Towary Zastępcze: Dolne Miasto OST

W pierwszej scenie wprowadzającego filmu mówię (właśc. postać, którą odgrywam, mówi), że szukaliśmy jakiegoś pomysłu na płytę i ktoś zaproponował czarny kryminał. To wyznanie autoironiczne – choć ironia polega w tym przypadku na publicznym ujawnieniu stanu faktycznego: przystępując do pracy nad płytą rzeczywiście szukaliśmy dopiero pomysłu, który pozwoliłby zrobić coś nowego, a jednocześnie – zachować tzw. duch gry zespołu.

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na wykorzystanie schematu kryminału noir i wypełnienie go – tradycyjnie już – zużytymi kliszami i nieco absurdalnie dobranymi cytatami: płaszcz jest więc podniszczony, alkohol tani, dziwka piękna, a zaułek ciemny; Władysław Broniewski pisze, a następnie drze na strzępy list do Raymonda Chandlera, a Wisława Szymborska tańczy w parze ze Sławomirem Borewiczem. Koniec końców mordercą okazuje się detektyw, co wprawdzie łamie jedną z klasycznych zasad, ale za to posiada cenny w tym przypadku walor przewidywalności. Projektowi nadaliśmy dodatkowo otwartą formę szkatułkową – dygresyjna fabuła historii opowiadanej (oczywiście: nieliniowo) na płycie staje się pretekstem dla postrzępionej fabuły krótkich, paradokumentalnych filmów, w których ukryte są tropy prowadzące do świata wprawdzie wirtualnego, ale zewnętrznego względem obu opowieści wewnętrznych…

„Dolne Miasto OST” jest więc postmodernistycznym frankensteinem: metaliterackim projektem-monstrum, w którym intertekstualność i eklektyzm wyprowadzone zostały poza granice rozsądku, a cała rozbudowana gra, w jaką wciągany jest odbiorca, nie oferuje mu – bo nie może zaoferować – nagrody innej niż przyjemność grania. Najważniejsze zaś są – jak zawsze – te pytania, które nie zostały zadane wprost: gdzie przebiegają, jeżeli przebiegają, granice między tekstem a kontekstem i kontekstem a światem? czy gra, której celem jest gra, jest nadal grą? czy opowieść, polepiona wyłącznie z fragmentów opowieści, jest opowieścią – czy tylko pozbawionym życia wariantem, suchą permutacją, jedną z miliona identycznych w swojej różnorodności? czy rzeczywiście te kwestie są właściwą treścią projektu – czy może chcieliśmy po prostu pobawić się w policjantów i złodziei?

***

„Dolne Miasto” będąc koncept albumem samo w sobie zasługuje na szczególną uwagę. Na polskiej scenie brakuje takich niebezpiecznych romansów. Poza Lao Che mało kto podejmuje wyzwanie stworzenia albumu tematycznego, zamiast metodycznej realizacji raz obranej ścieżki. Na „Dolnym Mieście” Towary Zastępcze jasno dali znać, że wybrali drogę rewolucji, zamiast powolnej ewolucji.

Dominik Meller, Wywrota

Powinienem napisać: album, ale to mało powiedziane. To jest całe przedsięwzięcie, czyli ze dwadzieścia, chyba, minut paradokumentów o zamordowaniu pewnej prostytutki. Takie rozmowy ze świadkami, osobami, które o czymś słyszały, coś wiedzą. Czarno-białe, świetnie zrealizowane, wprowadzają w nastrój historii. Dalej mamy pytania, na które trzeba odpowiedzieć poprawnie, by album ściągnąć. Dalej świetną muzykę, przegenialne teksty, świetnych wokalistów i nastrój dobrego kryminału.

Paweł Mateja, Carpe Noctem

***

Przygodę na „Dolnym Mieście” można zacząć w różnych miejscach – główne wejście jest tu:

Encyklopedyczny opis projektu, zawierający m.in. adresy ukrytych serwisów WWW, znaleźć można na Wikipedii:

__________

Teksty w serwisie: Creative Commons License
(= dostępne na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Na tych samych warunkach 2.5 Polska)