarowany ateista i człowiek raczej wyważony w opiniach Czerski mógł zresztą, bez nonsensownych resentymentów, powiedzieć to, czego przeciętny uczestnik i obserwator nie umiał i nie chciał wówczas wyartykułować. „Ojciec odchodzi” jest dobrze napisaną, ironiczną i nadspodziewanie dojrzałą historią intymnego przeżycia.
— Piotr Kofta, Dziennik
***
Archiwum .zip, zawierające kompletny plik .pdf oraz skany I i IV strony okładki, można pobrać stąd:
Książkę w tradycyjnej postaci można kupić w sklepie Ha!artu, a także w Merlinie czy Empiku:
- http://www.ha.art.pl/sklep/index.php?p36,ojciec-odchodzi
- http://merlin.pl/Ojciec-odchodzi_Piotr-Czerski/browse/product/1,451312.html
- http://www.empik.com/ojciec-odchodzi-ksiazka,373157,p
__________
